Dlaczego Przewodnicząca Rady Powiatu Trzebnickiego ignoruje ustawowe obowiązki? Dlaczego Starosta deklaruje gotowość powtórzenia działań już uznanych za bezprawne? I czy w powiecie powstał mechanizm, który działa tak, jakby prawo było tylko przeszkodą?
Kto właściwie rządzi radą powiatu?
Przewodniczący rady powiatu – zgodnie z art. 14 ust. 3 ustawy o samorządzie powiatowym – ma obowiązek organizować pracę rady i prowadzić obrady. Wyłącznie. Nie jest „szefem rady”, nie posiada dodatkowych prerogatyw, nie zarządza radnymi ani inicjatywą uchwałodawczą. Jest moderatorem procedury.
W Powiecie Trzebnickim wygląda to jednak inaczej. Anna Morawiecka, przewodnicząca rady, w praktyce rozszerzyła swoje kompetencje do roli politycznego strażnika większości. A sygnał, który popłynął od radnych opozycji – i znalazł odzwierciedlenie w dokumentach – pokazuje, że to już nie są „pomyłki proceduralne”. To powtarzalny wzorzec.
Dlaczego nie zwołała sesji? To najważniejsze pytanie
18 listopada 2025 r. grupa radnych (1/4 ustawowego składu rady), w tym radni Klubu Koalicji Obywatelskiej, złożyła wniosek o zwołanie sesji nadzwyczajnej. Porządek obrad obejmował m.in.:
ślubowanie nowego radnego,
zmiany w komisjach,
wprowadzenie nowej przedstawicielki Wojewody do Rady Społecznej szpitala,
zapytania i wolne wnioski radnych.
Przepisy są jednoznaczne:
„Przewodniczący obowiązany jest zwołać sesję w ciągu 7 dni od złożenia wniosku”
(art. 15 ust. 7 u.s.p.)
Termin minął.
Sesji nie zwołano.
Radni nie otrzymali żadnej informacji.
Radny Robert Adach 24 listopada skierował do przewodniczącej wezwanie do wykonania obowiązków ustawowych. W piśmie czytamy:
„Brak reakcji na wniosek radnych spełnia przesłanki celowego łamania prawa.”
To mocny zarzut, ale trudno mu zaprzeczyć. Ustawa nie przewiduje dowolności. Tu nie ma pola do interpretacji.
Czy przewodnicząca może podmienić sesję nadzwyczajną na zwyczajną?
Morawiecka próbowała bronić się tym, że projekty radnych włączyła do porządku sesji zwyczajnej – zwołanej przez nią samodzielnie 28 listopada.
Dla prawników sprawa jest oczywista:
sesja nadzwyczajna i zwyczajna to dwa różne tryby.
Jedna nie może zastąpić drugiej.
Radni wielokrotnie pytali przewodniczącą, dlaczego zignorowała ich wniosek. Odpowiedzi nie było. Na sali pojawił się adwokat Mateusz Chlebowski, który przyznał:
„Tak, przepis został złamany, ale sankcji karnej nie ma.”
Opozycja uznała tę interpretację za próbę wybielania oczywistego naruszenia prawa.
Czy to tylko zaniechanie? A może przestępstwo z art. 231 k.k.?
Obywatel, który przedstawił radnym argumentację prawną, wskazał wprost na art. 231 §1 Kodeksu karnego – niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego, działające na szkodę interesu publicznego.
Kluczowy fragment pisma:
„Szkoda nie musi być materialna. Wystarczy narażenie autorytetu rady, sparaliżowanie jej funkcji lub nieprzyjęcie istotnych uchwał.”
To tzw. przestępstwo narażenia. Nie potrzeba skutku – wystarczy stworzenie zagrożenia.
W praktyce:
Brak ślubowania → rada działa w niepełnym składzie.
Brak zmian w komisjach → komisje pracują z naruszeniem reprezentacji.
Brak zmiany w Radzie Społecznej Szpitala → wojewoda nie może wprowadzić swojego przedstawiciela.
To realne konsekwencje, nie abstrakcyjne ryzyko.
To nie pierwszy raz. Wcześniej blokowała procedurę odwołania starosty
W dokumencie radni przypominają, że przewodnicząca:
w 2024 r. przez ponad 30 dni nie poddawała pod obrady wniosku o odwołanie starosty,
mimo że art. 31 ust. 2 u.s.p. jasno opisuje procedurę,
dopiero ingerencja organu nadzoru zmusiła ją do działania.
W piśmie przypomniano wyrok NSA z 5 października 2016 r. (II OSK 1997/16), gdzie sąd określił charakter opinii komisji rewizyjnej przy odwoływaniu starosty. To orzeczenie jednoznacznie ogranicza dowolność przewodniczących rad.
Innymi słowy – to wzorzec działania, nie przypadek.
Rola starosty: ignorowanie wyroku WSA i kuratora
Kulminacją był moment, kiedy radny zapytał starostę Małgorzatę Matusiak o sprawę Katarzyny Lech.
Wyrok WSA we Wrocławiu uznał odwołanie dyrektorki szkoły za bezprawne. Kuratorium wydało opinię pozytywną dla Lech. A jednak starosta publicznie odpowiedziała:
„Tak – ponownie rekomendowałabym jej zwolnienie.”
Takiego zdania nie wypowiada urzędnik, który rozumie wagę swojego podpisu.
To komunikat wprost: prawo mnie nie obowiązuje.
W zestawieniu z zachowaniem przewodniczącej, trudno oprzeć się wrażeniu, że w powiecie obowiązuje zasada:
„Jeśli prawo przeszkadza, trzeba je ominąć.”
Czy w powiecie powstał polityczny folwark?
Patrząc całościowo, sytuacja układa się w logiczną sekwencję:
Przewodnicząca blokuje niewygodne sesje i wnioski radnych.
Starosta deklaruje gotowość ponownego łamania prawa wobec dyrektorki szkoły.
Władza większościowa unika kontroli i ignoruje procedury.
Argument prawny interpretowany jest wybiórczo, pod interes polityczny.
Mechanizm ten powtarza się od 2024 r.
Wszystko razem przypomina folwark władzy, w którym prawo działa „do środka”, jako instrument dla swoich, ale „na zewnątrz” przestaje być zobowiązaniem.
Cytaty z dokumentów i sali obrad
„Działanie Przewodniczącej spełnia przesłanki celowego łamania prawa.”
(z pisma radnego Adacha)
„Przepis został złamany, ale sankcji karnej nie ma.”
(adw. Mateusz Chlebowski)
„Tak – ponownie rekomendowałabym zwolnienie Katarzyny Lech.”
(starosta Małgorzata Matusiak)
Jakie mogą być konsekwencje?
interwencja nadzorcza Wojewody Dolnośląskiego,
zawiadomienie prokuratury w oparciu o art. 231 §1 k.k.,
wniosek o odwołanie przewodniczącej,
kolejny spór o legalność działania starosty,
dalsze paraliżowanie funkcjonowania rady.
Ostatecznie jednak najważniejszą konsekwencją jest:
utrata zaufania publicznego do instytucji powiatu.
A to – jak wskazują prawnicy – jest już samo w sobie szkodą w rozumieniu art. 231.
