Grenlandia znów znalazła się w centrum globalnej debaty. Tym razem nie chodzi wyłącznie o geopolitykę czy arktyczne bezpieczeństwo, ale o coś, co dla XXI wieku bywa równie ważne jak wojsko – surowce krytyczne. Jak wynika z wypowiedzi prof. Krzysztofa Szamałka, dyrektora Państwowego Instytutu Geologicznego – PIB, aż 25 z 34 surowców uznanych przez Unię Europejską za krytyczne występuje właśnie na Grenlandii. To liczba, która robi wrażenie. I rodzi pytania.
Grenlandia: nie unikatowa, ale strategiczna
– „Pod względem rodzaju złóż Grenlandia nie jest unikatowa w skali świata, ale ze strategicznego punktu widzenia są one niezwykle atrakcyjne” – podkreśla prof. Krzysztof Szamałek w rozmowie z PAP.
Mówimy o grafitach, pierwiastkach ziem rzadkich (lekkich i ciężkich), molibdenie, niobie, tantalu, tytanie, hafnie, cyrkonie czy metalach z grupy platyny. To pierwiastki kluczowe dla nowoczesnych technologii: elektroniki, energetyki odnawialnej, elektromobilności, przemysłu zbrojeniowego i kosmicznego. Bez nich wiele współczesnych gałęzi gospodarki po prostu by nie działało.
Dlaczego właśnie teraz?
Grenlandia – autonomiczne terytorium Danii – od tygodni pojawia się w międzynarodowych nagłówkach. Powód? Powracające roszczenia i deklaracje Donalda Trumpa, który otwarcie mówi o znaczeniu wyspy dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Oficjalnie chodzi o strategię militarną i kontrolę Arktyki, ale w tle coraz wyraźniej rysuje się walka o dostęp do surowców.
– „Obecnie w produkcji pierwiastków ziem rzadkich dominują Chiny. Kraje UE i inne państwa chcą dywersyfikacji dostaw” – zauważa prof. Szamałek.
I tu Grenlandia staje się kluczowym elementem układanki.
Złoża są, ale nie policzone
Entuzjazm studzą jednak fakty geologiczne. Większość danych opiera się na szacunkach, a nie pełnej dokumentacji.
– „Wiemy, że te minerały tam występują, ale nie wiemy dokładnie, ile ich jest. Do tego potrzebne są wiercenia i wieloletnie badania” – zaznacza dyrektor PIG-PIB.
Co więcej, jedynie około 20 proc. powierzchni wyspy nie jest pokryte lądolodem. Reszta – ogromne wnętrze Grenlandii – pozostaje geologiczną zagadką.
– „Można domniemywać, że obszary pod lądolodem przyniosą równie interesujące odkrycia, ale to na razie hipoteza” – dodaje.
Wydobycie spod lodu? Jeszcze nie teraz
Czy technologia pozwala dziś na eksploatację złóż spod kilkukilometrowej warstwy lodu? Odpowiedź brzmi: nie.
– „Nikt na świecie jeszcze tego nie realizował. I nie dlatego, że się nie da, ale dlatego, że nie ma takiej konieczności” – tłumaczy prof. Szamałek.
Jak podkreśla, potencjalne zainteresowanie Grenlandią wynika nie z globalnego braku surowców, lecz z chęci osłabienia monopolu Chin na rynku pierwiastków ziem rzadkich.
Biliony pod lodem
Skalę możliwych zasobów pokazują szacunki przywołane przez Polski Instytut Ekonomiczny. Według danych American Action Forum teoretyczna wartość grenlandzkich zasobów to 4,4 bln dolarów. Największy udział mają ropa naftowa (ok. 1,4 bln USD) oraz metale ziem rzadkich (ok. 1,5 bln USD).
Brzmi jak geologiczny sen. Albo – jak mówią sceptycy – polityczna fantazja na lodzie.
Podsumowanie
Grenlandia nie jest magiczną skrzynią skarbów, którą wystarczy otworzyć. To raczej strategiczny rezerwuar potencjału, wymagający lat badań, ogromnych inwestycji i trudnych decyzji politycznych. Jedno jest jednak pewne: w świecie rywalizacji o technologie i surowce Arktyka przestaje być peryferium. Staje się centrum.
A lód? On jeszcze długo będzie trzymał swoje tajemnice. I być może właśnie dlatego wszyscy patrzą dziś na Grenlandię z taką uwagą.
Źródło informacji Nauka w Polsce







