To miała być historia sukcesu. Polski fintech z globalnymi ambicjami, rosnący szybciej niż większość konkurentów, z klientami w Europie i Azji, a do tego – nazwisko byłego prezydenta w radzie nadzorczej. Tymczasem wiosna 2026 roku przynosi coś znacznie bardziej skomplikowanego: mieszankę dynamicznego biznesu, regulatorów, prokuratury i… pytań o granice odpowiedzialności.
Na środku tej układanki znajduje się ZEN.COM. A trochę z boku – choć coraz trudniej mówić, że tylko „z boku” – Andrzej Duda.
Nie bank, ale pieniądze jak w banku
ZEN.COM formalnie bankiem nie jest. To istotne. Działa jako instytucja pieniądza elektronicznego (EMI), licencjonowana przez Bank Litwy. Nie udziela kredytów, nie przyjmuje depozytów w klasycznym sensie.
Ale… przetwarza ogromne wolumeny transakcji. I to właśnie tutaj zaczyna się pierwszy zgrzyt.
Bo dla przeciętnego użytkownika różnica między „bankiem” a „fintechem EMI” jest czysto teoretyczna. Kartą płacisz tak samo. Konto wygląda tak samo. A pieniądze – cóż – mają taką samą wagę.
W praktyce oznacza to jedno: zaufanie musi być równie wysokie jak w bankowości, nawet jeśli regulacyjnie wymagania są inne.
Fintech powstał, bo:
- ludzie nie chcą stać w kolejkach w banku
- chcą mieć pieniądze „w telefonie”
- firmy chcą szybciej przyjmować płatności
Prosty przykład
Kiedy płacisz telefonem w sklepie albo robisz przelew w 10 sekund — korzystasz właśnie z fintechu.
Litewska ścieżka – szybka, ale ryzykowna
Historia ZEN.COM wpisuje się w szerszy trend: fintechy z Europy Środkowej wybierają Litwę jako punkt startowy.
Dlaczego?
- szybciej uzyskiwana licencja,
- łatwiejszy „paszport” na UE,
- bardziej elastyczne środowisko regulacyjne.
To działa. ZEN.COM urósł błyskawicznie:
- od kilku milionów euro przychodów do ponad 90 mln w kilka lat,
- ponad milion klientów,
- ekspansja na Azję i UK.
Ale szybki wzrost ma swoją cenę. I tę cenę widać w decyzji regulatora.
Kara, która zmienia narrację
W grudniu 2025 roku Bank Litwy nałożył na spółkę karę 1,8 mln euro.
Powód?
Nie pojedynczy błąd. Systemowe problemy:
- niedoskonałe procedury AML,
- słabe monitorowanie ryzyka klientów,
- braki w kontroli wewnętrznej,
- nieścisłości w raportowaniu.
Ponad 60 naruszeń. To już nie jest „potknięcie startupu”.
To sygnał: firma rosła szybciej niż jej zaplecze kontrolne.
ZEN twierdzi, że wszystko naprawił. Audyt to potwierdza. Sprawa jest jednak w sądzie.
I tu pojawia się pytanie, które wraca jak echo:
czy tempo wzrostu było ważniejsze niż bezpieczeństwo?
Wejście Dudy – prestiż czy ryzyko?
W październiku 2025 roku do rady nadzorczej wchodzi Andrzej Duda.
Oficjalna narracja:
- doświadczenie międzynarodowe,
- wsparcie w relacjach z regulatorami,
- wzmocnienie wiarygodności.
Brzmi logicznie. Nawet podręcznikowo.
Tyle że rzeczywistość szybko dopisała własny scenariusz.
Bo kilka tygodni później:
- kara regulatora,
- a potem… zarzuty medialne dotyczące obsługi płatności dla nielegalnego hazardu.
I nagle obecność byłego prezydenta przestaje być wyłącznie atutem. Zaczyna być… kontekstem.
Hazard, który wraca jak bumerang
Materiał TVN24 (kwiecień 2026) wskazuje, że ZEN.COM miał obsługiwać płatności dla platform znajdujących się na czarnej liście polskiego Ministerstwa Finansów.
Mechanizm jest prosty:
- użytkownik omija blokadę (np. VPN),
- płaci przez fintech,
- środki trafiają do operatorów poza UE lub w rajach podatkowych.
Firma odpowiada: działa legalnie, zgodnie z prawem UE.
I formalnie to prawda – sprawa nie jest czarno-biała.
Ale pojawia się problem natury systemowej:
prawo krajowe vs. swobody unijne vs. realne praktyki rynkowe
Dlatego Prokuratura Regionalna w Warszawie rozpoczęła czynności sprawdzające.
Nie ma zarzutów.
Nie ma śledztwa.
Na razie jest analiza.
Ale sam fakt uruchomienia procedury zmienia odbiór.
5 milionów złotych – gest czy sygnał?
W tym samym czasie ZEN.COM przekazuje ponad 5,5 mln zł na zbiórkę dla Fundacji Cancer Fighters.
Kwota ogromna.
Cel szczytny.
Gest – bezdyskusyjnie pozytywny.
A jednak…
Moment tej decyzji budzi pytania.
Bo zbieg okoliczności wygląda tak:
- kara regulatora,
- doniesienia o hazardzie,
- zainteresowanie prokuratury,
- i nagle jedna z największych darowizn w polskim internecie.
Czy to PR?
Czy strategia?
Czy po prostu filantropia?
Każdy odpowie sobie sam.
Ale jedno jest pewne – wizerunek firmy zaczyna być pełen sprzeczności.
Paradoks fintechu XXI wieku
ZEN.COM jest symbolem większego zjawiska.
Nowoczesne fintechy:
- działają szybciej niż instytucje państwowe,
- operują globalnie,
- korzystają z różnic regulacyjnych,
- a jednocześnie obsługują realne pieniądze zwykłych ludzi.
To tworzy napięcie.
Bo z jednej strony:
- wygoda,
- niskie koszty,
- innowacja.
Z drugiej:
- ryzyko regulacyjne,
- luki systemowe,
- trudna odpowiedzialność transgraniczna.
Co dalej?
Dziś sytuacja wygląda tak:
- firma działa normalnie,
- klienci nie tracą środków,
- regulatorzy patrzą uważniej,
- prokuratura sprawdza doniesienia.
I najważniejsze:
nic nie jest jeszcze przesądzone.
Ale narracja się zmieniła.
To już nie jest tylko historia dynamicznego fintechu.
To historia o tym:
- jak szybko można urosnąć,
- jak trudno nadążyć z kontrolą,
- i jak jedno nazwisko – nawet bardzo silne – nie zawsze wystarczy, by uspokoić rynek.
Pytanie, które zostaje
ZEN.COM stoi dziś w miejscu, które dla fintechu jest momentem prawdy.
Czy stanie się:
- dojrzałym, stabilnym graczem globalnym?
Czy przykładem tego, jak tempo wzrostu wyprzedziło system bezpieczeństwa?
A może – jak to zwykle bywa – prawda leży gdzieś pośrodku.
Jedno jest pewne:
to już nie jest tylko historia o płatnościach.
To historia o zaufaniu.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.



