Dwieście metrów. Tyle dzieli w Kuźniczysku symbol rozwoju od symbolu zaniedbania. Z jednej strony nowoczesna szkoła, z drugiej zabytek, który od prawie dekady czeka na wykonanie decyzji konserwatora.
Biceps gminy i zapomniany triceps
W Kuźniczysku stoi zabytek. Drewniany kościół z XVIII wieku. Kilkaset kroków dalej działa nowoczesna szkoła im. św. Jadwigi – inwestycja, z której gmina słusznie jest dumna.
To obraz, który na pierwszy rzut oka wygląda jak pocztówka z dobrze zarządzanej gminy: nowa szkoła, rozwój, inwestycje.
Ale wystarczy przejść te dwieście metrów.
Tam stoi zabytek, który od lat czeka na podstawowe zabezpieczenie. Decyzja konserwatora w tej sprawie zapadła w 2017 roku. Termin wykonania prac minął w 2018 roku. A dziś mamy 2026 rok.
Nie jest to już historia o jednym budynku. To historia o priorytetach.
Idefix zamiast zabytku
Od lat słyszymy o wielkiej wizji rozwoju: uzdrowisko, geotermia, odwierty, nowe funkcje dla gminy.
To projekty ambitne. Tyle że jednocześnie – kosztowne. Dziesiątki milionów złotych popłynęły w kierunku geotermalnych marzeń.
I nagle okazuje się, że na zabezpieczenie drewnianego kościoła z XVIII wieku gmina nie znajduje skutecznego rozwiązania od niemal dekady.
Trudno nie odnieść wrażenia, że gdzieś po drodze pomylono skalę rzeczy ważnych.
Bo rozwój gminy nie polega wyłącznie na wielkich projektach. Czasem zaczyna się od tego, żeby nie pozwolić zniszczeć temu, co już mamy.
Papier zamiast dachu
Dokumenty pokazują coś jeszcze: przez lata trwał przede wszystkim spór administracyjny.
Odwołania.
Zażalenia.
Procedury.
Interpretacje.
Zamiast remontu – dokumenty.
Zamiast zabezpieczenia zabytku – kolejne pisma.
Oczywiście, prawo daje możliwość sporu z decyzją organu. Ale kiedy spór trwa latami, a zabytek nadal stoi w tym samym stanie, pojawia się pytanie: czy naprawdę chodziło o rozwiązanie problemu, czy raczej o jego odsuwanie w czasie.
Bo dach nie reaguje na argumenty prawne.
Drewno nie czyta uzasadnień decyzji administracyjnych.
Polityczny wizerunek a rzeczywistość
Burmistrz od lat buduje wizerunek polityka przywiązanego do tradycji i wartości konserwatywnych.
Nie ma w tym nic złego. W wielu miejscach w Polsce właśnie taki sposób myślenia o wspólnocie – o historii, o dziedzictwie – jest fundamentem lokalnej polityki.
Tyle że w Kuźniczysku pojawia się pewien dysonans.
Bo trudno mówić o szacunku dla tradycji, gdy zabytek z XVIII wieku przez lata czeka na podstawowe zabezpieczenie.
I nie chodzi tu o światopogląd. Chodzi o konsekwencję.
Rada, która tylko podnosi ręce
W całej tej historii jest jeszcze jeden element – rada miejska.
W teorii to organ, który współdecyduje o kierunku rozwoju gminy. W praktyce często wygląda to inaczej. Sesje zamieniają się w rytuał, w którym większość decyzji zapada wcześniej, a głosowanie jest już tylko formalnością.
Radni podnoszą ręce.
Czasem zadają pytanie.
Czasem nie.
A przecież to właśnie rada powinna być miejscem, gdzie takie sprawy jak Kuźniczysko stają się tematem poważnej debaty.
Bo jeżeli rada nie pyta o priorytety inwestycyjne, to kto ma to robić?
PR gminy i rzeczywistość
Trzeba powiedzieć uczciwie: gmina Trzebnica ma swoje sukcesy. Są inwestycje, które poprawiają jakość życia mieszkańców.
Ale jest też druga strona – ta, która nie mieści się w materiałach promocyjnych.
Rozrost gminy, który zaczyna wyprzedzać infrastrukturę drogową.
Brak spójnej oferty turystycznej.
Inwestycje spektakularne, ale często oderwane od lokalnego potencjału.
A obok tego wszystkiego zabytek, który od lat stoi w miejscu.
Biceps gminy
To trochę jak na siłowni.
Ktoś ćwiczy tylko biceps. Mięsień rośnie, wygląda imponująco. Zdjęcia w mediach społecznościowych wychodzą świetnie.
Ale jeżeli zapomni się o tricepsie, o plecach, o nogach – prędzej czy później ciało zaczyna wyglądać nienaturalnie.
Tak samo jest z gminą.
Można mieć jedną spektakularną inwestycję.
Można mieć wizję uzdrowiska.
Można mówić o geotermii.
Ale jeśli jednocześnie nie potrafi się zabezpieczyć zabytku sprzed trzystu lat, to znaczy, że coś w tym treningu poszło nie tak.
Dwieście metrów
W Kuźniczysku wszystko widać jak na dłoni.
Nowoczesna szkoła – symbol rozwoju.
I kilkaset kroków dalej zabytek, który od lat czeka na decyzję ważniejszą niż kolejne pismo.
Czasem wystarczy przejść dwieście metrów, żeby zobaczyć prawdziwy obraz gminy.







