Turyści kontra mieszkańcy. Wakacyjny front przy plażach Trójmiasta

turysci nadmorscy i osiedla
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Jeszcze przed południem znalezienie miejsca parkingowego w Gdańsk graniczy z cudem. W Jelitkowo kierowcy krążą wokół ul. Kaplicznej i Błękitnej jak sępy nad ostatnim wolnym skrawkiem asfaltu. W Brzeźno auta wciskają się między bloki przy ul. Czarny Dwór. Na Stogi samochody stoją na trawnikach, chodnikach, czasem niemal pod oknami mieszkańców. W Redłowo i okolicach sopockich plaż sytuacja wygląda podobnie.

Dla turysty to często tylko „kilka godzin nad morzem”. Dla mieszkańców — coroczny sezon oblężenia.

I właśnie tutaj zaczyna się temat, o którym lokalne media mówią zwykle ostrożnie. Bo Trójmiasto żyje z turystyki. A turysta ma przyjechać, wydać pieniądze i wrócić zadowolony. Problem w tym, że coraz częściej mieszkańcy pytają: a gdzie w tym wszystkim miejsce dla nas?

ilustracja do artykulu plazowe losie ilustracja do artykułu plażowe łosie

„Plażowi łosie” — brutalne określenie czy głos frustracji?

Na lokalnych grupach mieszkańców trudno dziś znaleźć dyplomatyczny język. W komentarzach pojawiają się określenia typu „plażowe łosie”, „parawanowi królowie asfaltu” czy „weekendowi zdobywcy morza”.

Czytaj dalej

Zanim czytasz dalej

To efekt narastającej frustracji.

Mieszkańcy osiedli nadmorskich piszą o:

  • blokowaniu wjazdów do posesji,
  • zastawianiu chodników,
  • hałasie do późnej nocy,
  • śmieciach pozostawianych pod blokami,
  • dewastacji zieleni,
  • agresji podczas zwracania uwagi kierowcom.

Najbardziej boli ich jednak coś innego — poczucie, że latem sami tracą dostęp do własnego miasta.

„Płacimy podatki, a nie możemy normalnie wyjechać z domu” — to zdanie wraca regularnie w dyskusjach mieszkańców Sopot, Gdańska i Gdyni.

Morze jest publiczne. Ale koszty już nie

Samorządy próbują reagować. W sezonie pojawiają się płatne parkingi, dodatkowe kontrole straży miejskiej, czasowe organizacje ruchu. Poza sezonem miasta próbują łagodzić sytuację darmowymi parkingami przy plażach.

Tyle że mieszkańcy mówią wprost: to nie rozwiązuje problemu. To tylko przesuwa go o kilka miesięcy.

Bo prawdziwe koszty wakacyjnego najazdu są dużo większe niż kilka parkomatów.

Miliony złotych na sprzątanie i chaos

Najbardziej konkretne dane publikuje Sopot. Tam roczny koszt sprzątania plaż wzrósł z około 635 tys. zł netto w 2022 roku do ponad 731 tys. zł w kolejnych sezonach.

I to wyłącznie samo utrzymanie czystości.

Do tego dochodzą:

  • opróżnianie koszy,
  • wywóz śmieci,
  • usuwanie glonów,
  • dodatkowe patrole,
  • naprawy infrastruktury,
  • zniszczona zieleń,
  • sprzątanie osiedli wokół plaż.

W Gdynia w jeden wakacyjny weekend z jednej plaży potrafi zniknąć nawet 10 ton śmieci. W Gdańsk miasto inwestuje już nawet w specjalistyczne roboty do czyszczenia piasku.

Ale mieszkańcy pytają: dlaczego to oni mają płacić za turystyczny chaos?

Turystyka daje zarobić. Ale komu?

To najbardziej niewygodne pytanie w całej sprawie.

Bo pieniądze z turystyki trafiają głównie do:

  • hoteli,
  • apartamentów,
  • gastronomii,
  • operatorów parkingów,
  • branży eventowej.

Tymczasem największe koszty społeczne ponoszą zwykli mieszkańcy nadmorskich dzielnic.

Seniorzy z Jelitkowa mówią, że w sezonie boją się wychodzić samochodem. Rodzice z wózkami skarżą się na auta zastawiające chodniki. Mieszkańcy Brzeźna opisują sytuacje, gdy nie mogli dojechać pod własny blok.

A gdy próbują protestować, słyszą często zarzut: „przecież żyjecie z turystów”.

Problem w tym, że wielu z nich nie prowadzi pensjonatów ani restauracji. Za to codziennie żyje w korku, hałasie i śmieciach.

Czy Trójmiasto zmierza do wojny z własną turystyką?

Coraz więcej europejskich miast zaczyna ograniczać ruch turystyczny:

  • wyższe opłaty parkingowe dla nierezydentów,
  • zamknięte strefy dla aut,
  • systemy Park&Ride,
  • limity wjazdu,
  • dodatkowe opłaty klimatyczne.

W Trójmieście temat dopiero zaczyna wybrzmiewać mocniej.

Bo politycznie jest niewygodny. Turystyka napędza gospodarkę regionu. Reklamy hoteli, restauracji czy apartamentów finansują część lokalnego rynku medialnego. Łatwiej więc pokazać nową promenadę niż mieszkańca, który przez godzinę nie może wyjechać z osiedla.

Ale konflikt narasta.

I wygląda na to, że pytanie nie brzmi już: „czy problem istnieje?”, tylko jak długo jeszcze mieszkańcy nadmorskich dzielnic będą godzić się na życie w wakacyjnym oblężeniu.

A może problemem nie są turyści, tylko brak planu?

Bo przecież większość ludzi przyjeżdża nad morze normalnie odpocząć.

Prawdziwy problem może leżeć gdzie indziej:

  • źle zaplanowana komunikacja,
  • brak dużych parkingów buforowych,
  • niewydolny transport sezonowy,
  • chaotyczna urbanistyka,
  • zbyt mała ochrona osiedli mieszkalnych.

Morze ma być dla wszystkich. Pytanie tylko, czy Trójmiasto potrafi jeszcze pogodzić interes mieszkańców z masową turystyką.

Bo dziś coraz częściej wygląda to tak, jakby jedni drugich zaczęli zwyczajnie mieć dość.


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry