Zawieszony burmistrz nie pracuje, ale wciąż formalnie pełni funkcję. Czy w takiej sytuacji należy mu się wynagrodzenie? W Trzebnicy pada odpowiedź, która może zaskoczyć – i otwiera drzwi do szerszej debaty o pieniądzach publicznych.
Czy burmistrz może zarabiać, gdy nie pracuje?
Sprawa dotyczy Marek Długozima – zawieszonego w obowiązkach włodarza gminy.
Zawieszenie oznacza jedno: nie może wykonywać swoich zadań.
Ale nie oznacza, że przestaje być burmistrzem.
I właśnie w tej luce zaczyna się problem.
Co mówi urząd?
W oficjalnej wypowiedzi sekretarza gminy pada zdanie, które ustawia całą sprawę:
„wynagrodzenie za okres zawieszenia się nie należy”
To nie jest emocja. To interpretacja prawa, oparta na opinii radcy prawnego.
I jednocześnie – sygnał, że gmina nie chce płacić za „brak pracy”.
Dlaczego to nie jest takie proste?
Bo przepisy nie są pisane pod takie sytuacje.
Nie ma jednego jasnego artykułu, który mówi:
„zawieszony burmistrz = brak wynagrodzenia”.
Zamiast tego mamy:
- przepisy o pracownikach,
- przepisy o organach wybieranych,
- i… ciszę w miejscu, gdzie powinna być jednoznaczna regulacja.
Efekt?
Każda gmina musi sama odpowiedzieć na pytanie, którego ustawodawca nie doprecyzował.
Ile to kosztuje?
Tu przestaje być teoretycznie.
Mówimy o wynagrodzeniu rzędu:
👉 ponad 21 tysięcy zł miesięcznie
To nie jest drobna pozycja w budżecie.
To konkretne pieniądze mieszkańców.
Kto dziś rządzi gminą?
Zawieszony burmistrz nie podejmuje decyzji.
Obowiązki przejmują:
- zastępcy
albo - wyznaczony zarządca
Czyli ktoś pracuje.
Pytanie tylko:
czy ktoś inny ma za to dalej dostawać pieniądze?
Czy to pierwszy taki przypadek?
Nie.
Podobne sytuacje już były w Polsce – i za każdym razem kończyły się tak samo:
👉 sporem o interpretację prawa
👉 różnymi decyzjami w różnych gminach
W jednych wypłacano wynagrodzenie.
W innych – wstrzymywano.
Bez jednolitego standardu.
Gdzie leży problem?
Nie w jednej osobie.
Problem jest systemowy.
Prawo chroni:
- domniemanie niewinności,
- stabilność mandatu z wyborów.
Ale nie odpowiada na prostą sytuację:
👉 co zrobić, gdy ktoś nie może pracować, a nadal formalnie pełni funkcję?
Kto podejmie decyzję?
I tu dochodzimy do sedna.
To nie „system” zdecyduje.
To nie „prawo automatycznie”.
👉 ktoś musi to podpisać.
Konkretna osoba.
Na konkretnym dokumencie.
Z konkretnym uzasadnieniem.
Co dalej?
Decyzja jeszcze nie zapadła.
Ale kierunek jest już widoczny:
👉 „wynagrodzenie się nie należy”
Czy tak będzie finalnie?
To już nie jest pytanie o przepisy.
To pytanie o odwagę urzędniczą.
Na koniec – pytanie do mieszkańców
Czy zawieszony burmistrz powinien otrzymywać wynagrodzenie?
Czy prawo powinno to jasno regulować?
A może problemem nie są przepisy… tylko sposób ich interpretowania?




