Jeszcze niedawno Syria była jednym z filarów wpływów Rosji na Bliskim Wschodzie. Dziś do Damaszku wchodzi Ukraina – z pomocą, dyplomacją i ofertą współpracy. Czy to tylko symboliczny gest, czy początek większego przesunięcia sił?
Czy Ukraina naprawdę wraca do Syrii?
Jeszcze w 2022 roku relacje między Ukrainą a Syrią praktycznie przestały istnieć. Reżim Bashar al-Assad stanął po stronie Rosji i uznał okupowane terytoria Ukrainy.
Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Po upadku Assada w 2024 roku Ukraina zaczęła odbudowywać relacje z nowymi władzami w Damaszku. Najpierw była pomoc humanitarna – transporty zboża, mąki, wsparcie dla ludności. Teraz przyszedł czas na politykę.
Na początku kwietnia 2026 roku minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha spotkał się z szefem syryjskiej dyplomacji. Efekt? Zapowiedź ponownego otwarcia ambasad.
To nie jest kurtuazja. To powrót do gry.
Czy Rosja właśnie traci Syrię?
Jeszcze kilka lat temu Rosja miała w Syrii niemal wszystko:
– lojalnego przywódcę
– bazy wojskowe
– wpływ na decyzje polityczne
Dziś sytuacja się zmieniła.
Upadek Assada oznaczał dla Kremla utratę najważniejszego elementu tej układanki – politycznej kontroli. Rosja nadal ma wojsko w Syrii, ale musi negocjować. A to w geopolityce brzmi jak: „już nie rządzisz”.
Pojawienie się Ukrainy w Damaszku to dla Moskwy problem podwójny. Nie tylko traci wpływy. W dodatku jej przeciwnik zaczyna budować swoje.
To jakby ktoś wprowadził się do mieszkania, które jeszcze chwilę temu uważałeś za własne.
Co Ukraina chce ugrać?
Prezydent Wołodymyr Zełenski mówi już wprost o współpracy nie tylko dyplomatycznej, ale też:
– bezpieczeństwie
– energetyce
– odbudowie infrastruktury
To nie jest pomoc „z dobrego serca”. To inwestycja polityczna.
Ukraina wysyła jasny sygnał: nie jesteśmy tylko krajem, który się broni. Jesteśmy graczem, który potrafi wpływać na regiony poza własnym konfliktem.
To ważne, szczególnie dla państw Bliskiego Wschodu, które patrzą na siłę, a nie na deklaracje.
Czy Syria zmienia stronę?
Tu zaczyna się najciekawsze.
Syria po Assadzie nie wygląda na państwo, które chce być czyimkolwiek „wasalem”. Nowe władze grają ostrożnie.
Z jednej strony otwierają się na Ukrainę i Zachód.
Z drugiej – nie zamykają drzwi przed Rosją.
Dlaczego? Bo w tej części świata lojalność ma krótką datę ważności. Liczy się to, kto w danym momencie daje więcej.
Syria może więc grać na kilku frontach jednocześnie:
– Ukraina
– Turcja
– państwa Zatoki
– a nawet Rosja
I to może być jej największa siła.
Czy to trwała zmiana, czy tylko moment?
Nie wrócimy już do „starej Syrii” – tej podporządkowanej jednemu sojusznikowi.
Ale nie oznacza to też, że powstaje nowy, stabilny układ.
To raczej początek targu. O wpływy, o bazy, o pieniądze, o bezpieczeństwo.
Ukraina właśnie siadła do tego stołu. Rosja próbuje nie zostać z niego wyrzucona. A Syria – jak to Syria – chce ugrać jak najwięcej.
Co to oznacza dla świata?
To mała historia, która mówi o czymś dużym.
Wojny nie kończą się tylko na froncie. One przestawiają mapę wpływów. Cicho, krok po kroku, czasem przez takie właśnie decyzje jak otwarcie ambasady.
I nagle okazuje się, że kraj, który jeszcze wczoraj był zależny, dziś zaczyna rozdawać karty.
Pytanie na koniec
Czy Ukraina właśnie zaczyna budować swoją strefę wpływów…
czy tylko korzysta z chwilowego chaosu po upadku starego świata?



