Polska od lat konsekwentnie cyfryzuje administrację publiczną. Obywatele korzystają z e-recept, e-skierowań, aplikacji mObywatel czy usług online. Na pierwszy rzut oka wszystko działa – sprawy urzędowe można załatwić szybciej, wygodniej i bez wychodzenia z domu.
Jest jednak obszar, który w tej cyfrowej układance wciąż pozostaje niedokończony. To zdrowie.
Choć dane medyczne są jednym z najcenniejszych zasobów państwa, nadal funkcjonują w rozproszonych systemach, które rzadko się ze sobą komunikują. Efekt? Cyfryzacja postępuje, ale nie tworzy spójnego obrazu zdrowia obywatela.
Niespełniona obietnica
Jeszcze kilkanaście lat temu pojawiały się koncepcje, by podstawowe informacje zdrowotne były dostępne np. poprzez dowód osobisty. Pomysł miał umożliwić szybki dostęp do kluczowych danych w sytuacjach nagłych – dla lekarzy, ratowników czy szpitali.
Dziś, w epoce cyfrowych platform i usług chmurowych, takie rozwiązanie wydaje się technologicznie banalne. A jednak nie zostało wdrożone.
Nie z powodu braku narzędzi, lecz braku systemowego podejścia.
Dane są, systemu nie ma
Jak pokazuje najnowszy raport dotyczący źródeł danych medycznych w Polsce, kraj dysponuje ogromnym potencjałem informacyjnym w ochronie zdrowia. Problem polega na tym, że dane:
- są rozproszone,
- mają różną jakość i kompletność,
- funkcjonują w odrębnych systemach.
Nie istnieje jedno miejsce, w którym można zobaczyć pełny obraz zdrowia pacjenta – od diagnostyki, przez leczenie, po koszty i efekty terapii.
To nie jest problem braku danych.
To problem ich rozproszenia i braku integracji.
System wysp zamiast jednego organizmu
Dane medyczne w Polsce znajdują się w wielu miejscach:
- w szpitalach i przychodniach,
- w rejestrach medycznych,
- w systemach Narodowego Funduszu Zdrowia,
- w prywatnych placówkach i laboratoriach.
Każdy z tych podmiotów działa w oparciu o własne rozwiązania technologiczne i organizacyjne. Brakuje wspólnych standardów oraz mechanizmów wymiany danych.
W efekcie powstaje system przypominający archipelag wysp, a nie jeden spójny organizm.
Dlaczego tak się stało?
Fragmentaryczność instytucjonalna
Polski system ochrony zdrowia jest rozproszony, a zarządzanie danymi nie ma jednego centrum decyzyjnego. Różne instytucje rozwijają swoje systemy niezależnie od siebie.
Zdrowie ma własne tory. Humor radia DTR.
Ochrona danych ponad użytecznością
Wprowadzenie RODO znacząco podniosło standardy ochrony danych – co było konieczne. Jednocześnie w praktyce doprowadziło do sytuacji, w której dostęp do danych bywa nadmiernie ograniczony.
Administracja często wybiera bezpieczeństwo kosztem funkcjonalności.
Brak interoperacyjności
Systemy informatyczne powstawały w różnych okresach, w oparciu o różne technologie. Nie były projektowane jako element jednego ekosystemu.
Efekt to brak „wspólnego języka”, który pozwalałby im się komunikować.
Krótkoterminowa logika decyzji
Projekty cyfrowe widoczne dla obywatela – aplikacje, e-usługi – przynoszą szybkie efekty polityczne. Integracja danych medycznych to proces wieloletni, kosztowny i mniej spektakularny.
Dlatego często schodzi na dalszy plan.
Konsekwencje dla pacjenta i systemu
Brak integracji danych medycznych ma wymierne skutki:
- pacjent nie ma jednego, kompletnego dostępu do swojej historii zdrowia,
- lekarz często podejmuje decyzje na podstawie niepełnych informacji,
- system nie jest w stanie efektywnie analizować kosztów leczenia i planować zasobów,
- państwo traci potencjał rozwoju badań naukowych i technologii opartych na danych.
W praktyce oznacza to niższą jakość opieki i wyższe koszty funkcjonowania systemu.
Niewykorzystany potencjał
Dobrze zintegrowane dane medyczne mogłyby umożliwić:
- lepsze zarządzanie kolejkami do specjalistów,
- skuteczniejsze planowanie leczenia,
- rozwój medycyny spersonalizowanej,
- wykorzystanie sztucznej inteligencji w diagnostyce i profilaktyce.
To nie jest odległa przyszłość – to standard w krajach, które potraktowały dane jako strategiczny zasób państwa.
Czas na decyzje systemowe
Eksperci od lat wskazują, że konieczne są:
- pełna inwentaryzacja źródeł danych medycznych,
- wprowadzenie jednolitych standardów ich wymiany,
- stworzenie bezpiecznych mechanizmów dostępu,
- nadanie integracji danych rangi projektu strategicznego.
Bez tego cyfryzacja będzie postępować – ale w sposób fragmentaryczny.
Puenta
Polska nie ma problemu z dostępem do danych medycznych.
Ma problem z ich połączeniem.
Dziś każdy system działa osobno, jak pociąg jadący własnym torem. Tymczasem zdrowie obywatela wymaga jednego, skoordynowanego kierunku.
Bez tego nawet najbardziej zaawansowana cyfryzacja pozostanie tylko zbiorem dobrze działających, ale odizolowanych rozwiązań.
Czytaj dalej
Zostań przy sprawie
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


