„Przydajesz się jak zakonnicom cycki” – to powiedzenie nie tylko śmieszy, ale i piekielnie trafia w naszą codzienność. Bo my naprawdę często nie zastanawiamy się, po co i komu służymy, w co się angażujemy i dlaczego. Przyjmujemy, że coś jest potrzebne, bo tak mówią inni, bo tak się utarło.
Społeczność wokół nas grzęźnie w samozadowoleniu – wie wszystko, zanim zdążysz otworzyć usta. Nie słucha, nie czyta, dopowiada sobie resztę z nagłówków, memów, komentarzy.
Czy naprawdę nie mamy czasu?
Kiedyś ludzie czytali gazety, czasopisma, książki. Dziś tłumaczą się brakiem czasu, ale godzinami przewijają ekran telefonu, skrolując go bezmyślnie. A gdy ten ruch ustaje – pojawia się syndrom nadmiaru czasu, którego nie umiemy już zagospodarować.
Odmóżdżanie się na życzenie
Do tego dochodzi codzienne „odmóżdżanie się”: telewizor wypluwa bzdety, a my z pilotem w ręku połykamy je bez oporu. Scrollujemy to, co sztuczna inteligencja nam proponuje – w kółko te same trzy, cztery tematy, bo „tak wcześniej oglądałaś”. Świat staje się ograniczony jak akwarium, a my w nim pływamy, przekonani, że mamy ocean.
Życie w Matriksie
Czy to nam jest potrzebne? Czy może jest to zbędne jak zakonnicom cycki? Śmiech Boga i technologii miesza się w jeden rechot, gdy człowiek łapie się na tę pułapkę. A kiedy powiesz mu, że jest w Matriksie, odpowie: „kto jest i kim są ci w Matriksie?” – nie widząc, że sam w nim tkwi po szyję.
Gdyby było inaczej, gdybyśmy naprawdę chcieli się wyrwać, strony WWW pełne byłyby czytelników, a nie Facebooka. Ale tak nie jest. Wolimy wygodę algorytmu, który myśli za nas, niż wysiłek własnej głowy.
Pytanie tylko, jak długo jeszcze…
Autor: Rafał Chwaliński
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


