ESA, szamba i lot w kosmos. Oborniki Śląskie już „orbitują”?
Są takie momenty, kiedy człowiek patrzy na samorząd i naprawdę nie wie, czy to jeszcze urząd gminy, czy już kabaret science fiction. W Obornikach Śląskich najwyraźniej uznano, że skoro na ziemi nadal śmierdzi problemami, to najlepiej… spojrzeć w gwiazdy.
Dosłownie.
Gmina Oborniki Śląskie pochwaliła się właśnie udziałem w apelu dotyczącym utworzenia na Dolnym Śląsku Centrum Technologicznego Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA. Pod dokumentem podpisy składali samorządowcy z całego regionu, a reprezentantem Obornik Śląskich był wiceburmistrz Hubert Ozimina.
Reklama
g(25882096)a(3459702))
Reklama

Zdjęcie eleganckie. Garnitur jest. Marker w dłoni też. Atmosfera jak przy podpisywaniu międzynarodowego traktatu o kolonizacji Marsa.
Tylko mieszkańcy mogą mieć drobne pytanie:
Czy naprawdę jesteśmy już gotowi na podbój kosmosu, skoro nie potrafimy ogarnąć części problemów tu, na ziemi?
ilustracja do artykułu ESA, szamba i lot w kosmos /Humor radia DTR
Ktoś poleciał. Tylko kto?
Bo obraz jest dziś dość symboliczny.
Z jednej strony:
- ESA,
- technologie kosmiczne,
- innowacje,
- sektor przyszłości,
- przemysł high-tech.
Z drugiej:
- problemy kanalizacyjne,
- lokalne spory infrastrukturalne,
- pytania o gospodarkę ściekową,
- mieszkańcy walczący z podstawowymi problemami komunalnymi,
- i samorząd, który momentami sprawia wrażenie bardziej zajętego fotografowaniem się przy „wielkich ideach” niż rozwiązywaniem codziennych spraw.
To trochę tak, jakby ktoś próbował montować antenę satelitarną na stodole, której dach właśnie przecieka.
Kosmiczna narracja bardzo dobrze wygląda na Facebooku
I trzeba uczciwie przyznać — wygląda efektownie.
„Dolny Śląsk silnym kandydatem”.
„Rozwinięty sektor kosmiczny”.
„Nowoczesność”.
„Współpraca nauki i biznesu”.
Brzmi pięknie. Problem w tym, że mieszkańcy zwykle rozliczają gminę nie z tego, czy będzie współpracować z ESA, ale:
- czy działa kanalizacja,
- czy drogi są przejezdne,
- czy urząd reaguje,
- czy inwestycje mają sens,
- czy ktoś kontroluje chaos przestrzenny i komunalny.
Bo dla przeciętnego mieszkańca XXI wiek zaczyna się nie od rakiety orbitalnej, tylko od sprawnie działającej infrastruktury.
Samorządowy odlot
Najbardziej ironiczne jest jednak coś innego.
Reklama
g(26124802)a(3459702))
Reklama
g(25882096)a(3459702))
Reklama

Reklama

Samorządy coraz częściej żyją dziś w dwóch równoległych rzeczywistościach.
Pierwsza to rzeczywistość Facebooka:
- uśmiechy,
- konferencje,
- podpisy,
- wizualizacje,
- partnerstwa,
- „historyczne chwile”.
Druga to rzeczywistość mieszkańców:
- dziurawe systemy,
- przeciążone urzędy,
- konflikty lokalne,
- niekończące się inwestycje,
- problemy z podstawową organizacją usług.
I właśnie dlatego zdjęcie Huberta Oziminy podpisującego kosmiczny apel może dla części mieszkańców wyglądać bardziej jak mem niż powód do dumy.
Bo trudno nie odnieść wrażenia, że niektórzy samorządowcy już dawno odlecieli.
Europa patrzy w kosmos. Mieszkańcy patrzą na rachunki
Oczywiście — rozwój technologii kosmicznych to ważny kierunek. Takie centra przyciągają biznes, naukę i pieniądze. Problem nie leży w samej idei.
Problem zaczyna się wtedy, gdy lokalna władza próbuje opowiadać o wielkich ambicjach cywilizacyjnych, podczas gdy mieszkańcy nadal mają poczucie, że podstawowe sprawy są niezałatwione.
Bo trudno budować narrację o „kosmicznej przyszłości”, gdy ludzie pytają:
- dlaczego pewne problemy ciągną się latami,
- gdzie są priorytety,
- kto naprawdę zarządza gminą,
- i czy ktoś jeszcze stoi twardo na ziemi.

Facebook
Kto został przy szambach?
To chyba najważniejsze pytanie całej tej historii.
Bo nie wszyscy dziś „orbitują”.
Część mieszkańców nadal żyje bardzo lokalnymi problemami:
- kanalizacją,
- ściekami,
- planowaniem przestrzennym,
- kosztami życia,
- codziennym chaosem organizacyjnym.
I może właśnie dlatego ten kontrast uderza tak mocno.
Jedni podpisują kosmiczne apele.
Drudzy nadal próbują normalnie żyć na ziemi.
A między nimi coraz większa próżnia.