W powiecie trzebnickim samochody służbowe zaczynają żyć własnym życiem. Jedne się psują, inne stają się dowodami w sprawach karnych, jeszcze inne trzeba wynajmować, żeby dojechać na wydarzenia promocyjne. A gdy pojawia się pomysł zakupu kolejnego auta — okazuje się, że pieniędzy jednak brakuje. I tak powstaje historia, która bardziej przypomina kronikę organizacyjnego chaosu niż zwykłą administracyjną rutynę.
Czy powiat naprawdę nie ma czym jeździć?
Starostwo Powiatowe w Trzebnicy dysponuje dwoma samochodami służbowymi. Starszy — jeszcze z poprzedniej epoki samorządowej — wciąż jeździ. Młodszy, kupiony już za obecnej kadencji władz powiatu, stał się bohaterem historii, jakiej nie powstydziłby się scenarzysta serialu polityczno-kryminalnego. To właśnie on pojawia się w kontekście sprawy podsłuchowej. Samochód, który miał wozić urzędników, stał się świadkiem w postępowaniu karnym.
Dziś — jak wynika z relacji — pojazd nie jeździ z powodu awarii. Najpierw skrzynia biegów, potem silnik. Mechanika samorządowa bywa równie zawodna jak ta samochodowa.
Reklama

Wynajem zamiast floty
Problem nie jest nowy. Już w styczniu 2024 roku powiat wynajmował samochód na wyjazd promocyjny do Karpacza podczas wydarzenia „Dolnośląska Zima”. Koszt niewielki — niespełna tysiąc złotych — ale symboliczny. Skoro samorząd musi wynajmować auto, to znaczy, że coś w systemie transportowym nie działa tak, jak powinno.
To jeszcze nie kryzys. To sygnał ostrzegawczy.
Zakup, który nie wyszedł
W styczniu 2026 roku Zarząd Dróg Powiatowych ogłosił zapytanie ofertowe na zakup używanego samochodu dostawczego. Budżet — według informacji pojawiających się w trakcie sesji — wynosił 40 tys. zł, później planowano jego zwiększenie do 55 tys.
Oferty otwierano 21 stycznia o godzinie 10. Wcześniej, o 9:00, odbyła się sesja nadzwyczajna rady powiatu, podczas której dyskutowano o zwiększeniu środków na zakup auta.
Wpłynęła jedna oferta — ponad 92 tysiące złotych brutto. Postępowanie unieważniono.
Samochodu nie kupiono.