Jeszcze kilka lat temu sieć Dino Polska była dla części prawicy symbolem „polskiego sukcesu gospodarczego”. W mediach społecznościowych, publicystyce i komentarzach politycznych powtarzano jeden przekaz: „kupujcie w polskich sklepach”, „wspierajcie polski kapitał”, „nie zagraniczne dyskonty”. Dino miało być odpowiedzią na dominację niemieckich i portugalskich sieci. Miało pokazywać, że „swój” biznes może wygrywać z globalnymi gigantami.
Dziś ten entuzjazm wyraźnie przycichł. Powód? Coraz głośniejsze protesty pracowników i pytanie, które dla wielu staje się politycznie niewygodne: czy „polski kapitał” automatycznie oznacza uczciwe traktowanie pracownika?
Bo właśnie wokół tego toczy się dziś jeden z najgłośniejszych sporów pracowniczych w polskim handlu.
Czytaj dalej
Zanim czytasz dalej
Od „dumnej polskiej sieci” do protestu pod siedzibą firmy
OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu od końca 2025 roku prowadzi spór zbiorowy z zarządem Dino. Konflikt narastał miesiącami, ale w maju 2026
(25–27 maja 2026, całodobowo, z namiotami). To kulminacja obecnej fazy — zapowiadane są dalsze akcje i przygotowania do strajku generalnego (choć w handlu jest to trudne ze względu na ustawę o sporach zbiorowych).
wszedł w najbardziej widoczną fazę.
Przed siedzibą firmy w Krotoszynie stanęły namioty protestacyjne. Związkowcy rozpoczęli trzydniowy protest całodobowy. Wcześniej był strajk ostrzegawczy w setkach sklepów. Pracownicy odkładali skanery, wychodzili przed markety, pokazywali, że bez nich ten gigant po prostu nie działa.
I właśnie tu zaczyna się problem dla politycznej narracji budowanej wokół Dino przez lata.
Bo gdy krytykowano zagraniczne markety — łatwo było mówić o „obcym kapitale”, „wyzysku”, „korporacjach”. Gdy jednak protest dotyczy firmy przedstawianej jako wzór polskiego biznesu, nagle temat robi się znacznie mniej wygodny.
O co walczą pracownicy?
Najmocniej wybrzmiewa jeden argument: skala pracy nie idzie w parze z wynagrodzeniami.
Pracownicy opisują sytuacje, w których jedna osoba wykonuje obowiązki kilku pracowników jednocześnie. Obsługa kasy, wykładanie towaru, magazyn, sprzątanie, zamówienia. Wszystko pod presją czasu i wyników.
Związkowcy domagają się m.in.:
- podwyżek wynagrodzeń,
- poprawy warunków pracy,
- ograniczenia przeciążenia kadrowego,
- realnego dialogu z zarządem,
- wdrożenia pełnego Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych.
W tle pojawiają się także oskarżenia o presję psychiczną, monitoring wykorzystywany do kontroli pracowników oraz wysoką rotację zatrudnienia.
Ponad 1300 nieprawidłowości
Najmocniejszym elementem całej sprawy są jednak kontrole Państwowa Inspekcja Pracy.
Według informacji podawanych przez stronę związkową, od końca 2025 roku inspektorzy mieli stwierdzić ponad 1300 nieprawidłowości w sklepach sieci. To już nie jest pojedynczy konflikt personalny czy lokalna awantura o grafik.
To zaczyna wyglądać na systemowy problem modelu pracy w szybko rozwijającej się sieci.
A trzeba pamiętać, że Dino Polska rozwijało się w ostatnich latach błyskawicznie. Ponad 3000 sklepów, ekspansja do mniejszych miejscowości, ogromna dynamika inwestycyjna i wzrost przychodów. Firma stała się wręcz symbolem „prowincjonalnego sukcesu gospodarczego” — sklep blisko domu, parking, mięso „od lokalnych dostawców”, polski właściciel.
Tyle że szybki wzrost niemal zawsze ma swoją cenę. I coraz częściej okazuje się, że tę cenę płacą pracownicy na najniższym szczeblu.
Dlaczego ten protest jest politycznie niewygodny?
Bo uderza w mit.
Mit, że problemem polskiego rynku pracy są wyłącznie zagraniczne korporacje. Tymczasem pracownicy protestują właśnie przeciwko firmie, która przez lata była pokazywana jako przykład patriotyzmu gospodarczego.
To tworzy bardzo niewygodne pytanie:
czy polski właściciel automatycznie oznacza lepsze warunki pracy?
Dla części środowisk prawicowych Dino było niemal symbolem gospodarczego patriotyzmu. Dziś temat protestów nie przebija się już tak chętnie przez polityczne przekazy. A przecież dla zwykłego pracownika narodowość właściciela często ma znaczenie drugorzędne. Liczy się pensja, liczba osób na zmianie, stan zdrowia po pracy i to, czy człowiek wraca do domu wykończony.
„Pracują za trzech”
To zdanie powtarza się najczęściej w relacjach pracowników.
I trudno nie zauważyć, że podobne mechanizmy pojawiają się dziś w całym handlu detalicznym. Minimalizacja kosztów, maksymalizacja wydajności, ograniczanie liczby etatów. Problem polega jednak na tym, że Dino przez lata budowało wizerunek „bliższego ludziom” niż wielkie dyskonty.
Tymczasem protestujący mówią dziś dokładnie o tych samych problemach, które od lat pojawiały się w krytyce dużych sieci handlowych.
Co dalej?
Związkowcy zapowiadają referendum strajkowe i przygotowania do możliwego strajku generalnego. To trudne prawnie, bo ustawa o sporach zbiorowych w Polsce jest bardzo restrykcyjna i wieloetapowa.
Ale nawet jeśli do pełnego strajku nie dojdzie, sam fakt protestów już uderza w wizerunek firmy.
Bo Dino przestaje być wyłącznie historią o „polskim sukcesie”. Coraz częściej staje się też historią o kosztach tego sukcesu.
A to dla polityków i komentatorów, którzy jeszcze niedawno zachęcali do wspierania „polskiej sieci”, może być wyjątkowo niewygodne.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

