Promocji „nie ma”. 71 tysięcy miesięcznie jednak znika

kulturalne oborniki nie ma ale kosztuje
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Na papierze wszystko się zgadza. W odpowiedzi dla radnego pada zdanie, które powinno przejść do lokalnej klasyki: promocji nie ma. A zaraz potem – jednak jest. Tyle że pod inną nazwą. I kosztuje.

To nie jest żart. To oficjalna odpowiedź urzędu.

Nie ma wydziału… czyli jest?

Radny pyta wprost: czy powstał wydział promocji w Ośrodku Kultury w Obornikach Śląskich?

Reklama
Reklama

Odpowiedź: nie ma wydziału promocji. Jest wydział programowy i promocji.

Czyli nie ma czegoś, co… działa. Formalnie nie istnieje, ale funkcjonalnie funkcjonuje. Taki Schrödinger z samorządu – jednocześnie jest i go nie ma.

Pytanie tylko: dla kogo ta różnica ma znaczenie?

8 osób i 71 tysięcy miesięcznie

Dalej robi się konkretnie.

Ten „nieistniejący” byt:
– zatrudnia 8 osób
– kosztuje 71 000 zł miesięcznie brutto

Bez filozofii: to ponad 850 tysięcy złotych rocznie.

Na promocję.

W instytucji, która jeszcze niedawno była po prostu ośrodkiem kultury, a dziś najwyraźniej potrzebuje własnego zaplecza marketingowego jak średniej wielkości firma.

I teraz kluczowe pytanie: co mieszkańcy z tego mają?

Promocja czego – i dla kogo?

Bo tu zaczyna się właściwa historia.

Promocja w ośrodku kultury może mieć sens. Ba – powinna mieć sens. Ale pod jednym warunkiem: musi być widoczna.

Tymczasem w przestrzeni publicznej nie widać efektu odpowiadającego skali wydatków. Nie ma przełomu, nie ma spektakularnego zasięgu, nie ma „wow”. Jest raczej cisza i zdziwienie, że taka struktura w ogóle istnieje.

Więc pytanie wraca jak bumerang:
czy to jest promocja kultury, czy promocja samej instytucji?

A co z przejrzystością?

Radny pyta też o powiązania personalne.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Odpowiedź? Gmina „nie posiada i nie gromadzi informacji”.

Czyli nie wiemy. I nie będziemy wiedzieć.

W praktyce oznacza to jedno: system nie jest zainteresowany sprawdzaniem samego siebie.

A przecież mówimy o publicznych pieniądzach.

Gra słów czy gra o coś więcej?

Najłatwiej to zbyć jako urzędniczą grę definicjami. Nazewnictwo, struktura, formalności.

Ale za tą grą stoi realna decyzja:
powołano dział obejmujący promocję, zatrudniono ludzi, wydaje się publiczne pieniądze.

I zamiast powiedzieć to wprost, pojawia się językowa zasłona dymna.

„Nie ma wydziału promocji.”

Tylko że jest.

I co dalej?

Tu kończy się informacja, a zaczyna odpowiedzialność.

Bo to nie jest historia o nazwie wydziału. To historia o tym, jak wydaje się pieniądze i jak się o tym mówi mieszkańcom.

Czy 71 tysięcy miesięcznie to inwestycja w kulturę?

Czy raczej koszt, który trzeba będzie kiedyś wytłumaczyć?

I najważniejsze – kto w końcu powie wprost:
ile kosztuje ta „nieistniejąca” promocja i co z niej wynika dla ludzi?

Bo na razie mamy odpowiedź, która brzmi jak żart.

Tyle że rachunek już nie jest śmieszny.

Ten artykuł jest częścią
Magazynu Radio DTR 4/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →

📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Zostań przy sprawie

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry