Polacy celują w Nürburgring. Szukają kierowców od zera

nowe wyscigi i nowe myslenie
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Czy wejście do świata wyścigów naprawdę musi być zarezerwowane dla „wybranych”? Polski zespół chce to zmienić. I robi to w sposób, który może zaskoczyć nawet tych, którzy motorsport znają od podszewki.

Zespół ApexWerk Racing ogłosił, że nie tylko wystartuje w legendarnym 24h Nürburgring, ale jednocześnie otwiera drzwi dla nowych kierowców — także tych, którzy do tej pory oglądali wyścigi wyłącznie w telewizji.


Czy motorsport przestaje być elitarny?

Po zwycięstwie w klasie NLS podczas debiutu na torze Nordschleife, zespół nie zamierza zwalniać. Wręcz przeciwnie — buduje coś na kształt „ścieżki kariery” dla amatorów.

Reklama
Reklama

I to nie jest marketingowy slogan.

„Chcieliśmy odczarować motorsport” – mówi Mariusz Pikuła, założyciel zespołu.
„To nie jest czarna magia. To proces, który można przejść krok po kroku.”

Brzmi jak startup, a nie zespół wyścigowy? Trochę tak. Ale może właśnie tego brakowało.


Od track-daya do wyścigów 24h?

Model jest prosty — i w swojej prostocie dość bezczelny wobec starego porządku:

  • zaczynasz od jazd testowych (pre-testy),
  • uczysz się w kontrolowanych warunkach,
  • zdobywasz licencję,
  • wchodzisz do zawodów,
  • rozwijasz się w strukturze zespołu.

Bez znajomości, bez wielkich sponsorów na start. Przynajmniej w teorii.

Damian Lempart, kierowca i menedżer zespołu, tłumaczy:
„Dajemy ludziom możliwość sprawdzenia się w realnych warunkach. Nie symulator, nie YouTube — tylko tor, samochód i decyzje podejmowane w ułamku sekundy.”


Jak wygląda „drabinka marzeń”?

Zespół oferuje konkretną ścieżkę rozwoju. I to nie jest lista życzeń, tylko realne auta:

  • Mini Cooper S Cup – dla początkujących
  • BMW E90 325i Cup – pierwszy krok w stronę rywalizacji
  • Volkswagen Golf Cup – już poważne tempo
  • Porsche 718 Cayman GT4 Clubsport – poziom, gdzie zaczyna się prawdziwa gra

Czytaj dalej

Powiązany temat

Czyli: od „pierwszy raz na torze” do walki w europejskich seriach.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Inspiracja czy dobrze opakowany produkt?

Historia Pikuły — od amatora do kierowcy w mistrzostwach Polski — brzmi jak klasyczny „self-made driver”. Tyle że teraz próbuje ją… zreplikować dla innych.

I tu pojawia się pytanie.

Czy to faktyczna demokratyzacja motorsportu, czy raczej nowy model biznesowy, który sprzedaje marzenia w bardziej uporządkowany sposób?

Bo jedno jest pewne — zainteresowanie rośnie. Coraz więcej ludzi chce spróbować jazdy torowej. Tylko niewielu wie, jak zrobić pierwszy krok.


Co to zmienia?

Jeśli projekt się powiedzie, może wywrócić pewien schemat:

  • motorsport przestaje być zamkniętym klubem,
  • pojawia się system szkolenia dostępny dla „zwykłych ludzi”,
  • polskie zespoły zaczynają budować własne zaplecze kierowców.

A jeśli nie?

Cóż… zostanie kolejna historia o tym, że marzenia o wyścigach najlepiej smakują z kanapy.


I tu zostaje pytanie — dość niewygodne:

czy dziś bardziej potrzebujemy nowych kierowców…
czy raczej nowego sposobu myślenia o tym, kto w ogóle ma prawo nimi zostać?


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry