ZUS przyjmuje składki, a potem mówi: „ich nie ma”. Przekręt legalny czy systemowa pułapka?
Czy można płacić składki emerytalne przez dwie dekady i dowiedzieć się, że one… nie istnieją? W Polsce – tak. ZUS od lat korzysta z furtki prawnej, która pozwala mu po latach zakwestionować status ubezpieczonego, uznać wpłaty za „nienależne” i zatrzymać pieniądze. Obywatel zostaje z niczym.
Jak to działa?
Na pierwszy rzut oka system wydaje się prosty: pracujesz, odprowadzasz składki, ZUS je księguje i pokazuje na indywidualnym koncie. Otrzymujesz roczne zestawienia – wszystko wygląda w porządku.
Problem zaczyna się dopiero przy wniosku o emeryturę. Wtedy ZUS stwierdza, że przez lata… nie podlegałeś ubezpieczeniu. Powód? Na przykład zatrudnienie we własnej spółce, źle określony tytuł ubezpieczenia albo inna interpretacja przepisów.
I nagle okazuje się, że wpłaty z 10, 15 czy 20 lat są „nienależne”. ZUS nie oddaje pieniędzy – bo termin na ich zwrot dawno minął.
„Tylko w Polsce państwo może skonfiskować składki emerytalne za 20 lat wstecz i nie przyznać świadczenia” – grzmią prawnicy zajmujący się tymi sprawami.
Przyjęte i… skasowane
Najbardziej bulwersujące jest to, że ZUS przez lata przyjmował składki, nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń, a nawet potwierdzał je w dokumentach. Ubezpieczony działał w dobrej wierze – miał prawo wierzyć, że pieniądze pracują na jego przyszłą emeryturę.
A jednak – przychodzi decyzja: „składki nie dają prawa do świadczenia”. Obywatel czuje się oszukany.
Prawnicy wskazują, że to naruszenie zasady zaufania do państwa i przejaw bezpodstawnego wzbogacenia. Bo jeżeli instytucja emerytalna przyjmuje pieniądze, nie ostrzegając o ryzyku, a po latach mówi „to się nie liczy” – to jak inaczej nazwać ten mechanizm, jeśli nie systemowym „przekrętem”?
Bez szans na zwrot
Jeszcze jeden haczyk: prawo do odzyskania nadpłaconych składek wygasa po pięciu latach. Obywatel, który dowiaduje się o problemie dopiero przy wniosku o emeryturę, jest już bez szans – przepisy zamykają mu drogę.
To oznacza, że państwo nie tylko pobierało pieniądze, ale też zablokowało możliwość ich zwrotu.
Co na to sądy?
Sądy wielokrotnie zajmowały się podobnymi sprawami. Część wyroków przyznaje rację ZUS-owi – „jeśli ktoś nie podlegał ubezpieczeniu, składki były nienależne”. Inne orzeczenia zwracają uwagę na ochronę zaufania obywatela i konstytucyjne prawo do zabezpieczenia społecznego.
Sprawy trafiają nawet do Trybunału w Strasburgu.
Obywatele pytają: gdzie są nasze pieniądze?
Dla przeciętnego pracownika czy przedsiębiorcy sprawa wygląda prosto: przez lata płacił, liczył na emeryturę, a dziś dowiaduje się, że pieniądze zniknęły w budżecie FUS.
„To jest jawne oszustwo! Gdyby prywatna firma przyjmowała pieniądze bez prawa do świadczenia, prokuratura już by działała. Ale ZUS może wszystko, bo ma ustawę” – komentuje jeden z poszkodowanych.
Systemowa mina
Zjawisko dotyczy głównie osób prowadzących działalność gospodarczą, wspólników spółek czy osób z nietypowymi formami zatrudnienia. Ale mechanizm jest ten sam: ZUS przyjmuje składki, nie informuje o ryzyku, a potem może je „skasować”.
To nie tylko osobista tragedia ludzi, którzy zostają bez świadczeń. To także pytanie o jakość państwa prawa. Bo jeśli instytucja publiczna może pobierać pieniądze przez lata, a potem uznać, że ich nie było – to kto ma zagwarantować obywatelowi bezpieczeństwo jutra?
Autor: Rafał Chwaliński


