Jeszcze niedawno miało być zielono, retencyjnie i – jak to dziś modne – „błękitno-zielono”. Dziś jest… przetarg od nowa. Wrocław znowu musi zaczynać od początku.
Co się właściwie wydarzyło?
Przestrzeń wokół Centrum Historii Zajezdnia przy ul. Grabiszyńskiej miała przejść sporą metamorfozę. Beton miał ustąpić miejsca roślinom, a deszczówka – zamiast spływać do kanalizacji – być zatrzymywana w ogrodach retencyjnych.
Plan? Ambitny:
- przebudowa placu i parkingu,
- budowa sieci kanalizacyjnych i energetycznych,
- nasadzenia drzew, krzewów i bylin,
- stworzenie ogrodów deszczowych.
Projekt miał być jednym z przykładów „odbetonowywania” miasta. Problem w tym, że… wykonawca po prostu zniknął z budowy.
„Nie reagował na wezwania”
Jak informuje Zarząd Inwestycji Miejskich, sytuacja nie była chwilowym przestojem.
„Wykonawca nie podjął prac przez ponad dwa tygodnie, pomimo sprzyjających warunków atmosferycznych. Nie reagował też na wezwania do wznowienia robót”
Brzmi jak klasyczny scenariusz: najpierw cisza, potem narady, a na końcu – rozwiązanie umowy.
Miasto odstąpiło od kontraktu z winy wykonawcy. Firma PB Haus, która wygrała przetarg w maju 2025 roku, nie dokończy inwestycji. I to już pewne.
Co dalej? Papierologia i… kolejny przetarg
Zamiast zieleni – procedury.
Teraz urzędnicy:
- inwentaryzują wykonane prace,
- rozliczają dotychczasowy etap,
- zabezpieczają teren budowy.
A potem – od nowa.
Nowy przetarg. Nowy wykonawca. Nowy harmonogram. I oczywiście – kolejne opóźnienie.
Mieszkańcy? Zwiedzający? „Zapraszamy mimo wszystko”
Centrum Historii Zajezdnia działa. Wystawa „Wrocław 1945–2016” jest dostępna, wejście pozostaje od ul. Grabiszyńskiej.
„Robimy wszystko, żeby zredukować niedogodności”
Tylko że pytanie brzmi: ile jeszcze takich „niedogodności” mieszkańcy Wrocławia muszą zaakceptować jako normę?
Zielone inwestycje – modne, ale czy skuteczne?
Tu pojawia się szerszy problem.
Miasto coraz częściej mówi o:
- retencji,
- zieleni,
- przeciwdziałaniu zmianom klimatu.
I bardzo dobrze.
Tylko że między deklaracją a realizacją znów pojawia się dziura. Dosłownie – plac budowy stoi pusty.
Pytanie, które zostaje
Czy to jednostkowy przypadek… czy kolejny przykład tego, że inwestycje miejskie rozjeżdżają się na etapie wykonania?
Bo projekt „zielono-niebieskiej zajezdni” miał być symbolem zmiany.
Na razie jest symbolem przestoju.
I chyba warto zapytać wprost:
kto naprawdę odpowiada za to, że takie inwestycje kończą się… na nowym przetargu?