172 miliony złotych.
Tyle wynoszą planowane dochody Powiatu Trzebnickiego w 2026 roku. Kwota robi wrażenie, ale jeszcze większe wrażenie robi odpowiedź na pytanie: skąd te pieniądze się biorą.
Odpowiedź jest zaskakująco prosta – i dla wielu niewygodna.
PIT i CIT. Pieniądz, który znika po drodze
Ponad 110 milionów złotych, czyli zdecydowana większość dochodów powiatu, pochodzi z jednego źródła:
udziału w podatku PIT, płaconym przez mieszkańców,
udziału w podatku CIT, płaconym przez firmy działające na tym terenie.
To nie są pieniądze „powiatowe” w sensie gospodarczym.
To pieniądze obywateli i lokalnych przedsiębiorców, które trafiają do wspólnej puli, a następnie są dzielone między gminy i powiat według ustawowych algorytmów.
Ten sam mieszkaniec:
płaci PIT,
zasila budżet swojej gminy,
zasila budżet powiatu.
Tyle że nie widzi tego podziału.
I tu zaczyna się zasadniczy problem świadomościowy.
Dwa samorządy, jeden podatnik
Z punktu widzenia obywatela:
jest jedna pensja,
jeden podatek,
jeden portfel.
Z punktu widzenia systemu:
gmina dostaje część,
powiat dostaje część,
państwo dostaje resztę.
Tyle że gmina jest blisko:
buduje drogi lokalne,
utrzymuje szkoły,
realizuje inwestycje widoczne „tu i teraz”.
A powiat?
Powiat wchodzi pomiędzy:
obywatela,
a realną reinwestycję jego pieniędzy.
Ile z tego wraca do mieszkańców?
W budżecie na 2026 rok:
wydatki bieżące wynoszą ponad 141 mln zł,
wydatki majątkowe (inwestycje) – ok. 39,5 mln zł.
Czyli w uproszczeniu:
👉 znacznie więcej pieniędzy idzie na utrzymanie systemu niż na jego rozwój.
A system to:
administracja,
jednostki,
etaty,
obsługa prawna,
struktura, która musi sama siebie utrzymać.
To rodzi pytanie, którego do tej pory prawie nikt publicznie nie stawia.
Czy powiat jest dziś komukolwiek potrzebny?
Nie chodzi o emocje.
Chodzi o efektywność.
Współczesne gminy:
operują budżetami rzędu setek milionów,
realizują skomplikowane inwestycje,
pozyskują środki zewnętrzne,
prowadzą własne spółki i projekty.
A powiat:
finansuje swoje funkcjonowanie z podatków mieszkańców gmin,
realizuje zadania, które w wielu przypadkach gminy potrafiłyby wykonać samodzielnie,
generuje dodatkowy poziom decyzyjny, kosztowny i mało przejrzysty.
To nie jest już pytanie ideologiczne.
To pytanie ekonomiczne i ustrojowe.
Samorządność czy „czapa” administracyjna?
Formalnie powiat jest samorządem.
W praktyce coraz częściej przypomina:
pośredni organ administracyjny,
z zadaniami rządowymi,
finansowanymi pieniędzmi obywateli gmin.
Kompetencje są pozornie rozdzielone, ale koszty – bardzo realne.
I tu pojawia się zasadniczy dylemat:
Czy utrzymywanie pełnej struktury powiatowej ma sens, skoro:
finansuje się ona z tych samych podatków,
realizuje zadania możliwe do wykonania na poziomie gmin,
pochłania miliony na administrację i obsługę prawną?
Nowe standardy? A może stare przyzwyczajenia
W nowoczesnym modelu:
powiat – jeśli już istnieje – powinien:
działać w wąskim zakresie,
mieć niską administrację,
w 90% pozyskiwać środki zewnętrzne,
wspierać gminy, a nie je dublować,
pełnić funkcję koordynacyjną i kontrolną.
Tymczasem rzeczywistość wygląda inaczej:
powiat żyje z podatków mieszkańców,
utrzymuje rozbudowaną strukturę,
inwestuje głównie w utrzymanie systemu.
To nie jest atak. To jest pytanie
Ten tekst nie jest aktem oskarżenia.
To zaproszenie do publicznej rozmowy, której do tej pory unikaliśmy.
Bo jeśli pieniądze są nasze,
to pytanie:
czy są wydawane najlepiej jak się da
nie jest radykalne.
Jest po prostu uczciwe.
Autor: Radio DTR






