Ewa Chodakowska mówi wprost: media społecznościowe pełne są obrazów, które mają bardziej przyciągać kliknięcia niż pokazywać prawdę. Trenerka przekonuje, że nie poprawia swoich zdjęć i nie widzi sensu w budowaniu „lepszej”, cyfrowej wersji samej siebie. To głos, który trafia w sam środek problemu współczesnych social mediów.
Dlaczego sieć coraz częściej pokazuje fikcję?
Instagram, TikTok, Facebook. Tam wszystko bywa gładsze, szczuplejsze, bardziej błyszczące. Twarze bez porów, sylwetki bez fałdek, życie bez rys. Problem w tym, że za tą estetyką często nie stoi rzeczywistość, tylko filtr, retusz albo sprytnie ustawiony kadr.
Ewa Chodakowska zwraca uwagę, że wielu odbiorców wciąż bierze te obrazy za dobrą monetę. A przecież – jak podkreśla – nie wszystko, co oglądamy w mediach społecznościowych, jest prawdą.
– Ja obserwuję social media przez swój filtr, bo jako dojrzały odbiorca wiem, że nie wszystko, na co patrzę, jest prawdą. Nabierzmy więc też przekonania, że nie każda historia, nie każdy obraz, nie każda laurka jest prawdziwa – mówi.
To zdanie wybrzmiewa mocno. Bo nie chodzi już tylko o estetykę. Chodzi o wpływ.
Czy poprawianie wizerunku to jeszcze zabawa, czy już oszustwo?
Trenerka nie chce stawiać się w roli sędziego, ale jednocześnie nie ukrywa, że nadmierne koloryzowanie własnego wyglądu czy życia budzi jej sprzeciw. Jej zdaniem, jeśli ktoś regularnie pokazuje w sieci swoją „podrasowaną” wersję, to w pewnym sensie oszukuje nie tylko obserwatorów, ale też samego siebie.
– Nie mnie to oceniać, bo to jest bardzo indywidualna kwestia, ale koniec końców stajesz wieczorem przed lustrem i widzisz siebie prawdziwą, bez filtra. Uważam, że dobrze jest czuć się ze sobą dobrze nie tylko pod kątem fizyczności, ale też zobaczyć siebie jako człowieka i zadać sobie kilka pytań: co mogę dla siebie zrobić, kim jestem, co sobą reprezentuję, jakie wartości przekazuję i w jaki sposób wpływam na drugiego człowieka, który przygląda się mojemu życiu z boku – mówi Ewa Chodakowska.
I właśnie tutaj ten temat przestaje być błahostką z Instagrama. To już nie jest tylko sprawa „ładniejszego zdjęcia”. To pytanie o autentyczność, samoocenę i odpowiedzialność za obraz, który wypuszcza się w świat.
Co czuje odbiorca, gdy internetowa gwiazda w realu wygląda inaczej?
Tu pojawia się jeszcze jeden wątek. Bardzo ludzki. Bardzo prosty. Rozczarowanie.
Kiedy fani spotykają znaną osobę poza ekranem i widzą kogoś zupełnie innego niż na zdjęciach, pojawia się zgrzyt. Zawód. Czasem poczucie, że ktoś ich zwyczajnie nabrał.
Chodakowska ostrzega właśnie przed takim efektem. Bo idealne kadry, nierealne proporcje i przesadnie wygładzone twarze nie tylko fałszują rzeczywistość. One potrafią też produkować kompleksy u tych, którzy porównują się z czymś, co w praktyce nie istnieje.
Dlaczego Chodakowska nie retuszuje swoich zdjęć?
Trenerka przekonuje, że nie korzysta z narzędzi upiększających i nie czuje takiej potrzeby. Powód? Świadomość, że funkcjonuje także poza internetem i spotyka ludzi twarzą w twarz.
– Nie jestem zwolennikiem poprawiania zdjęć, bo mam świadomość tego, że funkcjonując w przestrzeni offline, spotykam się z ludźmi, którzy widzą mnie na żywo. Lubię te opinie, kiedy łapię się z kimś poza świtem social mediowym i słyszę: „Wyglądasz lepiej niż na zdjęciach”. To może świadczyć o tym, że ja faktycznie nie dbam o poprawki – mówi.
W tej wypowiedzi jest coś więcej niż manifest przeciw filtrom. Jest też obrona surowości obrazu. Zwyczajności. Prawdy, która dziś – paradoksalnie – bywa luksusem.
Czy zdjęcie musi być idealne, żeby miało wartość?
Chodakowska mówi, że lubi „surowość obrazka”, bo widzi w niej rodzaj sztuki. Ceni fotografię i malarstwo wtedy, gdy odbijają prawdę, a nie próbują ją wygładzić do granic sterylności.
– Lubię surowość obrazka, bo jest to dla mnie pewnego rodzaju sztuka. Bardzo cenię sobie fotografię i malarstwo, zwłaszcza kiedy one odzwierciedlają prawdę. To jest też dla mnie symbol akceptacji i tworzenia ze sobą zdrowej relacji. Nie czuję, że potrzebuję poprawek i ulepszeń, bo po prostu lubię i przede wszystkim akceptuję siebie jako człowieka – dodaje.
To ważny kontrapunkt w epoce, w której zdjęcie coraz częściej przestaje być zapisem chwili, a staje się projektem marketingowym.
Czy regulacje mogą zatrzymać ten trend?
Ciekawy jest też szerszy kontekst. Brytyjski organ regulacyjny Advertising Standards Authority uznał, że influencerzy, celebryci i marki nie mogą używać filtrów upiększających w reklamach kosmetyków, jeśli filtry wyolbrzymiają działanie produktu.
To sygnał, że problem dostrzegają już nie tylko psychologowie czy komentatorzy kultury internetu, ale także instytucje odpowiedzialne za standardy reklamy. Innymi słowy: fałszywy obraz przestaje być wyłącznie kwestią gustu. Zaczyna być kwestią uczciwości.
Co naprawdę zostaje po zdjęciu bez filtra?
Na końcu zostaje pytanie prostsze, niż chciałyby algorytmy. Nie o to, jak wyglądamy na ekranie. Tylko o to, jak żyje się nam z samymi sobą, gdy ekran gaśnie.
I może właśnie dlatego słowa Chodakowskiej wybrzmiewają dziś tak mocno. Bo w świecie, w którym każdy może się wygładzić jednym ruchem palca, coraz większą wartość ma ktoś, kto mówi: „nie potrzebuję poprawki”.
Źródło: Newseria
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


