Lokalne instytucje kultury, fundacje i samorządy walczą o środki na projekty językowe. Wyniki najnowszych konkursów pokazują jednak wyraźnie: jedni wygrywają regularnie, inni… nie istnieją w tym systemie. A Dolny Śląsk? Gdzieś pośrodku, momentami wręcz na marginesie.
Kto zgarnia środki – i dlaczego nie Dolny Śląsk?
Dwa ogólnopolskie konkursy Instytutu Różnorodności Językowej z marca 2026 roku pokazują bardzo konkretny obraz rynku dotacji:
👉 dominują regiony:
- Pomorze (szczególnie Kaszuby),
- Podlasie,
- Małopolska,
- projekty związane z mniejszościami narodowymi i językowymi.
To tam trafiają najwyższe oceny i realne pieniądze.
W czołówce konkursu „Różnorodność językowa” widzimy projekty kaszubskie, łemkowskie, jidysz czy ukraińskie – z ocenami powyżej 90 punktów i niemal pełnym finansowaniem .
To nie jest przypadek. To powtarzalny schemat:
👉 silne środowiska + doświadczenie + dobrze napisane wnioski = pieniądze.
Czy Dolny Śląsk w ogóle istnieje w tym systemie?
Istnieje. Ale raczej jako statysta niż lider.
W analizowanych wynikach:
- pojawiają się pojedyncze projekty powiązane z Wrocławiem,
- jeden z nich – związany ze społecznością ormiańską – otrzymał finansowanie (ok. 34,6 tys. zł) ,
- inne, w tym instytucje wrocławskie, odpadają mimo pozytywnej oceny formalnej.
To kluczowy moment.
Bo tu zaczyna się prawdziwe pytanie:
👉 czy Dolny Śląsk przegrywa jakością, czy po prostu nie gra w tę grę tak dobrze jak inni?
System, który nie wybacza „średnio dobrych”
W obu konkursach widać brutalną zasadę:
- 90+ punktów → finansowanie
- 85–88 punktów → często zero złotych
To nie jest różnica jakości.
To jest różnica miejsca w rankingu.
Projekty z Dolnego Śląska – nawet jeśli poprawne – często trafiają właśnie w tę „szarą strefę”:
👉 za dobre, żeby odrzucić
👉 za słabe, żeby dostać pieniądze
A powiat trzebnicki? Cisza.
I tu dochodzimy do najbardziej lokalnego, ale też najbardziej wymownego wątku.
W całych wynikach:
👉 nie ma ani jednego beneficjenta z powiatu trzebnickiego
Nie:
- Trzebnicy
- Obornik Śląskich
- Prusic
- Zawoni
- Wiszni Małej
Zero.
Ani projektów nagrodzonych. Ani nawet takich, które „otarły się” o finansowanie.
To nie jest przegrana.
To jest brak obecności.
Dlaczego jedni wygrywają, a inni nie startują?
Z dokumentów widać jedno:
najwięcej środków trafia do środowisk, które:
- działają od lat w obszarze języka i tożsamości,
- mają doświadczenie grantowe,
- potrafią wpisać się w aktualne trendy (migracje, wielojęzyczność, integracja),
- budują projekty „systemowo”, a nie jednorazowo.
Dolny Śląsk – poza wyjątkami – tego zaplecza nie pokazuje.
A powiat trzebnicki?
👉 nawet nie wchodzi do gry.
Pytanie, które zostaje
Czy naprawdę w naszym regionie nie ma:
- języka lokalnego,
- historii,
- tożsamości,
- tematów do opowiedzenia?
Czy może po prostu:
👉 nikt nie próbuje tego przekuć w projekt?
Co dalej?
Bo to nie jest temat o jednym konkursie.
To jest pytanie o to:
👉 kto potrafi sięgnąć po publiczne pieniądze na kulturę
👉 i dlaczego inni nawet nie próbują
I może ważniejsze:
👉 czy Dolny Śląsk chce być tylko odbiorcą kultury… czy jej współtwórcą?
