Current track

Title

Artist


Szaszlyk i kielbasa albo pozory mylą

Written by on 04/09/2023

SZASZŁYK I KIEŁBA, ALBO POZORY MYLĄ
Mamy koniec wakacji, więc warto coś o nich napisać. Ja spędziłem całe dwa tygodnie w lubuskich lasach i do tego nad stawami. Zanim jeszcze zacząłem łowić ryby i zbierać grzyby musiałem tam dojechać. I właśnie jadąc przepiękną drogą S3 zacząłem szukać przez Google jakiejś dobrze ocenianej restauracji…. I bingo! W Polkowicach jest świetna restauracja, gdzie królują steki! Wchodzimy z żoną i pani z uśmiechem mówi: – wszystkie miejsca zarezerwowanie. Cóż było robić, Wsiadamy w samochód i jedziemy dalej, a ja szukam znowu w Googlu. Gdy przejeżdżamy przez Nową Sól rzuca mi się w oko Grill Bar Zalesie. Prawie 800 ocen, a średnia 4,6. Pytam żony czy spróbujemy. Tak, tak, tak bo jesteśmy już bardzo głodni. Skręcamy więc w boczną drogę i kilometr dalej widzimy unoszący się siwy dym, kilka zajętych stolików, a mały parking prawie w całości zastawiony samochodami.
Nic wielkiego, i na pewno bym się tu w innych okolicznościach nie zatrzymał. Głód swoje robi. Przed budką, za grillem, stoi ubrany w fartuch „grill man” i przekłada, i przewraca, i dosypuje węgla i oczywiście nakłada porcje na tekturowe tacki. Pytam, co poleca, a on z uśmiechem odpowiada – wszystko. To „wszystko” to: kiełbasa, ogromny szaszłyk z boczku, karkówki i łopatki oraz pierś kurczaka. Wybieramy kiełbasę i szaszłyk, pan nakłada to co pokazujemy palcem. Przenosi porcje na ladę, gdzie dokupujemy ogórki małosolne i dodajemy na tacki musztardę oraz keczup. Siadamy przy jedynym wolnym, ogródkowym stoliku.
I zaczyna się niezwykła uczta! Pytam żony jak smakuje szaszłyk, a ona tylko wzdycha z radości. Mięso miękkie jak „tyłek aniołka”, a nóż zupełnie niepotrzebny, bo nawet boczek sam zostaje na widelcu. – Świetnie przyprawione – mówi moja najlepsza z żon, zagryzając małosolnym. Spróbowałem. Miała rację, mięso rozpływa się już na widelcu, a co dopiero w gębie!
Ja zachwycam się kiełbasą, która jest jak największy rarytas w restauracjach pięciogwiazdkowych hoteli. Skórka chrupka, mięso fantastycznie przyprawione, tłuszczu niewiele, jednym słowem rarytas. Między jednym, a drugim kęsem mówię do „grill mana” – Świetne jedzenie! Ten odpowiada – wiem, zapraszam jak będziecie wracać! Kiedy już zjadłem moją porcję kiełby, wylizałem tekturkę i podszedłem do właściciela, który stał za grillem, dowiedziałem się, że szaszłyk leży przed upieczeniem w specjalnie opracowanej marynacie przez 24 godziny, a kiełbasę robi na zamówienie zaprzyjaźniona masarnia. Kurczaki też marynują unikalną marynatą, a ogórki zbierają we własnym ogrodzie. Pan Sebastian polecił mi też domowe pierogi lepione na miejscu.
Kiedy ruszyliśmy w dalszą podróż, długo dyskutowaliśmy o tym jak to pozory mylą. Nieszczególny domek, stoliki piwne, dymiący grill i takie smakołyki!
Nic więc dziwnego, że w powrotnej drodze zatrzymaliśmy się w tym samym miejscu, zamówiliśmy to samo, co 14 dni wcześniej i tak samo zachwyciliśmy się tym niewyszukanym, ale niesamowicie smacznym jedzeniem. Do domu wzięliśmy jeszcze pierogi. Czy dobre? Okaże się już jutro.
Pamiętajcie, gdy będziecie jechać na grzyby w lubuskie, niedaleko Nowej Soli jest jeden z najlepszych w Polsce grill barów. Choć nazywa się dość pretensjonalnie „Zalesie”, proponowane kiełbasy i szaszłyki są iście królewskie. Musicie się tam zatrzymać i spróbować.
Autor Wojciech Potocki
Blog Jedzenie jest fajne.

Foto Wojciech Potocki / Pan Sebastian uwija się, jak to na grillu.

Foto Wojciech Potocki / Kiełbasa z zaprzyjaźnionej masarni

Reklama

Foto Wojciech Potocki / Taki szaszłyk z takim małosolnym to po prostu niego w gębie

Reklama
Tagged as

Reader's opinions

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *


Verified by MonsterInsights