Trzy wyrwane mleczaki w zamian za oznaczenie kliniki. Relacja z porodówki z linkiem do sklepu. Pierwszy krok, pierwszy ząb, pierwszy dramat – wszystko w pakiecie reklamowym. Czy to jeszcze rodzicielstwo w sieci, czy już handel wizerunkiem dziecka?
Kiedy życie staje się produktem?
„Zdjęcia USG, relacje z porodówki, pierwsza kąpiel, pierwsze kroki. Rodzice publikują, obserwatorzy lajkują, zasięgi rosną, marki płacą” – opisuje mechanizm portal Wirtualnemedia.pl.
Ten cytat jest niewygodny, bo sprowadza do sedna. Najbardziej intymne momenty – które jeszcze niedawno mieściły się w albumie rodzinnym – dziś lądują w rolkach, relacjach i postach sponsorowanych. Z kodem rabatowym. Z oznaczeniem partnera. Z hasztagiem współpraca.
To nie jest już spontaniczne dzielenie się radością. To model biznesowy.
Trzy mleczaki w barterze
W jednym z opisanych przypadków dwunastoletni chłopiec siedzi w fotelu dentystycznym. Zabieg, kamera, oznaczona klinika. „Trzy wyrwane mleczaki w barterze” – podsumowuje autor tekstu w Wirtualnemedia.pl.
Brzmi jak tytuł groteski. Ale to rzeczywistość.
Czy dziecko wie, że jego ból, strach albo dyskomfort stały się elementem kampanii? Czy rozumie, że jego twarz – w momencie słabości – pracuje na zasięg? I że ten zasięg ma swoją cenę?
Bo tu już nie chodzi o rodzinne wspomnienie. Tu chodzi o monetyzację.
Czy dziecko wyraziło zgodę?
Eksperci cytowani przez Wirtualnemedia.pl mówią wprost: „Dzieciom odbiera się prawo do budowania swojej tożsamości od zera. Zawsze będą ‘czyimś dzieckiem’”.
To zdanie powinno wybrzmieć głośniej niż jakikolwiek sponsorowany post.
Dziecko nie ma możliwości wyrażenia świadomej zgody. Nie rozumie konsekwencji. Nie wie, że jego wizerunek może krążyć w sieci latami. Że za pięć, dziesięć, piętnaście lat ktoś wyciągnie archiwalne nagranie. Że internet nie zapomina.
Zgoda rodzica to nie jest to samo co zgoda osoby, której wizerunek sprzedajemy.
Dlatego, że moje? Czy dlatego, że mogę?
Rodzice często mówią: to moje dziecko. Mam prawo pokazywać.
Ale czy prawo do bycia rodzicem oznacza prawo do budowania biznesu na wizerunku dziecka? Czy posiadanie władzy nad małoletnim daje moralne przyzwolenie na wykorzystywanie jego prywatności?
To pytanie jest trudne, bo nie dotyczy tylko celebrytów. Dotyczy tysięcy mniejszych kont. Mam, które zaczęły od bloga parentingowego, a skończyły z cennikiem współprac. Z algorytmem. Z tabelą zasięgów.
Granica przesuwa się powoli. Najpierw zdjęcie z wakacji. Potem relacja z wizyty u lekarza. Później film z płaczem, bo „autentyczność się klika”.
Rosyjska ruletka internetu
„Wchodzenie w dorosłość z bagażem setek czy tysięcy zdjęć i filmów w internecie (…) to rosyjska ruletka” – czytamy w cytowanym artykule.
I to nie jest przesada.
Treści z dziećmi trafiają nie tylko do reklamodawców. Trafiają także w miejsca, o których rodzice woleliby nie myśleć. Do zamkniętych grup, do baz danych, do archiwów, których nikt już nie kontroluje.
Dziecko rośnie. Internet zostaje.
Gdzie jest państwo?
W Polsce wciąż brakuje jasnych regulacji chroniących dzieci influencerów. Aktorzy mają normy czasu pracy. Modele – umowy i zabezpieczenia finansowe. A dziecko z Instagrama?
Często nic.
Nie ma obowiązku odkładania części zarobków na jego przyszłość. Nie ma jasnych zasad dotyczących czasu pracy przed kamerą. Nie ma mechanizmów kontroli.
Jest algorytm.
To nie jest niewinna zabawa
Największy problem nie polega na tym, że ktoś zarabia. Problem polega na tym, że zarabia na kimś, kto nie może powiedzieć „nie”.
Granica między dumą rodzica a komercjalizacją dzieciństwa staje się coraz cieńsza. A internet nie daje przycisku „cofnij” dla dzieci, które za kilka lat zapytają: dlaczego pokazaliście mnie całemu światu?
Może więc warto zadać pytanie jeszcze raz.
Czy publikujemy dlatego, że to nasze dziecko?
Czy dlatego, że możemy?
I czy naprawdę wszystko, co można sprzedać, powinno być sprzedane?
Źródło cytatów: Wirtualnemedia.pl, „Trzy wyrwane mleczaki w barterze. Tak sprzedają dzieci w sieci”.
Magazynu Radio DTR 3/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


