Prawo nie zatrzyma wszystkiego. Ale kultura może zatrzymać człowieka

weto i jego ofiara decyzji
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Czarne paski. Stempel „FAKE”. Zdjęcie, które krążyło w sieci po prezydenckim wecie, dziś jest już tylko ilustracją problemu — a nie jego źródłem. I dobrze. Bo nie chodzi o jedną grafikę, jednego polityka ani jeden post. Chodzi o coś znacznie groźniejszego: o przekonanie, że jeśli prawo czegoś nie zabrania wprost, to wszystko wolno.

Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę, którą jej autorzy przedstawiali jako narzędzie walki z fałszywymi treściami w internecie. Krytycy mówili o ryzyku cenzury. Zwolennicy — o konieczności ochrony obywateli przed dezinformacją. I właśnie wtedy w obiegu pojawiły się zmanipulowane obrazy. Nie komentarze, nie opinie. Obrazy podszywające się pod rzeczywistość.

Paradoks? Nie. Raczej ostrzeżenie. veto i fejki veto i fejki

Obraz silniejszy niż słowo

Fałszywe zdjęcie działa inaczej niż tekst. Nie pyta. Nie tłumaczy. Wbija się w emocje, omija rozsądek, zostaje w pamięci. Nawet jeśli później ktoś doda sprostowanie, nawet jeśli pojawi się etykieta „fejk” — pierwsze wrażenie już zrobiło swoje.

Dorosły odbiorca, z doświadczeniem, z dystansem, być może wzruszy ramionami. Ale internet nie jest klubem dla dorosłych i odpornych. Trafiają tu dzieci. Trafiają osoby w kryzysie. Trafiają ludzie z małych społeczności, gdzie jedno zdjęcie potrafi zniszczyć reputację szybciej niż plotka na targu.

I wtedy nie ma znaczenia, że autor posta „miał dobre intencje”.
Nie ma znaczenia, że „to tylko satyra”.
Nie ma znaczenia, że „wszyscy wiedzą, o co chodzi”.

Bo ludzie potrafią być bezwzględni, nawet gdy uważają się za dobrych.

Prawo jako proteza sumienia?

W całej tej dyskusji umyka sedno. Prawo nie zostało stworzone po to, by zastępować moralność. Ani po to, by regulować każdą możliwą podłość. Prawo wyznacza granice. Ale to kultura decyduje, czy do nich podchodzimy, czy nawet nie próbujemy.

Reklama
Reklama
Reklama

Jeśli jedynym hamulcem ma być paragraf, to zawsze znajdzie się ktoś, kto sprawdzi, jak daleko można się posunąć.
Jeśli jedyną obroną przed dezinformacją ma być ustawa, to przegraliśmy jeszcze zanim ją uchwalono.

Bo żadna ustawa nie nauczy empatii.
Żaden zakaz nie wytłumaczy, że za obrazem stoi człowiek.
Żadne weto ani podpis nie zastąpi odpowiedzialności.

Wolność słowa to także odpowiedzialność obrazu

Wolność słowa nie polega na tym, że „mogę wszystko”. Polega na tym, że wiem, co robię — i biorę za to odpowiedzialność. Także wtedy, gdy walczę z kimś, kogo nie lubię. Także wtedy, gdy jestem przekonany o własnej racji. Zwłaszcza wtedy.

Fałszywe zdjęcia nie są argumentem w debacie publicznej. Są skrótem. Skrótem do pogardy. Do uprzedmiotowienia. Do przemocy symbolicznej, która bywa bardziej dotkliwa niż słowa.

Dlatego oznaczenie tego obrazu czarnymi paskami i stemplem „FAKE” jest potrzebne. Ale to za mało. Bo prawdziwe pytanie nie brzmi: czy wolno?
Prawdziwe pytanie brzmi: po co to robimy — i kogo możemy tym skrzywdzić?

Jeśli nie potrafimy sobie na nie odpowiedzieć, żadna ustawa nas nie uratuje.


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry