6 stycznia – Objawienie Pańskie.

wolne w kazde swieto religijne
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania


W kalendarzu kościelnym: święto.
W kalendarzu państwowym: dzień wolny od pracy.
W rzeczywistości społecznej: kolejna przerwa w rytmie codzienności, która z wiarą ma często tyle wspólnego, co choinka z duchowością – niby symbol, ale głównie dekoracja.

To święto nie „wyrosło” z powszechnej potrzeby religijnego przeżycia. Zostało ustanowione decyzją polityczną, w czasie gdy PiS był u władzy, przy wyraźnym wsparciu prawicowej, wyznaniowej części społeczeństwa. I od tego momentu obowiązuje wszystkich – wierzących, niewierzących, wątpiących, obojętnych. Państwo nie pyta o sumienie. Państwo daje wolne.

Ciąg zdarzeń… bez ciągu

Jeśli spróbować spojrzeć na to logicznie, a nie kalendarzowo, zaczyna się problem.

Najpierw Boże Narodzenie – narodziny.
Kilka dni później Objawienie Pańskie – objawienie się światu.
Za chwilę Wielkanoc – zmartwychwstanie.

Narodziny → objawienie → zmartwychwstanie.

To nie jest ciąg, to jest skok przez opowieść.
Bez procesu. Bez drogi. Bez sensownej narracji.

Z perspektywy religijnej pomiędzy tymi punktami jest całe życie, nauczanie, konflikty, śmierć. Z perspektywy państwowego kalendarza – tego nie ma. Są tylko wybrane momenty, wygodne do zaznaczenia jako dni wolne.

To trochę tak, jakby z książki zostawić tylko:
– pierwszy rozdział,
– losowo wybraną scenę ze środka,
– ostatnią stronę.

A potem twierdzić, że to spójna historia.

Logika? Tylko jedna

Jedyna logika, jaka tu naprawdę działa, jest prosta i brutalnie szczera:
wolne jest dobre.

Wolne się lubi.
Wolne się bierze.
Wolne się planuje pod długi weekend.

Reklama
Reklama
Reklama

I to akurat jest konsekwentne. Skoro już państwo raz uznało, że religijne święta mogą być podstawą do wolnego dnia, to dorzucanie kolejnych staje się niemal automatyczne. Bo kto miałby powiedzieć „stop”? I na jakiej podstawie?

Religijnej? – państwo nie powinno jej interpretować.
Społecznej? – społeczeństwo wolne lubi.
Ekonomicznej? – to już nikogo nie przekonuje.

Wolne dla wszystkich – jedyna uczciwa opcja

Jeśli więc ten system już istnieje, to jedno trzeba mu oddać:
jest równy.

Wolne mają wszyscy. Bez deklaracji wiary, bez sprawdzania praktyk, bez urzędowego zaglądania w sumienie. I bardzo dobrze. Bo alternatywa byłaby absurdem większym niż sam ten kalendarz.

Problem nie polega na tym, że jest wolne.
Problem polega na udawaniu, że to wolne wynika z jakiejś spójnej, sensownej logiki religijnej.

Nie wynika.

To jest ciąg zdarzeń bez ciągu, zbiór punktów bez linii między nimi. Religia użyta jako uzasadnienie, a nie jako treść. Święta jako znaczniki w kalendarzu, a nie momenty przeżycia.

I może właśnie dlatego jedyne, co w tym wszystkim naprawdę ma sens, to fakt, że:
– wolnego jest sporo,
– wolne jest dla wszystkich.

Reszta to już tylko ładnie nazwany brak logiki.

Autor: Rafał Chwaliński


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry