Mania wielkości. Kiedy samorząd myli skalę z sensem

masowa glupota a jakośc nauczania

Samorządy mają dziś jedną obsesję: dużo.
Dużo uczniów.
Dużo metrów.
Dużo liczb, które dobrze wyglądają w tabelce i jeszcze lepiej w prezentacji.

Im większe, tym lepsze – powtarzają jak mantrę.
A jeśli coś jest małe?
To pewnie „nierentowne”, „nieefektywne”, „do optymalizacji”.

To nie jest zarządzanie.
To mania wielkości.

Skala nie jest wartością. Jest tylko miarą

Problem polega na tym, że skala została w samorządach podniesiona do rangi cnoty.
Jakby sama liczba uczniów, klas czy kilometrów korytarzy miała tworzyć jakość.

Nie ma.
Nigdy nie miała.

Skala niczego nie gwarantuje.
Może co najwyżej ukryć problemy – bo w tłumie łatwiej zniknąć.

Wielkie szkoły, mała odpowiedzialność

Duża szkoła:
– łatwiej gubi dzieci,
– wolniej reaguje na kryzysy,
– szybciej rozmywa odpowiedzialność.

Ale za to:
– świetnie „bilansuje się” w Excelu,
– pozwala mówić o „oszczędnościach”,
– daje iluzję nowoczesności.

I dokładnie na tym polega oszustwo.

Bo nowoczesność nie polega na masowości.
Nowoczesność polega na rozumieniu, że dziecko to nie jednostka logistyczna.

Głupota też bywa masowa – i to nie czyni jej mądrością

Najbardziej niepokojące w tej manii jest to, że głupota też występuje hurtowo.
Czasem w całych radach.
Czasem w uchwałach.
Czasem w jednogłośnych decyzjach.

I fakt, że popiera ją większość, nie czyni jej racją.

Jeżeli ktoś naprawdę wierzy, że:
– likwidacja dobrej, działającej szkoły to „racjonalizacja”,
– relacje można zastąpić dowozem,
– bezpieczeństwo emocjonalne dziecka da się przewieźć autobusem,

to nie mamy do czynienia z trudną decyzją.
Mamy do czynienia z intelektualnym skrótem.

Sukces liczony w ludziach, nie w słupkach

Samorządy lubią mówić o sukcesie.
Tylko że mierzą go nie tym, czym trzeba.

Sukces to nie jest:
– więcej uczniów w jednym budynku,
– mniej szkół na mapie,
– mniejszy koszt „na głowę”.

Sukces to:
– dziecko, które nie znika w tłumie,
– nauczyciel, który zna swoich uczniów,
– rodzic, który nie boi się szkoły,
– społeczność, która ma swoje miejsce.

Tego nie da się zamknąć w tabeli.
I właśnie dlatego tak bardzo to przeszkadza.

Małe szkoły są niewygodne. Bo wymagają myślenia

Mała szkoła:
– nie daje prostych oszczędności,
– zmusza do rozmów,
– obnaża brak strategii.

Nie da się jej „hurtowo” zamknąć bez konsekwencji społecznych.
A konsekwencje społeczne są dla wielu decydentów najgorszym koszmarem – bo trzeba je potem tłumaczyć.

Łatwiej więc powiedzieć:
„tak musi być”
i pokazać wykres.

Prawda, której samorządy nie chcą usłyszeć

Nie każda szkoła musi być wielka.
Nie każda miejscowość musi się „konsolidować”.
Nie każde dziecko musi zostać anonimowe, żeby budżet się zgadzał.

Samorząd, który myli skalę z sensem, nie rozwija edukacji.
On ją upraszcza do poziomu księgowości.

A to nie jest odwaga.
To jest lenistwo myślenia.

I dopóki wielkie liczby będą ważniejsze niż mali ludzie,
dopóty będziemy zamykać to, co działa –
i budować to, co tylko dobrze wygląda.

Na slajdzie.

Autor: Redakcja Radio DTR
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry