Samorządy mówią „dość”. Podwyżki bez reformy nie wystarczą

reformy plac w jdg

Czy kilka procent więcej w tabelach płac może uratować samorządową administrację? Strona samorządowa odpowiada jednoznacznie: nie. Negatywna opinia wobec projektu rozporządzenia o wynagradzaniu pracowników samorządowych pokazuje narastające napięcie między oczekiwaniami rządu a realiami funkcjonowania urzędów.

Projekt przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie uzyskał akceptacji Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego. Powód? Samorządowcy uznali, że proponowane zmiany są punktowe i nie rozwiązują kluczowego problemu – niewydolnego systemu wynagradzania w administracji lokalnej.


Podwyżki są, systemu nie ma

Zgodnie z projektem minimalne wynagrodzenie zasadnicze w pierwszej kategorii zaszeregowania miałoby wzrosnąć z 4666 zł do 4806 zł. W pozostałych kategoriach zaproponowano podwyżki rzędu około 3 proc. Resort przekonuje, że to krok w stronę zwiększenia atrakcyjności pracy w samorządach.

Samorządy patrzą na te liczby chłodno. Ich zdaniem podnoszenie wyłącznie minimów prowadzi do dalszego spłaszczania płac i pogłębia frustrację doświadczonych pracowników, którzy od lat wykonują coraz bardziej złożone zadania – często za wynagrodzenia niewiele wyższe od tych, które otrzymują nowo zatrudnieni.


„To nie jest kosmetyka. To jest remont generalny”

Współprzewodniczący KWRiST, prezydent Wodzisławia Śląskiego Mieczysław Kieca, nie pozostawia wątpliwości co do oczekiwań samorządów:

„Cały system powinien być kompleksowo i dogłębnie przygotowany tak, aby obejmował wszystkich pracowników. Zarówno tych, którzy dopiero zaczynają pracę w urzędzie, jak i tych, którzy wykonują ją od wielu lat”.

To wyraźny sygnał, że samorządy domagają się nie korekty, lecz przebudowy zasad wynagradzania – z uwzględnieniem doświadczenia, odpowiedzialności, kompetencji i zmieniających się realiów pracy.


Więcej zadań, większa odpowiedzialność – te same pieniądze

Administracja samorządowa od lat funkcjonuje pod coraz większą presją. Nowe obowiązki narzucane przez państwo, skomplikowane procedury, cyfryzacja, obsługa funduszy zewnętrznych, a do tego oczekiwania mieszkańców – wszystko to wymaga wysoko wykwalifikowanych kadr.

„To nie jest tylko kwestia zwiększenia widełek. Za profesjonalizacją kadr muszą iść środki finansowe” – podkreśla Kieca.

Bez tego samorządy przegrywają konkurencję z sektorem prywatnym, który oferuje nie tylko wyższe wynagrodzenia, ale także elastyczność i realne ścieżki rozwoju zawodowego.


Rząd mówi: atrakcyjność. Samorządy odpowiadają: pozory

W uzasadnieniu projektu MRPiPS wskazuje, że obecne stawki są niekonkurencyjne i nie zachęcają do podejmowania pracy w urzędach. Samorządowcy nie polemizują z tą diagnozą. Ich sprzeciw dotyczy braku systemowego podejścia – bez reformy całej siatki płac, zasad awansu i stabilnego finansowania zadań publicznych.


Co dalej?

Resort planuje, by nowe stawki obowiązywały od 1 stycznia 2026 roku. Negatywna opinia KWRiST jasno jednak pokazuje, że bez szerszych rozmów projekt może utknąć w miejscu. Samorządy dały do zrozumienia, że nie chcą kolejnej doraźnej korekty, lecz długofalowego rozwiązania, które zatrzyma odpływ kadr i przywróci sens pracy w administracji lokalnej.

Na razie pozostaje pytanie, czy rząd potraktuje ten sygnał poważnie – czy znów skończy się na tabelkach, które dobrze wyglądają tylko na papierze.

Autor: Redakcja Radio DTR
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry
0

Suma