📖 Felieton: Dlaczego nasze gminy nie czytają?
Autor: Rafał Chwaliński
📚 Wrocław czyta. A reszta?
Wrocław rozwinął skrzydła. Tramwaj pełen książek, spotkania z autorami, rekord w czytaniu – pomysł, który pachnie kulturą i obywatelskim oddechem. A teraz spójrzmy bliżej, na nasz powiat, nasze gminy. Cisza. Może raz do roku jakieś wspólne czytanie na rynku, jeśli pogoda dopisze i pani z biblioteki ma siłę po pracy zorganizować namiot i krzesła. A przecież biblioteki mamy – i to nie byle jakie. W Trzebnicy nowiutka, pachnąca inwestycją za miliony. Tylko ludzi brak. Bo czytanie nie jest modne. Bo nie „niesie się” na Facebooku.
Nie widać tego w statystykach, nie widać w algorytmach, więc po co się starać?
🏛️ Kultura z budżetu, nie z serca
Wrocław może, bo myśli o kulturze jak o misji. Bo zamiast kampanii w PowerPoincie ma ludzi, którzy czują miasto. U nas? Zazwyczaj jest odwrotnie – ładne zdjęcia z przecinania wstęgi, ładny wpis z hasztagiem #czytamy i… koniec. Bo PR został odrobiony. Tylko że między PR-em a kulturą jest różnica taka, jak między folderem a książką.
Czytanie nie potrzebuje marmurów. Potrzebuje pomysłów. A tych w lokalnych samorządach brakuje bardziej niż papieru w drukarni.
🏘️ Biblioteka jest, ale duszy brak
W każdej gminie stoi biblioteka. Czasem nowoczesna, czasem pachnąca PRL-em. Ale w środku – cicho. Nie dlatego, że ludzie tam czytają, ale dlatego, że ich tam nie ma.
Bo nikt nie wpadł na pomysł, żeby wyjść do ludzi – do szkół, do kawiarni, do klubów seniora.
Nie trzeba miliona złotych, żeby zrobić wieczór poezji albo debatę o książkach. Wystarczy chęć i partnerzy. NGO-sy, młodzież, nauczyciele. Ale tu znowu – łatwiej zrobić „piknik rodzinny z atrakcjami”, niż debatę o reportażach.
💸 To nie pieniądze, to myślenie
Łatwo powiedzieć: Wrocław ma budżet. Tak, ma. Ale czy naprawdę potrzebne są pieniądze, żeby promować lokalne czytanie? Wystarczy kilka egzemplarzy książek, kilka ławek, mikrofon i odrobina pasji. Problem w tym, że władze lokalne wolą inwestować w widoczne rzeczy – boiska, kostkę, fontanny. Książki się nie błyszczą. Nie da się ich pokazać w kadrze drona.
A czytelnik? Nie klika, nie lajkuje, nie zwiększa zasięgu. Więc po co się starać.
📕 Trzebnica bez księgarni
Najbardziej ironiczne jest to, że w powiatowym mieście – Trzebnicy – nie ma już nawet księgarni.
Nie ma miejsca, gdzie można wejść, powąchać papier, porozmawiać o literaturze, kupić coś spontanicznie. Mamy galerie, mamy markety, mamy outlet z dywanami – ale księgarni? Nie.
Czy to wina władz? Czy może społeczeństwa, które już nie chce?
Nie wszystko można zwalić na internet. To, że świat się przeniósł do sieci, nie znaczy, że kultura ma zniknąć z chodników.
✍️ Kultura zaczyna się od pytań
Wrocław nie boi się pytać: jak zachęcić ludzi do czytania? A nasze gminy? Milczą. Bo po co pytać, skoro można pochwalić się inwestycją i lajkami pod postem?
Ale czy naprawdę kultura musi mieć budżet, by istnieć?
Może wystarczy, żeby ktoś wreszcie chciał ją po prostu tworzyć.
🗣️ Refleksja końcowa:
Nie chodzi o to, by każdy był pisarzem, poetą, krytykiem literackim. Chodzi o to, by nie przestać być ciekawym. Bo tam, gdzie przestajemy czytać, zaczynamy tylko scrollować.
I może właśnie dlatego powiaty i gminy nie czytają – bo wolą przeglądać swoje własne posty.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


