Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że polityka będzie sporem o podatki, bezpieczeństwo, służbę zdrowia czy edukację. Dziś coraz częściej jest konkursem na najbardziej chwytliwe oburzenie. Nie musi być prawdziwe. Nie musi być logiczne. Wystarczy, że wywoła emocję.
Tak było w przypadku historii o „sianie z Niemiec dla warszawskich żyraf”.
W mediach społecznościowych pojawiła się narracja, że Warszawa zamiast wspierać polskich rolników kupuje niemieckie siano dla zwierząt w zoo. Przekaz był prosty. Wręcz idealny dla internetu. Niemcy. Warszawa. Żyrafy. Marnowanie pieniędzy. Władza oderwana od rzeczywistości.
Problem w tym, że rzeczywistość wyglądała inaczej.
ilustracja do artykułu Jaki manipuluje sianem
Co naprawdę kupowało zoo?
Warszawskie zoo wyjaśniło, że podstawowe siano pochodzi od polskich dostawców. Przedmiotem sporu był specjalistyczny susz z lucerny wykorzystywany w żywieniu niektórych egzotycznych zwierząt, między innymi żyraf i antylop bongo.
To nie jest zwykła kostka siana kupowana od pierwszego lepszego gospodarza. W przypadku zwierząt utrzymywanych w ogrodach zoologicznych liczy się skład, jakość, sposób przechowywania i certyfikacja paszy.
Ale ten fakt nie był już tak atrakcyjny jak hasło „niemieckie siano”.
Dlaczego takie historie działają?
Bo internet nie nagradza prawdy.
Internet nagradza emocje.
Im bardziej ktoś jest oburzony, tym chętniej komentuje, udostępnia i przekazuje dalej informację. Algorytm nie analizuje, czy wpis jest prawdziwy. Analizuje, czy ludzie reagują.
W efekcie spokojne wyjaśnienie specjalisty przegrywa z krótkim zdaniem napisanym wielkimi literami.
To właśnie dlatego tak wiele politycznych sporów nie dotyczy już faktów. Dotyczy emocjonalnych symboli.
Nie rozmawiamy o paszy dla zwierząt.
Rozmawiamy o tym, kto jest „za Polską”, a kto „przeciw Polsce”.
Kiedy przekonanie staje się ważniejsze od faktów
Najbardziej niepokojące nie jest jednak samo pojawienie się manipulacji.
Manipulacje istniały zawsze.
Nowym zjawiskiem jest gotowość części odbiorców do odrzucania faktów tylko dlatego, że nie pasują do ich wcześniejszych przekonań.
Jeżeli ktoś uwierzył, że dana strona polityczna zawsze kłamie, a druga zawsze mówi prawdę, to każdy kolejny przekaz będzie oceniał przez ten filtr.
Wtedy dokumenty, wyjaśnienia ekspertów czy oficjalne dane przestają mieć znaczenie.
Liczy się tylko potwierdzenie własnych emocji.
Żyrafy są tu najmniej ważne
Historia o żyrafach nie jest historią o żyrafach.
To opowieść o tym, jak łatwo można stworzyć polityczny temat z czegoś, co w normalnych warunkach byłoby jedynie techniczną informacją o zakupie paszy.
To także opowieść o odbiorcach, którzy coraz częściej nie szukają informacji, ale potwierdzenia własnych przekonań.
Im bardziej absurdalna staje się polityczna debata, tym większe zasięgi osiąga.
Paradoks polega na tym, że w takim systemie najbardziej opłaca się nie ten, kto ma rację, ale ten, kto skuteczniej wywoła emocje.
Kto na tym wygrywa?
Nie żyrafy.
Nie mieszkańcy.
Nie podatnicy.
Wygrywa algorytm, który dostaje kolejne komentarze, udostępnienia i reakcje.
A politycy? Oni dostają dokładnie to, czego oczekują media społecznościowe – uwagę.
I być może właśnie to jest największy problem współczesnej polityki.
Nie to, że ktoś się pomylił.
Nie to, że ktoś coś przeinaczył.
Ale to, że dla wielu osób prawda przestała być celem. Stała się jedynie przeszkodą w zdobywaniu poparcia.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


