Czy projekt UD213 faktycznie poprawi zdrowie publiczne, czy raczej otworzy drogę do nowych problemów?
Na stole leży regulacja, która według branży, plantatorów i lekarzy ma więcej pytań niż odpowiedzi. Brak pełnej oceny skutków, powrót do pomysłu już kiedyś odrzuconego, potencjalne miliardowe straty i widmo szarej strefy – to najczęściej powtarzane zarzuty wobec projektu ustawy o wyrobach tytoniowych.
Dlaczego projekt wraca bez analiz rynku i zdrowia?
Projekt ustawy (UD213) trafił 20 listopada 2025 r. pod obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów. Organizacje pracodawców alarmują: dokument nie został poprzedzony rzetelną oceną wpływu na budżet, rynek, ani system ochrony zdrowia.
Piotr Rogowiecki, dyrektor Departamentu Analiz i Legislacji Pracodawców RP, mówi wprost:
„Procedowanie tego projektu nie ma nic wspólnego z zasadami prawidłowej legislacji”.
To jest zresztą zarzut powtarzany również w treści apeli izby gospodarczych kierowanych do rządu.
Co dokładnie zakłada UD213?
Projekt przewiduje m.in.:
zakaz jednorazowych e-papierosów – z nikotyną i bez nikotyny,
zakaz aromatyzowanych woreczków nikotynowych, które stanowią ok. 90% rynku.
Pracodawcy RP oceniają, że eliminacja tych produktów z rynku doprowadzi do spadku wpływów budżetowych, problemów dla plantatorów oraz strat w małych sklepach i firmach dystrybucyjnych.
„Takie przepisy wyeliminują ten produkt z rynku, a co za tym idzie – będziemy mieli do czynienia z mniejszymi wpływami do budżetu i utratą miejsc pracy” – podkreśla Rogowiecki.
Ile może stracić budżet państwa?
Krajowa Izba Gospodarcza ostrzega, że:
zakaz aromatyzowanych saszetek nikotynowych oznacza ubytek ok. 520 mln zł rocznie,
likwidacja legalnej sprzedaży jednorazowych e-papierosów to 344 mln zł (w pierwszym roku 57 mln),
wpływy z akcyzy i VAT na saszetkach to ponad 110 mln zł rocznie.
Do tego dochodzi ryzyko rozrostu szarej strefy – już teraz silnie obecnej w segmencie nikotynowym, szczególnie po wprowadzeniu nowych obciążeń akcyzowych.
Dlaczego przedsiębiorcy mówią o chaosie legislacyjnym?
Kolejną osią sporu jest niespójność polityki państwa.
W lipcu Ministerstwo Finansów wprowadziło 40-złotową akcyzę na jednorazowe e-papierosy, niemal całkowicie gasząc legalny handel.
Miesiącami później Ministerstwo Zdrowia forsuje ich całkowity zakaz – bez oceny skutków wcześniejszych działań.
W pismach do ministra Macieja Berka padają słowa o „naruszeniu pewności prawa”.
Jak reagują plantatorzy i sektor handlowy?
Najbardziej narażone regiony to Lubelszczyzna i Podkarpacie, gdzie plantacje tytoniu wciąż są ważną gałęzią lokalnej gospodarki.
Plantatorzy alarmują, że projekt oznacza:
spadek zamówień,
mniejszy przerób w przetwórniach,
realne ryzyko zamykania gospodarstw.
Ich apele trafiły do Ministerstwa Rolnictwa, ale – jak przypominają Pracodawcy RP – wcześniejsze uwagi resortu również „nie zostały uwzględnione”.
Co na to lekarze? Czy zakaz pomoże pacjentom?
Środowiska medyczne oczekują od państwa przede wszystkim spójnej polityki zdrowotnej, a nie „mechanicznego zakazywania”.
Federacja Porozumienie Zielonogórskie podkreśla:
„Zakazy same w sobie nie leczą uzależnienia. Przenoszą problem poza oficjalny obieg”.
Z kolei Podlaska Federacja ZZPOZ przypomina, że projekt nie rozróżnia produktów spalanych od tych o potencjalnie niższej szkodliwości.
Wskazuje przykład Szwecji – gdzie kontrolowany dostęp do produktów bezdymnych doprowadził do rekordowo niskiego poziomu palenia: zaledwie 5,4% dorosłych pali codziennie.
UD213 idzie w stronę przeciwną.
Czy rząd wróci do konsultacji?
Strona społeczna domaga się zatrzymania prac nad ustawą, przygotowania:
pełnych danych budżetowych,
analiz zdrowotnych,
skutków społecznych,
oceny wpływu na rynek legalny i szarą strefę.
Rogowiecki konkluduje:
„Dla dobra rynku i samej regulacji dobrze by było usiąść jeszcze raz do stołu i ten projekt przedyskutować”.

