Polityczny tchórz na emigracji?

ziobro na azylu
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

O odwadze, która kończy się wraz z władzą

Czy odwaga polityczna istnieje tylko wtedy, gdy stoi za nią aparat państwa? To pytanie wraca dziś jak bumerang przy nazwisku Zbigniew Ziobro. Przez lata symbol twardej ręki, bezkompromisowego języka i demonstracyjnej pewności siebie. Dziś – polityk, który opowiada o „reżimie”, „prześladowaniu” i własnej krzywdzie. Tyle że ten sam „reżim” przez długie miesiące pozwalał mu funkcjonować publicznie, politycznie, a nawet europejsko. Bez kajdan. Bez więzienia. Bez cienia podziemia.

Gdy siła była urzędem

Nie ma sensu udawać, że pamięć społeczna jest krótka. W czasach realnej władzy Ziobro nie miał problemu z językiem bezwzględności. Instytucje miały „działać”, sędziowie „rozliczać się”, krytycy „ponosić konsekwencje”. Odwaga była wtedy łatwa – miała pieczątkę, budżet i zaplecze. Była systemowa, nie osobista.

To ważne rozróżnienie: odwaga władzy i odwaga jednostki to nie to samo. Pierwsza bywa głośna, druga sprawdza się w ciszy sali przesłuchań.

Gdy władza znika, rodzi się ofiara

Moment utraty kontroli przynosi nagłą zmianę narracji. Z polityka wymagającego – robi się polityk wymagający ochrony. Z autora twardych reguł – krytyk „opresyjnego systemu”. Mechanizm jest stary jak polityka: jeśli nie możesz podważyć faktów, podważ instytucje.

Komisje stają się „nielegalne”. Pytania – „polityczną nagonką”. Procedury – „zemstą”. A całość spina się klamrą wygodnego mitu: jestem ofiarą. Mit działa, bo emocje zawsze wygrywają z niuansami prawa.

„Matriks prześladowania”

Ta opowieść ma swój wewnętrzny paradoks. Skoro mamy do czynienia z reżimem, to dlaczego przez tak długi czas nic się nie działo? Dlaczego można było podróżować, występować, funkcjonować publicznie? Dlaczego europejska scena – ta sama, którą dziś wielu polityków obozu władzy przedstawia jako wrogą – była wcześniej akceptowalna i wygodna?

Narracja „prześladowanego” zaczyna się zwykle wtedy, gdy kończą się argumenty proceduralne, a zaczyna realna odpowiedzialność. To moment, w którym polityka zamienia się w psychologię strachu.

Reklama
Reklama
Reklama

Komisja jako test charakteru

W demokracji jest jeden sprawdzian, którego nie da się zagadać: stawiennictwo i odpowiedź na pytania. Jeśli ktoś uważa się za niewinnego – przychodzi i mówi. Jeśli wierzy w swoje racje – konfrontuje je z faktami.

Unikanie, przeciąganie, ucieczka w wielkie słowa o „reżimie” robią coś przeciwnego: utwardzają podejrzenia. Bo obywatel widzi prostą sprzeczność – ten, kto przez lata wymagał twardości od innych, dziś sam szuka miękkiej poduszki.

Paradoks europejski

Szczególnie ironicznie brzmi to wszystko w kontekście europejskim. Unia była dobra, gdy dawała mandat, immunitet, prestiż. Gdy przestała być wygodna – stała się elementem opowieści o opresji. To nie jest krytyka systemu. To jest używanie systemu wtedy, gdy się opłaca, i delegitymizowanie go wtedy, gdy przestaje chronić.

Co z tego wynika?

Nie chodzi o przesądzanie winy. Od tego są sądy. Chodzi o coś bardziej elementarnego: spójność postawy.
Odwaga polityczna nie polega na krzyczeniu do kamer, gdy ma się władzę. Polega na tym, by nie uciekać, gdy tej władzy już nie ma.

I właśnie dlatego pytanie o „tchórzostwo” nie jest publicystyczną obelgą, lecz logiczną konsekwencją obserwacji. Kiedy państwo było narzędziem – odwaga była głośna. Kiedy państwo stało się pytającym – odwaga wyparowała.


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry