Kocia Muzyka wraca z „Kłębkiem”. Introwertyczny bas zamiast gitarowego hałasu
Czasem muzyka nie chce być modna. Nie chce być głośnym manifestem ani „głosem pokolenia”. Chce po prostu istnieć — trochę krzywo, trochę szorstko, ale uczciwie.
Tak brzmi projekt Kocia Muzyka, który wraca z kolejnym singlem zapowiadającym debiutancki album.
Kim jest Kocia Muzyka?
Za projektem stoi Mikołaj Łapiński — basista, kompozytor i autor tekstów związany z wrocławską sceną alternatywną od lat. Twórczość powstaje w duchu DIY: nagrywana, produkowana i pisana samodzielnie, bez kalkulacji i marketingowych etykiet.
Autor nie ukrywa, że to raczej eksperyment niż projekt z ambicją podboju sceny. Jak można przeczytać w biografii zespołu:
„Jeżeli coś tu nie jest czysto albo równo, to trudno.”
I właśnie w tej niedoskonałości jest sens całego przedsięwzięcia.
O czym jest „Kłębek”?
Nowy singiel „Kłębek” to opowieść o samotności i granicy między dystansem a izolacją.
„To wyznanie introwertyka. Opowieść o tym, jak cienka bywa granica między chęcią zachowania dystansu do świata a wpadnięciem w coś groźniejszego.”
Muzycznie utwór opiera się na nietypowym pomyśle — dwóch gitarach basowych z dodatkiem elektroniki, przesteru i zmian metrum.
To brzmienie bliższe post-punkowi niż klasycznemu rockowi. Bardziej surowe niż efektowne.
Dlaczego bas jest tu najważniejszy?
W projekcie Kocia Muzyka bas nie jest tłem. Jest narratorem.
Inspiracje sięgają m.in. twórczości Lecha Janerki czy zespołu Cop Shoot Cop — czyli muzyki, w której rytm i niskie częstotliwości prowadzą historię zamiast gitarowych riffów.
To konsekwencja drogi muzycznej autora, który przez lata grał w różnych składach, nagrał EP-ki, single i albumy oraz zagrał blisko dwieście koncertów — od małych klubów po większe sceny.
Muzyka powstaje więc z doświadczenia, nie z kalkulacji.
Co dalej?
„Kłębek” jest piątym singlem zapowiadającym debiutancki album, którego premiera planowana jest na wiosnę 2026 roku.
To zapowiedź płyty, która — jeśli trzymać się dotychczasowej logiki projektu — raczej nie będzie próbowała nikomu się przypodobać.
I może właśnie dlatego warto jej posłuchać.










