Czy Prawo i Sprawiedliwość naprawdę się jednoczy, czy tylko odsuwa konflikt w czasie? Początek 2026 roku przyniósł partii Jarosława Kaczyńskiego najpoważniejszy kryzys wewnętrzny od lat. I nie jest to publicystyczna przesada – to zgodna diagnoza mediów od prawej do lewej strony sceny politycznej.
Jedność z rozkazu. „Teraz się nie bijemy”
Jarosław Kaczyński po świątecznej przerwie zwołał serię obowiązkowych narad – na Nowogrodzkiej i podczas wyjazdowego posiedzenia klubu. Cel był prosty: wymusić zawieszenie broni między frakcjami, które od miesięcy toczą cichą, a momentami całkiem głośną wojnę o przyszłość partii.
Hasło jest znane: „teraz się bijemy, w kampanii będziemy jak jedna pięść”. Problem w tym, że ta pięść już dziś drży.
Trzy PiS-y w jednym PiS-ie
Podziały frakcyjne przestały być kulisami – stały się medialnym memem i realnym problemem politycznym.
„Maślarze” – twarda prawica
Najbardziej ideowa, konfrontacyjna frakcja: Przemysław Czarnek, Jacek Sasin, Patryk Jaki, Tobiasz Bocheński. Kurs? Ostry, narodowy, bez kompromisów. Ich celem jest wyraźne przesunięcie PiS na prawo i – co coraz mniej ukrywane – wypchnięcie Mateusza Morawieckiego z centrum decyzyjnego.
Ludzie Morawieckiego
Mniejsza, osłabiona grupa z zapleczem eksperckim i gospodarczym (m.in. Piotr Gliński, Ryszard Terlecki). Sam Morawiecki wciąż uchodzi za „ekonomiczny mózg”, ale sygnały z Nowogrodzkiej są chłodne. Słynna sugestia Kaczyńskiego o „premierze przed pięćdziesiątką” była czytelnym komunikatem: czas Morawieckiego może się kończyć.
„Zakon PC”
Starzy współpracownicy prezesa z czasów Porozumienia Centrum. Lojalni, lecz coraz bardziej odsuwani na boczny tor. Mają pamięć instytucjonalną, ale tracą wpływy.
Atmosfera? Ciężka. Anonimowe przecieki, demonstracyjne nieobecności, wewnętrzne ciosy wymierzane publicznie. To nie jest partia w trybie kampanijnym – to partia w trybie walki o schedę.
Prezydent jako nadzieja prawicy
Nową osią strategiczną PiS stał się prezydent Karol Nawrocki. Od sierpnia 2025 roku partia widzi w nim klucz do blokowania rządu Donalda Tuska: weta, spory kompetencyjne, narracja „zły rząd – dobry prezydent”.
Nawrocki przesuwa punkt ciężkości prawicy poza ścisłe struktury PiS, ideowo bliżej Konfederacji niż „miękkiego centrum”. To mobilizuje elektorat, ale nie rozwiązuje problemu zasadniczego: PiS nadal nie ma spójnego planu na 2027 rok.
Braun jako „czerwona linia”
Jedna decyzja Jarosława Kaczyńskiego jest twarda i jednoznaczna: zero koalicji z Braunem.
Grzegorz Braun i jego Konfederacja Korony Polskiej zostali publicznie i zakulisowo wykluczeni – nawet w scenariuszu sejmowego pata.
„Uważam go za polityka, który dalece przekroczył granice nieprzekraczalne w naszej sferze cywilizacyjnej” – mówił Kaczyński.
„PiS tej granicy nie będzie przekraczać.”
W tle są sondaże (Braun balansuje w okolicach 9 proc.), obawy geopolityczne i strach przed utratą relacji z USA. Strategia prezesa jest jasna: przejąć elektorat Brauna, nie dzielić się z nim władzą.
Budżet 2026: złoty temat opozycji
Trzecim filarem ofensywy PiS jest budżet rządu Donald Tusk.
Dochody: ok. 647 mld zł
Wydatki: ok. 919 mld zł
Deficyt: 272 mld zł
Opozycja mówi wprost: rekord, ryzyko przekroczenia 60 proc. PKB, kreatywna księgowość i rosnące koszty obsługi długu. Hasła są nośne: „finansowy koszmar”, „droga do bankructwa”, „dług niekonstytucyjny”.
Rząd kontruje inflacją w dół, wzrostem i KPO. PiS odpowiada: to kontynuacja deficytu, tylko szybciej i drożej. Ten spór będzie jednym z głównych pól bitwy przez cały 2026 rok.
Co z tego wynika?
PiS próbuje skleić jedność taśmą izolacyjną. Na zewnątrz – dyscyplina. W środku – walka o przyszłość, przywództwo i listy wyborcze. Nawrocki jest nadzieją, Braun wrogiem, budżet Tuska – pałką polityczną. Plan na 2027? Nadal mglisty, sprowadzony do hasła: „wygrać za wszelką cenę”.
Pytanie brzmi nie czy, ale jak długo ten wewnętrzny rozejm wytrzyma.







