W 2029 roku w ponad 1,5 tysiąca gmin w Polsce nastąpi przymusowa zmiana władzy. To efekt wprowadzonego w 2018 roku ograniczenia kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Zwolennicy dwukadencyjności przekonywali, że w ten sposób uda się „odbetonować” samorządy. Ale czy naprawdę mamy do czynienia z betonem, czy raczej z decyzją obywateli, którzy i tak potrafią zmieniać swoich włodarzy?
Raport UMP: mit „samorządowego betonu”
Centrum Analiz i Badań Unii Metropolii Polskich opublikowało raport „Zmiany lokalnych liderów”. Dane są jednoznaczne – w ciągu ostatnich 18 lat w 87% gmin włodarz ulegał zmianie. W 2024 roku aż 39% gmin wybrało nowych liderów, co było rekordem w całym badanym okresie.
Największa stabilność widoczna jest w gminach wiejskich – w 15% z nich ten sam wójt pełni funkcję od 2006 roku. W miastach i gminach miejsko-wiejskich rotacja jest jednak znacznie większa – średnio co trzecia gmina wymienia włodarza przy każdych wyborach.
To dowód, że wyborcy sami potrafią ocenić, kiedy czas na zmianę, a kiedy warto postawić na doświadczenie.
Przymusowa rewolucja w 2029 roku
Ograniczenie kadencji oznacza, że po wyborach 2029 roku z urzędów będzie musiało odejść ponad 60% aktualnych wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Niezależnie od tego, czy mieszkańcy chcieliby im ponownie zaufać.
– „To nie tylko kwestia personalna. To pytanie o stabilność rozwoju lokalnych wspólnot. Czy w obliczu kryzysów, wyzwań gospodarczych i ogromnych projektów inwestycyjnych stać nas na tak duży wstrząs kadrowy?” – komentuje Tomasz Fijołek z Unii Metropolii Polskich.
W praktyce oznacza to wymuszoną rewolucję, która może sparaliżować wiele gmin w kluczowym momencie realizacji inwestycji.
Argumenty za i przeciw
Zwolennicy dwukadencyjności twierdzą, że:
wprowadza ona świeżą krew do samorządu,
ogranicza powstawanie układów towarzyskich i lokalnych „grup interesu”,
zmniejsza ryzyko korupcji i klientelizmu.
Przeciwnicy podkreślają natomiast, że:
ustawa z 2018 roku została wprowadzona bez konsultacji z samorządami,
narusza prawa wyborcze obywateli, którzy tracą możliwość wyboru tego, komu chcą zaufać,
doświadczeni włodarze są często gwarantem stabilności i ciągłości rozwoju gminy.
Samorządowcy zrzeszeni w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego wskazują, że zamiast sztywnego limitu kadencji, należałoby raczej wzmocnić mechanizmy kontrolne – np. ułatwić procedury referendalne.
Redakcyjna refleksja: lenistwo obywateli czy siła demokracji?
W naszej redakcji wielokrotnie pisaliśmy o gminach, w których brak kontroli społecznej prowadził do nadużyć i nieprzejrzystości. Często to obywatele – z lenistwa lub obojętności – godzą się na negatywne działania władz.
Kadencyjność z jednej strony może więc chronić mieszkańców przed własną biernością. Ale z drugiej – odbiera im podstawowe prawo wyboru. Demokracja to przecież odpowiedzialność i zaufanie – jeśli mieszkańcy chcą pozostawić władzę w rękach doświadczonego lidera, dlaczego mają być tego prawa pozbawieni?
To pytanie o dojrzałość społeczeństwa obywatelskiego: czy potrafimy sami rozliczać swoich włodarzy, czy potrzebujemy ustawowych „szyn”, które zmuszają nas do zmiany?
Co dalej?
Debata o przyszłości dwukadencyjności powraca. Strona samorządowa KWRiST, Unia Metropolii Polskich, a także liczne organizacje społeczne domagają się przemyślenia tej regulacji. Wskazują, że 2029 rok może być momentem kryzysowym dla polskich gmin.
Czy ustawodawca zdecyduje się na korektę prawa? A może mieszkańcy zaakceptują przymusową zmianę liderów jako cenę za świeżość i przejrzystość władzy?
Jedno jest pewne – to temat, który dotknie każdą gminę w Polsce, a decyzja nie powinna zapaść bez szerokiej debaty publicznej.
👉 Źródło: Raport „Zmiany lokalnych liderów” – Unia Metropolii Polskich, stanowiska KWRiST, publikacje: miasta.pl, metropolie.pl, FRDL, Wspólnota Samorządowa.







