W gminie liczącej do pięciu tysięcy mieszkańców pracuje średnio 28 urzędników. Tak wynika z raportu Narodowy Instytut Samorządu Terytorialnego, który próbuje odpowiedzieć na pozornie proste pytanie: ile osób potrzeba, żeby „obsłużyć” gminę.
Proste pytanie.
Niepokojąco złożona odpowiedź.
28 osób… ale równie dobrze 12 albo 111
Raport pokazuje coś, co wywraca intuicję.
W najmniejszych gminach:
- średnia: 28 urzędników,
- minimum: 12,
- maksimum: aż 111 osób
To nie jest różnica kosmetyczna.
To przepaść.
I co ciekawe — jak wynika z danych — zdarzają się przypadki, gdzie mała gmina zatrudnia więcej ludzi niż znacznie większa jednostka.
To moment, w którym liczby przestają być tylko statystyką.
Urząd to nie wszystko. System jest większy
Na papierze widzimy urząd gminy.
W praktyce — cały organizm.
Bo oprócz urzędników:
- ponad 90 tys. osób pracuje w jednostkach organizacyjnych,
- głównie w ośrodkach pomocy społecznej i instytucjach terenowych
To oznacza jedno:
administracja samorządowa nie kończy się na budynku urzędu.
Ona się dopiero tam zaczyna.
Dlaczego jedne gminy mają więcej ludzi niż inne?
Raport wskazuje trzy główne czynniki.
1. Wielkość gminy
To oczywiste — więcej mieszkańców, więcej spraw.
Ale…
2. Zamożność
„Gminy dysponujące większymi finansami zwykle zatrudniają więcej urzędników”
Czyli:
więcej pieniędzy → więcej etatów → większa specjalizacja
Brzmi logicznie.
Ale też rodzi pytanie: czy zawsze potrzebną?
3. Demografia (i tu zaczyna się paradoks)
Najciekawszy wniosek raportu?
👉 większe urzędy częściej występują tam, gdzie mieszkańców ubywa
Wyjaśnienie autorów:
urzędy nie nadążają za zmianami i działają w skali sprzed lat.
Czyli gmina maleje…
ale struktura zostaje.
Trochę jak garnitur, z którego już się wyrosło.
Mała gmina, duży koszt?
Raport pokazuje jeszcze jedno zjawisko — tzw. efekt skali.
W najmniejszych gminach:
- na 1000 mieszkańców przypada nawet ponad 11 urzędników,
- w większych — już tylko około 5–7
Czyli im mniejsza gmina, tym administracja „droższa” w przeliczeniu na mieszkańca.
To nie zarzut.
To fakt, który zmienia perspektywę.
Mit „zasiedziałego wójta” nie wytrzymuje zderzenia z danymi
W debacie publicznej często pada argument:
długo rządzi → rozbudowuje urząd.
Raport mówi coś odwrotnego.
wpływ długości sprawowania władzy jest „praktycznie pomijalny”
A czasem nawet:
większe urzędy są tam, gdzie władza dopiero się zmieniła.
To ważne, bo przesuwa ciężar dyskusji.
Ile naprawdę osób pracuje w samorządach?
Tu pojawia się kolejna ciekawostka.
Według danych:
- około 260–314 tys. osób pracuje w administracji samorządowej
Rozrzut? Spory.
To tak, jakby jedno miasto nagle… znikało z tabeli.
Ile urzędników potrzeba?
Raport odpowiada uczciwie:
👉 „to zależy”
Od:
- liczby mieszkańców,
- pieniędzy,
- dynamiki zmian,
- zakresu zadań.
Ale jest coś, czego raport nie mówi wprost.
Nie odpowiada na pytanie, które dla mieszkańców jest najważniejsze:
czy ta liczba przekłada się na jakość życia i sprawność urzędu?
Bo można mieć 12 urzędników.
Można mieć 111.
Ale dla mieszkańca liczy się jedno —
czy sprawa jest załatwiona.
I czy ktoś po drugiej stronie naprawdę wie, co robi.



