Budżet jak barszcz – klarowny tylko na wierzchu

budzet kalorwny tylko na wierzchu
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Felieton: Budżet jak barszcz – klarowny tylko na wierzchu

Autor: Rafał Chwaliński

Są takie momenty, kiedy człowiek siada przed dokumentem budżetowym gminy i ma wrażenie, że właśnie dostał menu z najlepszej restauracji świata. Wszystko wygląda pysznie – inwestycje pachną nowością, cyfry błyszczą jak z reklamy banku, a wójt z miną mistrza kuchni zapewnia: „Zrównoważony, transparentny i w pełni kontrolowany”.
A potem… wchodzi kuchnia.

Tam, za drzwiami, widać już trochę inaczej. Garnek przypalony, budżet lekko przesolony, a z przyprawnika ktoś wyciągnął coś, czego nie ma w przepisie. Ale z przodu – o, proszę! – wszystko lśni. Radni zadowoleni, mieszkańcy klaszczą, a foldery promocyjne robią swoje. Transparentność? Oczywiście! Tyle że od środka ktoś lekko przyciemnił szybę.

Bo współczesny samorząd nauczył się jednej rzeczy: lepiej dobrze opowiadać, niż źle liczyć. Wystarczy dobra narracja, kilka słów-kluczy („dynamiczny rozwój”, „zbilansowane finanse”, „inwestycje prospołeczne”) i już nikt nie pyta, czy za tym PR-em stoi twarda kasa, czy tylko twardy dysk.


Jak się gotuje taki budżet?

Najpierw trochę przesypać z paragrafu do paragrafu. Potem coś wciągnąć w przyszły rok. Tu się coś „skoryguje”, tam „dopasuje”, a na końcu i tak „wszystko się zgadza”.
Nie trzeba fałszować liczb – wystarczy, że część faktur „poczeka” na lepsze czasy, a niektóre inwestycje zafunkcjonują tylko na papierze. A kiedy ktoś zapyta, dlaczego nie widać deficytu, zawsze można odpowiedzieć: „to tylko chwilowe przesunięcia”.

Czytaj dalej

Powiązany temat

Ot, taki samorządowy kuchenny trik – nic osobistego, czysta buchalteria z domieszką wyobraźni.


Złudzenie przejrzystości

Najciekawsze, że im bardziej samorząd mówi o „otwartości” i „uczciwości”, tym mniej widać. Kolorowe prezentacje, profesjonalne wykresy i raporty z RIO z opinią „pozytywną”. Bo przecież jak coś ma pieczątkę, to znaczy, że prawda.
Tymczasem ta „pozytywna opinia” mówi tylko tyle, że dokument jest… formalnie poprawny. A że faktyczna treść potrafi być jak zupa z torebki – ładna, ale bez wartości odżywczej – to już szczegół.


Kiedy ktoś zadaje pytania

Radny, który poprosi o pełne sprawozdanie, usłyszy: „To skomplikowane”.
Mieszkaniec, który zapyta o rezerwy – „To dane techniczne”.
Dziennikarz, który poprosi o umowy – „Musimy sprawdzić, czy możemy to udostępnić”.
I tak od słowa do słowa, od tygodnia do tygodnia, aż temat zdąży przyschnąć, a nowa inwestycja już dumnie błyszczy w mediach społecznościowych.


Narzędzia są, tylko odwagi brak

Prawo daje ludziom całkiem solidne narzędzia – wniosek o informację publiczną, komisję rewizyjną, RIO, NIK, ochronę sygnalistów. Ale żeby to działało, ktoś musi chcieć z nich korzystać. Bo w samorządzie – jak w kuchni – nikt nie zmywa, jeśli nikt nie patrzy.


Puenta

Czasem mam wrażenie, że gdyby mieszkańcy choć raz przeczytali budżet swojej gminy od deski do deski, to połowa PR-owych narracji rozsypałaby się jak źle ubita beza.
Ale łatwiej przecież uwierzyć w piękne hasła niż zajrzeć w tabele. Łatwiej kliknąć „lubię to”, niż zapytać, dlaczego rezerwa nagle zniknęła.
A przecież pieniądze publiczne to nie są cudze pieniądze – to nasze wspólne.
I dlatego zanim znów usłyszysz, że „gmina ma się dobrze”, spytaj o przepis. Bo budżet, jak barszcz, może być klarowny tylko na wierzchu.


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry