Klatka schodowa, która miała prowadzić do domu, dziś bardziej przypomina drogę przez zaniedbanie. Odpadające tynki, pęknięcia ścian, spróchniałe elementy konstrukcji, zniszczone schody. To nie archiwalne zdjęcia ani estetyczna gra światłem. To codzienność mieszkańców budynku komunalnego w Borkowicach.
A właściwie – codzienność jednej osoby, która jeszcze próbuje coś ratować.
Co widać na zdjęciach?
Pękające stopnie schodów, odsłonięta cegła, ubytki tynku, zawilgocenia i ślady degradacji drewna. W niektórych miejscach konstrukcja wygląda na nadgryzioną zębem czasu – i wilgoci. Są też miejsca, gdzie ktoś próbował coś naprawić. Fragmenty świeżego tynku, łaty, prowizorki.
To jednak bardziej leczenie objawów niż przyczyn.
Borkowice
Kto odpowiada za ten stan?
Z dokumentu Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Trzebnicy wynika jasno: budynek jest w „bardzo złym stanie technicznym”.
Wskazane są konkretne elementy:
- schody,
- balustrady,
- tynki,
- sufity.
To nie jest kwestia estetyki. To kwestia bezpieczeństwa mieszkańców.
PINB prowadzi postępowanie wyjaśniające i zapowiada możliwość wydania decyzji zobowiązujących właściciela – czyli gminę – do usunięcia nieprawidłowości.
A mieszkańcy?
Tu pojawia się głos, który wybrzmiewa najmocniej. Nie urzędowy. Ludzki.
„Mieszkam tu 50 lat. Wszystko w domu zrobiłam na własny koszt – łazienkę, kuchnię, przedpokój, ogrzewanie, okna, drzwi. Gmina na nic mi nie dała.”
To nie jest pojedyncza skarga. To opowieść o systemie, w którym lokator inwestuje własne pieniądze w nie swoją nieruchomość, bo inaczej nie da się żyć.
„Dbam sama o całą klatkę schodową. Reszta mieszkańców ma to gdzieś. Szkoda mi wszystkiego, bo za dużo tu włożyłam.”
I jeszcze jeden ważny kontekst:
„Mam syna niepełnosprawnego. Chcę mieszkać normalnie – czysto i godnie.”
Reklama

Reklama
g(25882096)a(3459702))
Reklama
g(26124802)a(3459702))
Reklama

Dlaczego to ważne?
Bo ten budynek nie jest wyjątkiem. To modelowy przykład problemu:
- brak realnego zarządzania zasobem komunalnym,
- przerzucanie odpowiedzialności na lokatorów,
- działania dopiero po interwencji.
Z jednej strony – czynsz. Z drugiej – brak inwestycji.
Czy ktoś reaguje dopiero wtedy, gdy pojawia się radny?
W tej sprawie interweniował radny Marek Mańczak. To po jego zgłoszeniu rozpoczęto działania kontrolne.
Pytanie, które zostaje:
czy bez tej interwencji coś by się wydarzyło?
Czy to jeszcze zaniedbanie, czy już zagrożenie?
Jeśli odpadają tynki, pękają schody i pojawiają się uszkodzenia konstrukcji – to nie jest tylko „stary budynek”.
To jest potencjalne zagrożenie dla zdrowia i życia.
Co dalej?
PINB analizuje sprawę. Możliwe są decyzje administracyjne, nakazy remontów, działania przymuszające.
Ale mieszkańcy nie żyją w przyszłości.
Żyją tu i teraz.
I na koniec najważniejsze pytanie:
Ile jeszcze takich klatek schodowych istnieje w gminie – tylko bez zdjęć i bez radnego?
Bo jeśli odpowiedź brzmi „więcej niż jedna”, to problem nie jest lokalny. Jest systemowy.