Przed Sądem Rejonowym w Szczecinku ruszył powtórny proces starosty szczecineckiego Krzysztofa Lisa oraz byłego burmistrza Barwic Zenona Maksalona. Obaj są oskarżeni o niedopełnienie obowiązków. Według aktu oskarżenia wieloletnie zaniechania miały doprowadzić do strat przekraczających 26 milionów złotych.
Sprawa dotyczy działalności firmy wydobywającej torf w Nowym Chwalimiu. Prokuratura zarzuca byłemu burmistrzowi Barwic, że przez lata — od 2002 do 2018 roku — nie podjął działań kontrolnych wobec nierzetelnych, zdaniem śledczych, deklaracji podatkowych. Skutek miał być poważny: gmina miała stracić ponad 22,7 mln zł z tytułu podatku od nieruchomości.
Drugi wątek dotyczy starosty szczecineckiego. Według oskarżenia Krzysztof Lis od 2000 do 2020 roku nie doprowadził do zawarcia umowy dzierżawy z firmą korzystającą z gruntów. Prokuratura twierdzi, że doszło do bezumownego wykorzystywania działek, co miało oznaczać brak wpływów za dzierżawę oraz szkody w majątku Skarbu Państwa i powiatu.
Obaj oskarżeni nie przyznają się do winy.
Zenon Maksalon odmówił składania wyjaśnień przed sądem. Odczytano więc jego wcześniejsze stanowisko. Wynika z niego, że za sprawdzanie deklaracji odpowiadali pracownicy urzędu, a wysokość podatku miała opierać się na porozumieniu zawartym jeszcze w 1995 roku. Były burmistrz wskazywał także, że Regionalna Izba Obrachunkowa kontrolowała pobierane kwoty i ich nie zakwestionowała.
Krzysztof Lis złożył obszerne oświadczenie. Przekonywał, że zarzuty są bezpodstawne, a starosta nie może osobiście wykonywać wszystkich czynności administracyjnych i majątkowych. Podkreślał, że w urzędzie działają wydziały, dyrektorzy i upoważnieni pracownicy, a bez pełnomocnictw urząd zostałby sparaliżowany.
Czytaj dalej
Powiązany temat
To właśnie ten element sprawy jest najważniejszy także poza Szczecinkiem. Proces nie dotyczy wyłącznie jednej kopalni torfu, jednej gminy i jednego powiatu. Dotyczy pytania znacznie szerszego: gdzie kończy się delegowanie zadań w administracji, a gdzie zaczyna się odpowiedzialność osoby, która formalnie stoi na czele urzędu?
W samorządach bardzo często słyszymy, że „sprawą zajmował się wydział”, „podpisywał upoważniony pracownik”, „tak było od lat” albo „nikt wcześniej tego nie kwestionował”. Tyle że pieniądze publiczne nie znikają w mgłach organizacyjnych. Jeżeli przez lata nie ma kontroli, umowy, decyzji albo skutecznego nadzoru, to finalnie ktoś musi odpowiedzieć na pytanie, czy był to błąd systemu, zaniedbanie urzędników, czy niedopełnienie obowiązków przez osoby pełniące funkcje publiczne.
Poprzedni wyrok w tej sprawie został uchylony, a sprawa wróciła do ponownego rozpoznania. Sąd odwoławczy uznał, że konieczne jest przesłuchanie świadków, których wcześniej nie przesłuchano bezpośrednio na rozprawie. Teraz proces toczy się jawnie.
Na tym etapie trzeba zachować podstawową zasadę: oskarżeni są niewinni, dopóki ich wina nie zostanie prawomocnie stwierdzona. Ale sama sprawa jest ważnym sygnałem dla każdego samorządu. Wieloletnie „tak się robiło” nie jest jeszcze dowodem prawidłowości. Czasem jest tylko bardzo drogim sposobem zamiatania odpowiedzialności pod urzędowy dywan.
Magazynu Radio DTR 7/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.



