Ponad 2000 zgłoszeń w miesiąc. Kto naprawdę kontroluje gminę, jeśli radny pracuje u gminy?

radny na etacie
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Miesiąc. Tyle wystarczyło, by obywatelski monitoring zatrudniania radnych w podmiotach zależnych od gmin urósł do skali, której nie da się już zbyć wzruszeniem ramion. Serwis kazdymusigdziespracowac.pl, uruchomiony 16 marca 2026 roku przez Sieć Obywatelską Watchdog Polska, zebrał do 10 kwietnia 2010 zgłoszeń. I to jest ten moment, w którym lokalna „oczywistość” zamienia się w problem ogólnopolski.

Nie chodzi przy tym o tanią sensację ani o polowanie na nazwiska. Sedno sprawy jest znacznie poważniejsze. Radny ma kontrolować władzę wykonawczą, patrzeć burmistrzowi lub prezydentowi miasta na ręce, zadawać niewygodne pytania, rozliczać decyzje i wydatki. Ale co dzieje się wtedy, gdy ten sam radny odbiera pensję w szkole, ośrodku sportu, instytucji kultury czy spółce komunalnej zależnej od tej samej gminy? Wtedy zaczyna się kłopot. Nie zawsze prawny. Często dużo gorzej — ustrojowy i etyczny.

Watchdog Polska od początku jasno wskazywał, że chce nie tyle osądzać poszczególne osoby, ile pokazać skalę mechanizmu. Według pierwszych wyników monitoringu, na 10 kwietnia 2026 roku 100 zgłoszeń czekało na weryfikację, 1012 było w trakcie sprawdzania, 780 potwierdzono, 100 nie potwierdzono, a 18 pozostawało nierozstrzygniętych. Każda sprawa ma być weryfikowana dwuetapowo: najpierw pod kątem zależności danej instytucji od gminy, a później przez wniosek o informację publiczną kierowany do konkretnego podmiotu.

To ważne, bo taki monitoring nie opiera się na plotce ani „miejskiej wiedzy ludowej”. Opiera się na dokumentach. A dokumenty w samorządzie bywają bardziej wymowne niż konferencje prasowe.

Dlaczego ten temat naprawdę boli?

Bo rozbija samorządową opowieść o przejrzystości. W wielu gminach mieszkańcy od dawna podejrzewali, że lokalny układ nie kończy się na klubach radnych, komisjach i głosowaniach. Że istnieje jeszcze miękka strefa zależności: etat, umowa, przełożony, dyrektor, spółka, dyspozycyjność, lojalność. Monitoring Watchdoga pokazuje, że to nie jest margines. To zjawisko masowe.

Wstępne dane pokazują, że radni najczęściej pracują w szkołach — około 40 proc., następnie w spółkach komunalnych — 18 proc., przedszkolach — 15 proc., jednostkach sportu i rekreacji — 8 proc., instytucjach kultury — 6 proc., administracji — 5 proc., pomocy społecznej i ochronie zdrowia — 4 proc., a także w żłobkach — 2 proc.. Dominującą formą zatrudnienia jest umowa o pracę, choć pojawiają się również umowy cywilnoprawne.

To nie są suche procenty. Za każdym z nich stoi konkretna sytuacja: radny głosujący nad budżetem, z którego finansowana jest jednostka, w której sam pracuje. Radny oceniający politykę kadrową albo inwestycje, które pośrednio wpływają na jego zawodowe otoczenie. Radny mający być reprezentantem mieszkańców, ale funkcjonujący w strukturze zależności od samorządu, który powinien kontrolować.

I właśnie tutaj zaczyna się pytanie nie o legalność, lecz o niezależność. zrzut ekranu 2026 04 14 o 13.19.55 zrzut ekranu 2026 04 14 o 13.19.55

Co mówi prawo, a czego nie załatwia?

Prawo nie zamyka sprawy tak szczelnie, jak mogłoby się wydawać. Ustawa o samorządzie gminnym stanowi, że z radnym nie może być nawiązany stosunek pracy w urzędzie gminy, w której uzyskał mandat, a także że radny nie może pełnić funkcji kierownika gminnej jednostki organizacyjnej ani jego zastępcy. Innymi słowy: zakaz jest, ale nie jest pełny. Nie obejmuje wszystkich form zatrudnienia w jednostkach zależnych od gminy.

To oznacza, że radny może w wielu przypadkach legalnie pracować w gminnej szkole, domu kultury, ośrodku sportu czy spółce komunalnej, byle nie na stanowisku kierowniczym objętym zakazem. I właśnie dlatego problem nie kończy się na stwierdzeniu: „skoro prawo pozwala, to wszystko jest w porządku”. Prawo dopuszcza pewien stan rzeczy, ale nie odpowiada na pytanie, czy taki model wzmacnia lokalną demokrację, czy raczej ją rozmiękcza.

Bo radny nie musi dostać polecenia służbowego o treści: „proszę dziś nie krytykować burmistrza”. Wystarczy atmosfera zależności. Wystarczy świadomość, że w tle jest dyrektor, prezes, przełożony, przedłużenie umowy, podział obowiązków, awans albo zwyczajnie święty spokój. To są właśnie te miękkie mechanizmy, których ustawy nie łapią, ale które mieszkańcy czują intuicyjnie.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Gdzie zjawisko jest największe?

Wśród miast wskazanych przez Watchdoga najwięcej radnych zatrudnionych w podmiotach zależnych od gmin odnotowano w Grudziądzu — 10 osób, Ciechocinku i Suwałkach — po 9, a także w Chełmie — 8. Wśród instytucji wyróżniają się m.in. OSiR w Ciechocinku — 5 radnych, Ozorkowskie Przedsiębiorstwo Komunalne — 4 radnych oraz Zakład Usług Komunalnych w Świdnicy — 4 radnych.

Te liczby nie są jeszcze pełnym obrazem Polski, ale już wystarczają, by zburzyć wygodny mit, że mówimy wyłącznie o pojedynczych przypadkach. Nie. To wygląda raczej na system rozproszony, codzienny, oswojony. Taki, o którym wiedzą „wszyscy zainteresowani”, ale którego nikt dotąd nie zebrał do jednego worka.

A kiedy coś trafia do jednego worka, nagle okazuje się, że worek jest zaskakująco ciężki.

Samorządowa codzienność czy demokracja w wersji zależnej?

W obronie takiego modelu pada zwykle argument najprostszy: „każdy musi gdzieś pracować”. I to prawda. Tyle że nie o samą pracę tu chodzi. Problem pojawia się wtedy, gdy praca i mandat zaczynają się stykać w obszarze wpływu, zależności i kontroli. Gdy osoba mająca rozliczać lokalną władzę sama funkcjonuje w sieci instytucjonalnej przez tę władzę budowanej, finansowanej i nadzorowanej.

To nie zawsze musi prowadzić do patologii. Ale tworzy warunki, w których niezależność staje się co najmniej trudniejsza. A samorząd bez niezależnych radnych staje się czymś znacznie gorszym niż niedoskonała demokracja. Staje się dekoracją demokracji.

Właśnie dlatego monitoring Watchdoga jest tak istotny. On nie tylko pokazuje nazwiska i miejsca zatrudnienia. On pokazuje mapę relacji. A relacje w samorządzie są często ważniejsze niż oficjalne uchwały, bo to one decydują, kto naprawdę zada pytanie, kto je przemilczy, a kto podniesie rękę dokładnie wtedy, kiedy trzeba. zrzut ekranu 2026 04 14 o 13.20.31 zrzut ekranu 2026 04 14 o 13.20.31

To dopiero początek

Sam Watchdog podkreśla, że monitoring ma charakter obywatelski i nadal się rozwija. Zgłoszenia były przyjmowane przez serwis uruchomiony 16 marca, a organizacja zapowiada kolejne analizy i dalsze publikacje wniosków. Na 15 kwietnia 2026 roku o godz. 19:00 zapowiedziano też spotkanie online na Facebooku Watchdoga, podczas którego mają zostać przedstawione dotychczasowe ustalenia i odpowiedzi na pytania dotyczące zjawiska.

I być może właśnie to jest w całej sprawie najważniejsze: temat wyrwał się z lokalnych szeptów. Przestał być „kwestią tej jednej gminy”. Stał się pytaniem o standard państwa na poziomie najbliższym obywatelowi.

Bo jeśli rada gminy ma być naprawdę radą, a nie gronem ostrożnych ludzi uwikłanych w lokalny układ zależności, to mieszkańcy mają pełne prawo wiedzieć, kto kogo kontroluje — i kto od kogo odbiera pensję.

Źródła: serwis i publikacje Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska dotyczące monitoringu „Każdy musi gdzieś pracować”, a także przepisy ustawy o samorządzie gminnym dotyczące ograniczeń zatrudniania radnych.

Ten artykuł jest częścią
Magazynu Radio DTR 4/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →

📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry