Jeszcze w niedzielę wielu mieszkańców mówiło wprost: „to się musi skończyć”. W poniedziałek przyszło otrzeźwienie – referendum w sprawie odwołania wójta gminy Przechlewo okazało się nieważne. Powód? Zbyt niska frekwencja. I choć zdecydowana większość głosujących opowiedziała się za odwołaniem, prawo powiedziało „stop”.
To jeden z tych momentów, kiedy liczby nie tylko opisują rzeczywistość – one ją brutalnie ustawiają.
Dlaczego referendum upadło?
Zasada jest prosta, choć dla wielu wciąż niezrozumiała: aby referendum było ważne, musi w nim wziąć udział co najmniej 3/5 liczby osób, które uczestniczyły w wyborze odwoływanego włodarza.
W przypadku Przechlewa oznaczało to próg 1661 głosów. Tymczasem do urn poszło 1133 mieszkańców.
To za mało.
Jak potwierdził przedstawiciel Krajowe Biuro Wyborcze, wynik jest jednoznaczny – referendum nie spełniło wymogów formalnych. Wójt pozostaje na stanowisku.
Większość chciała odwołania
Tu pojawia się pierwszy zgrzyt.
Bo jeśli spojrzeć wyłącznie na głosy oddane w referendum, obraz jest klarowny:
- 1047 osób było za odwołaniem
- sprzeciw był marginalny
Czyli? Gdyby liczyła się wyłącznie większość, decyzja byłaby jednoznaczna.
Ale nie liczyła się.
Matematyka kontra emocje
W wyborach samorządowych w 2024 roku na wójta zagłosowało 1386 osób. To ich udział wyznaczył próg dla referendum.
I tu dochodzimy do sedna:
referendum nie służy wyrażeniu sprzeciwu przez aktywną grupę mieszkańców. Ono ma pokazać, że sprzeciw jest porównywalny z poparciem, które kiedyś dało władzę.
A tego w Przechlewie zabrakło.
Cień zdarzenia z listopada
Trudno jednak udawać, że to było zwykłe głosowanie.
W tle jest konkretna historia:
kolizja drogowa, ucieczka z miejsca zdarzenia, 1,5 promila alkoholu i zarzuty prokuratorskie. Sprawa, którą prowadzi prokuratura, stała się zapalnikiem dla całego procesu.
Inicjatorzy referendum mówili o „utracie zaufania” i „negatywnym wpływie na wizerunek gminy”. To nie były hasła z kampanii – to była reakcja na konkretne zdarzenia.
Wójt zostaje. Ale czy wraca do punktu wyjścia?
Formalnie – tak.
Stanowisko utrzymane, mandat obowiązuje.
Ale politycznie sytuacja wygląda inaczej.
Andrzej Żmuda Trzebiatowski nie został odwołany, ale trudno mówić o zwycięstwie. Ponad tysiąc mieszkańców opowiedziało się przeciwko niemu. W niewielkiej gminie to liczba, której nie da się zignorować.
Co naprawdę pokazało to referendum?
To nie była porażka inicjatorów.
To był test mobilizacji.
I ten test pokazał jedno:
emocje są silne, ale nie przekładają się automatycznie na frekwencję.
A w polskim systemie to właśnie frekwencja jest walutą zmiany.
Co dalej?
Sprawa nie kończy się wraz z ogłoszeniem wyniku.
- trwa postępowanie karne
- pozostaje napięcie społeczne
- pojawia się pytanie o zdolność do dalszego zarządzania gminą
Bo nawet jeśli prawo zamyka temat referendum, mieszkańcy nie zawsze zamykają temat zaufania.
I to właśnie ono – a nie liczba głosów – będzie teraz najważniejsze.
Magazynu Radio DTR 4/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →


