Czy szybka ścieżka onkologiczna naprawdę działa tak, jak powinna? Ministerstwo Zdrowia odpowiedziało na rosnące emocje wokół terminów leczenia onkologicznego, publikując zestaw danych i uspokajający komunikat. Jednak za liczbami zawsze kryją się ludzie – i to ich doświadczenia testują prawdziwą sprawność systemu.
Dlaczego MZ zabrało głos?
Choć – jak podkreśla resort – „szanuje prawo do opinii”, jego zdaniem w debacie publicznej narasta zbyt wiele półprawd i uproszczeń. W komunikacie czytamy:
„W sprawach dotyczących opieki nad pacjentami onkologicznymi ważna jest odpowiedzialność i oparcie na faktach.”
Ministerstwo przypomina, że karta DILO nadal daje pacjentom dostęp do nielimitowanych świadczeń – a więc teoretycznie ma kluczowe znaczenie w skracaniu kolejek.
Czy rzeczywiście jest szybciej?
Według danych MZ liczba świadczeń udzielonych na podstawie karty DILO systematycznie rośnie:
diagnostyka wstępna: 12,8 tys. (X 2023) → 15,6 tys. (X 2025)
diagnostyka pogłębiona: 9,8 tys. → 11,2 tys.
To wzrost całkiem znaczący, choć nie mówi jeszcze o jakości procesu ani odczuciach pacjentów.
Co pokazuje Informator Terminów Leczenia (ITL)?
Ministerstwo akcentuje, że ITL wymaga precyzyjnego odczytania. Podstawowe dane:
77 oddziałów onkologii klinicznej w Polsce,
60 ma pierwszy wolny termin już w listopadzie,
9 wskazuje grudzień,
w trybie pilnym terminy są „na bieżąco”.
Resort podkreśla, że ITL dzieli pacjentów na „stabilnych” i „pilnych”, a więc porównywanie tych dwóch grup bez kontekstu prowadzi do błędnych wniosków.
A jak jest naprawdę? Przykład z Lublina
Ministerstwo przywołuje Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 1 w Lublinie:
„Oczekujących: 79, przyjętych: 204, średni czas oczekiwania: 12 dni.”
To ma być dowód na to, że placówki nie odsyłają pacjentów, lecz planują przyjęcia zgodnie ze swoimi możliwościami.
Jakie są mediany oczekiwania?
Ministerstwo publikuje dwa kluczowe zestawy danych:
Onkologia kliniczna / chemioterapia
pilni: 11 dni
stabilni: 13 dni
Hematologia
pilni: 17 dni
stabilni: 19 dni
Warto zwrócić uwagę: to mediany, a więc połowa pacjentów czeka dłużej.
Czego ITL nie pokazuje?
Ministerstwo przypomina, że rejestr nie obejmuje osób już będących w leczeniu – jedynie pacjentów pierwszorazowych. To ważne, bo część głośnych historii dotyczy właśnie chorych kontynuujących terapie w innych ścieżkach niż te rejestrowane w ITL.
Co dalej?
MZ podkreśla, że monitoruje sytuację i reaguje na sygnały z regionów:
„Jeśli są sygnały o lokalnych problemach organizacyjnych, prosimy o zgłaszanie konkretnych przypadków do regionalnych oddziałów NFZ.”
To deklaracja, która w praktyce przerzuca część odpowiedzialności na pacjentów i lekarzy rodzinnych – bo to oni muszą alarmować system.
Dlaczego to ważne teraz?
W ostatnich tygodniach media społecznościowe odnotowały wysyp historii o przełożonych terminach, odsyłaniu pacjentów lub trudności w szybkim dostępie do diagnostyki. Ministerstwo odpowiada twardymi liczbami, ale lokalne realia bywają różne.
Radio DTR wielokrotnie analizowało zróżnicowanie regionalne dostępności usług medycznych — podobnie jak w historii o zaniedbaniach inwestycyjnych czy brakach kadrowych w innych lokalnych placówkach


