Czy 15 proc. wystarczy, by pokryć realne koszty?
Samorządowa strona KWRiST domaga się 100-procentowego wzrostu opłat za wydanie prawa jazdy. Ministerstwo Infrastruktury odpowiada projektem +15 proc. – i tu zaczyna się spór, który pachnie nie tylko inflacją, ale i twardą księgowością.
Co dokładnie proponuje resort?
Projekt nowelizacji rozporządzenia zakłada:
– prawo jazdy: 115,50 zł zamiast 100 zł,
– międzynarodowe prawo jazdy: 40,50 zł zamiast 35 zł,
– pozwolenie na kierowanie tramwajem: bez zmian – 30 zł.
Uzasadnienie? Wskaźniki wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych za 2023–2024.
Dlaczego samorządy mówią „za mało”?
Według Związku Powiatów Polskich proponowana korekta nie domyka kosztów: zakup blankietów, pensje, obsługa mieszkańców, zarządzanie.
„Suma samych kosztów zakupu dokumentów i kosztów pracowniczych przekracza o 96 proc. to, co mamy z tytułu opłat. Obecna opłata pokrywa 48–50 proc. kosztów. Podwyżka 15 proc. sprawy nie załatwia. Powinna wynosić 100 proc.” – mówi Grzegorz Kubalski, zastępca dyrektora biura ZPP.
Czy podwyżka uderzy w obywateli?
Resort ostrzega przed „nieproporcjonalnym wzrostem kosztów” i barierą dostępności. Samorządy ripostują, że argument jest co najmniej dyskusyjny.
„Podwyżka opłaty o 80 zł ma być barierą dostępności, gdy kurs kosztuje 2,5–5 tys. zł? To nie wynika z delegacji ustawowej” – odpowiada Kubalski.
Kto ma negocjować i co dalej?
ZPP apeluje do MSWiA o mediacje z resortem infrastruktury. Jeśli ich nie będzie, zapowiedź jest jednoznaczna:
„To, co zaproponowaliście, to bardziej kpina niż cokolwiek innego. Bez pola do negocjacji – opinia będzie negatywna.”
Gdzie leży sedno sporu?
Nie w samej inflacji, lecz w systemowym niedoszacowaniu usługi publicznej. Pytanie brzmi: kto ma dopłacać do różnicy – powiaty czy kierowcy?
A państwa zdanie?
Czy opłata powinna wreszcie odzwierciedlać realne koszty, czy też dostępność dokumentu musi być dotowana z lokalnych budżetów?
Inne pytanie jest dlaczego powiaty gminy nie redukują kosztów?






