Na murach widać więcej, niż chcielibyśmy przyznać. Czasem wystarczy jeden napis, jedno słowo – i już wiadomo, że ktoś w tym mieście poczuł się obcy. Wrocław po raz kolejny postanowił z tym nie dyskutować, tylko… wziąć farbę do ręki.
Już po raz piąty odbyła się akcja „Mury mówią – wspólnie zamalujmy mowę nienawiści”. Tym razem uczestnicy pojawili się przy Szkole Podstawowej nr 1 przy ul. Nowowiejskiej. Mieszkańcy, uczniowie, urzędnicy, radni, organizacje społeczne – miks ludzi, który rzadko spotyka się w jednym miejscu, a tu jednak… działa razem.
Dlaczego miasto wciąż walczy z napisami?
Bo to nie jest tylko kwestia estetyki.
To komunikat.
Krótki, brutalny i często bardzo konkretny.
„Wulgarne i nienawistne napisy to nie tylko problem estetyczny, ale też sygnał, że ktoś w naszym mieście może czuć się niechciany”
I tu zaczyna się problem, którego nie załatwi się jednym wałkiem z farbą.
3 tysiące napisów rocznie. To nie incydenty
Wiceprezydent Wrocławia, Renata Granowska, podaje liczby, które robią wrażenie – choć raczej nie takie, jakbyśmy chcieli.
Ponad 3 tysiące nienawistnych napisów rocznie.
Kilka tysięcy metrów kwadratowych ścian.
To nie są pojedyncze wybryki.
To zjawisko.
A skoro zjawisko – to potrzebny jest system.
Nietypowe rozwiązanie: prace społeczne zamiast gadania
Wrocław wybrał model, którego inne miasta raczej unikają – albo się boją.
Do usuwania napisów angażowane są osoby odbywające prace społeczne.
Nie symbolicznie. Masowo.
-
blisko 1000 osób rocznie,
-
około 100 tysięcy godzin pracy,
-
nawet 3 miliony złotych oszczędności dla miasta.
Brzmi jak ekonomia, ale to też coś więcej.
To próba zamiany problemu w narzędzie naprawy.

20 tysięcy usuniętych napisów. I co dalej?
Od początku programu zniknęło około 20 tysięcy nienawistnych treści.
Dużo?
Dużo.
Ale jest też druga strona tej liczby.
Skoro trzeba było usunąć aż tyle…
to znaczy, że ktoś je wcześniej napisał.
Miasto mówi wprost: bez zgłoszeń się nie uda
Cały system opiera się na mieszkańcach.
Bez ich reakcji – nie ma efektu.
Zgłoszenie można zrobić przez stronę WCSN, Straż Miejską albo zarządcę budynku. Formalność, kilka kliknięć. Problem w tym, że wielu ludzi nadal przechodzi obok takich napisów jak obok… reklamy.
A to nie reklama.
Czy farba wystarczy?
Miasto podkreśla jedno: samo zamalowywanie to za mało. Potrzebna jest edukacja, rozmowa, zmiana podejścia.
Bo jeśli źródłem jest uprzedzenie – to farba przykryje skutek, nie przyczynę.
I tu zaczyna się trudniejsza część tej historii.
Na koniec jedno pytanie
Wrocław robi swoje. System działa, liczby rosną, ściany są czyszczone.
Ale pytanie pozostaje.
Czy walczymy z mową nienawiści…
czy tylko ją regularnie odmalowujemy?