Kiedy afera zatacza koło – KPO, HoReCa i cudowne „odkrycie” sprawców
Polska scena polityczna ma jedną cechę, która powinna być wpisana do konstytucji: każda afera musi mieć swojego wroga publicznego numer jeden, najlepiej z innej partii. A jeśli winnych nie widać? To się ich znajdzie – a nuż opinia publiczna nie zauważy różnicy.
Portal X
Tak było w przypadku rozdysponowania środków z KPO w ramach programu HoReCa. Gdy tylko wyszło na jaw, że unijne pieniądze trafiły na jachty, sauny czy domki na wodzie – Konfederacja z miejsca wycelowała palec oskarżenia w stronę rządu Donalda Tuska. Narracja była prosta: „To ich wina, to oni źle rozdali pieniądze”.
Tyle że… fakty okazały się uparte.
Z dokumentów i wypowiedzi, m.in. przewodniczącego Komisji Rewizyjnej Sejmiku Podkarpackiego Krzysztofa Kłaka, wynika, że kluczową rolę w przydzielaniu środków w regionach takich jak Podkarpacie czy Małopolska odgrywały agencje podległe… lokalnym władzom z PiS. Mało tego – w gronie osób odpowiedzialnych za nadzór i decyzje znaleźli się wieloletni współpracownicy i zaufani ludzi tej partii.
Portal X
Co więcej, historia zaczyna przypominać tragikomedię: jeden z beneficjentów programu, radny PiS z Ostrowi Mazowieckiej, miał sam promować i pisać wnioski „jachtowe” dla HoReCa. Do tego mąż byłej premier, Edward Szydło, jako zastępca przewodniczącego w Komisji Oceny Przedsięwzięć oceniał podobne projekty w regionach kontrolowanych przez PiS.
I tu pojawia się pytanie: czy to naprawdę jest „afera Tuska”, jak chcieli niektórzy, czy raczej „strzał w stopę” ludzi, którzy przez lata mieli realny wpływ na rozdysponowanie funduszy?
Cała sytuacja pokazuje, jak w Polsce działa polityczny mechanizm odwracania uwagi. Wersja skrócona wygląda tak: gdy coś idzie nie tak, krzyczymy „to ich wina”, licząc, że nikt nie zajrzy głębiej. Problem w tym, że dziś dostęp do dokumentów i nagrań jest zbyt łatwy, a internet zbyt pamiętliwy, by takie zabiegi działały długo.
Nie znaczy to jednak, że obywatele mogą spać spokojnie. Jeśli środki, które miały odbudować polską gospodarkę po pandemii, wydawano na luksusowe zachcianki – to nie jest to problem jednej partii czy jednej kadencji. To sygnał, że wciąż brakuje systemowych zabezpieczeń przed marnotrawstwem publicznych pieniędzy.
Bo w gruncie rzeczy nie chodzi o to, czy pieniądze trafiły w ręce PiS, PO, PSL czy Konfederacji. Chodzi o to, że trafiły tam, gdzie nie powinny.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


