poniedziałek 28 września 2026
26/09/2026Autor
Oceń materiał

Polacy wrócili do pociągów. W 2025 roku kolej odnotowała około 439 milionów przejazdów pasażerskich — najwięcej od ponad 30 lat. Rząd uruchamia kolejny etap kampanii #NaszaKolej i zapowiada tysiące kilometrów nowych tras, kolej dużych prędkości oraz przejazd przez Polskę w około trzy godziny. Problem w tym, że w jednym komunikacie spotykają się trzy różne rzeczy: to, co już działa, to, co właśnie jest budowane, oraz to, co dopiero znajduje się w wieloletnich planach.

25 września kampania #NaszaKolej weszła do telewizji. Moment nie jest przypadkowy. Rok 2026 jest rokiem stulecia powstania przedsiębiorstwa Polskie Koleje Państwowe, a kolej ma jednocześnie bardzo mocny argument marketingowy: pasażerowie rzeczywiście coraz częściej wybierają pociąg.

I właśnie od tego należy zacząć, bo w przypadku kampanii prowadzonej przez administrację państwową najlepiej oddzielić reklamę od liczb.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

439 milionów. To nie jest wymyślony sukces

Według materiału przekazanego mediom w 2025 roku w Polsce odnotowano 439 mln przejazdów pasażerskich, ponad 31 mln więcej niż rok wcześniej. Każdego dnia na tory ma wyjeżdżać około 4,5 tys. pociągów pasażerskich, natomiast PKP Intercity w sezonie wakacyjnym 2026 oferowało do 560 połączeń dziennie.

Dane przedstawiane przez oficjalną stronę #NaszaKolej potwierdzają skalę zjawiska: około 439 mln przejazdów w 2025 roku i wzrost o ponad 31 mln rok do roku.

Tu jednak przydaje się jedno zastrzeżenie.

439 mln pasażerów nie oznacza 439 mln różnych ludzi. Statystyka przewozowa liczy przejazdy. Ta sama osoba dojeżdżająca codziennie koleją do pracy zostanie w ciągu roku policzona wielokrotnie.

Dlatego zdanie z kampanii, że kolej przewozi niemal tyle osób, ilu mieszkańców liczy Unia Europejska, jest efektownym zabiegiem komunikacyjnym, ale nie należy odczytywać go dosłownie jako porównania liczby unikalnych osób.

Nie zmienia to najważniejszego faktu: popyt na kolej jest dziś bardzo duży.

Co ciekawe, nawet materiały rządowe nie są całkowicie konsekwentne w prezentowaniu tej liczby. W jednych pojawia się 439 mln, w innych 438 mln pasażerów. To najprawdopodobniej kwestia zaokrąglenia, ale przy kampanii opartej właśnie na liczbach warto byłoby stosować jeden standard.

Najważniejsza zmiana może zachodzić poza Warszawą

Znacznie ciekawszy od samego rekordu jest drugi element programu: przywracanie kolei do miejscowości, które utraciły ją wiele lat temu.

W czerwcu 2026 roku pociągi wróciły do Łomży po 33 latach przerwy. Z miasta można ponownie podróżować m.in. do Białegostoku, Ostrołęki i Olsztyna.

Połączenia wróciły również do Karpacza i Ciechocinka. Mielec, Międzylesie oraz Bystrzyca Kłodzka otrzymały połączenia dalekobieżne, a w kolejce są następne miejscowości.

To właśnie tutaj można szukać rzeczywistej zmiany społecznej.

Szybki pociąg Warszawa–Wrocław robi wrażenie. Ale dla mieszkańca mniejszego miasta często znacznie ważniejsze jest to, czy w ogóle ma stację, sensowny rozkład i możliwość dojazdu do szkoły, pracy, lekarza albo większego miasta bez konieczności posiadania samochodu.

Rząd deklaruje docelowo dostęp do połączeń dalekobieżnych dla mieszkańców wszystkich powiatów. To ambitna zapowiedź, którą w kolejnych latach będzie można bardzo konkretnie zweryfikować: powiat po powiecie i rozkład po rozkładzie.

Potem komunikat wykonuje ogromny skok: z dzisiejszego rozkładu jazdy do Polski 2050

I tu dochodzimy do najważniejszego rozróżnienia.

W materiałach kampanii obok informacji o już kursujących pociągach pojawia się Zintegrowana Sieć Kolejowa.

Plan zakłada około:

4,7 tys. km nowych linii kolejowych,
w tym około 2,7 tys. km Kolei Dużych Prędkości.

Pierwszy tysiąc kilometrów nowych tras miałby powstać do 2035 roku.

Docelową wizją jest możliwość dotarcia z największych miast do Warszawy w około 100 minut oraz przejazdu przez Polskę ze wschodu na zachód albo z północy na południe w około trzy godziny.

Brzmi imponująco.

Ale tego fragmentu nie można traktować tak samo jak informacji o 439 mln przejazdów w 2025 roku.

439 mln to statystyka.
Powrót pociągu do Łomży to wydarzenie, które już nastąpiło.
4,7 tys. km nowych linii to wieloletni plan inwestycyjny.

To trzy zupełnie różne poziomy pewności.

Jest jeszcze jedna liczba, której w komunikacie warto było poświęcić więcej miejsca: 610 miliardów złotych

Oficjalne materiały dotyczące Zintegrowanej Sieci Kolejowej wskazują, że szacowany koszt inwestycji kolejowych ZSK realizowanych po 2035 roku wynosi około 610 mld zł.

Z tego około:

410 mld zł ma przypadać na budowę nowych linii,

a około

200 mld zł na modernizację istniejącej infrastruktury.

To kwoty pokazujące prawdziwą skalę programu.

Dlatego oceny ZSK nie powinno się ograniczać do atrakcyjnego pytania: „czy pojedziemy z Wrocławia do Warszawy w 100 minut?”.

Znacznie ważniejsze będą pytania:

czy kolejne odcinki rzeczywiście będą otrzymywały finansowanie?

czy zakończą się procesy projektowe i środowiskowe?

czy samorządy zaakceptują przebieg tras?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

ile inwestycji przejdzie od map i studiów do przetargów?

oraz przede wszystkim — ile z tych 4,7 tys. kilometrów rzeczywiście powstanie?

To będzie miara realizacji programu.

350 km/h — tym razem chodzi już naprawdę o bardzo szybką kolej

Jednym z najbardziej spektakularnych elementów planu jest linia dużych prędkości Warszawa–Łódź–Wrocław/Poznań.

Według założeń infrastruktura ma pozwalać na jazdę pociągów z prędkością do 350 km/h. Trasa ma prowadzić przez nowe lotnisko pod Warszawą, a szybkie pociągi mają obsługiwać również m.in. Kalisz, Sieradz i Kępno.

To już nie jest tylko modernizacja istniejącej kolei.

Budowa sieci 300–350 km/h oznacza zupełnie inny model transportowy kraju, w którym kolej zaczyna konkurować z samochodem i transportem lotniczym nie tylko ceną czy wygodą, ale również czasem podróży.

Tyle że właśnie tutaj najbardziej potrzebna będzie cierpliwość przy analizowaniu kolejnych komunikatów.

Między „linia została zaplanowana”, „trwa projektowanie”, „ogłoszono przetarg”, „podpisano umowę”, „rozpoczęto budowę” a „pojechał pierwszy pociąg” są jeszcze lata pracy.

W kampanii reklamowej wszystkie te etapy bardzo łatwo zmieścić na jednej planszy.

Na budowie już nie.

Są też pieniądze wydawane znacznie wcześniej

Nie wszystkie liczby dotyczą perspektywy 2050 roku.

PKP Intercity ma do 2030 roku realizować program zakupu i modernizacji taboru wart ponad 27 mld zł. POLREGIO zamówiło 26 pojazdów regionalnych, a program inwestycji dworcowych ma objąć około 200 obiektów, przede wszystkim w mniejszych miastach.

To właśnie te inwestycje mogą być dla pasażera odczuwalne szybciej niż wizja kolei 350 km/h.

Bo przeciętnemu podróżnemu niewiele daje mapa przyszłej magistrali, jeśli dzisiaj jedzie zatłoczonym składem, nie ma dogodnej przesiadki albo ostatni pociąg do jego miejscowości odjeżdża przed wieczorem.

#NaszaKolej jest więc jednocześnie informacją i reklamą polityki państwa

I tak należy ją czytać.

Kampania rozpoczęła się w czerwcu wraz z powrotem kolei do Łomży. W lipcu została powiązana z prezentacją Zintegrowanej Sieci Kolejowej, a od 25 września jej kolejnym elementem jest telewizyjny spot „#NaszaKolej łączy ludzi w całej Polsce”.

Nie oznacza to, że przedstawiane w niej osiągnięcia należy automatycznie kwestionować.

Wręcz przeciwnie — część danych pokazuje rzeczywisty i bardzo wyraźny wzrost znaczenia kolei.

Trzeba jedynie pilnować granicy pomiędzy wynikiem a zapowiedzią.

Rekordowa liczba przejazdów jest wynikiem.

Przywrócone połączenie jest wynikiem.

Kupiony i odebrany pociąg jest wynikiem.

Oddana linia jest wynikiem.

Natomiast linia narysowana na mapie, nawet bardzo potrzebna, nadal pozostaje planem.

I właśnie dlatego kolejnych kilka lat będzie ciekawszych od samej kampanii

Polska kolej rzeczywiście przeżywa okres, w którym pasażerów przybywa, wracają niektóre połączenia, kupowany jest tabor, a państwo przedstawia największe od wielu lat plany przebudowy całego systemu.

To dobra wiadomość dla pasażerów.

Jednocześnie skala zapowiedzi jest tak ogromna, że #NaszaKolej warto potraktować również jako publiczną listę zobowiązań.

4,7 tys. km nowych linii.

2,7 tys. km kolei dużych prędkości.

350 km/h.

Warszawa z największych miast w około 100 minut.

Polska w około trzy godziny.

Dostęp do kolei dalekobieżnej dla wszystkich powiatów.

Takie liczby świetnie wyglądają w telewizji.

Za kilka lat znacznie ciekawsze będzie jednak inne zestawienie:

ile z nich z ekranu telewizora przeniosło się na tory.

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.