Syndrom powiatowych aut „na podsłuchu”
Cała historia zaczyna przypominać metaforę działania powiatu. Samochody są, ale jakby ich nie było. Budżet jest, ale nie wystarcza. Postępowanie jest ogłoszone, ale kończy się unieważnieniem. Flota istnieje, lecz w praktyce trzeba improwizować.
To nie jest problem mechaniczny. To problem organizacyjny.
Samorząd działa jak kierowca, który jednocześnie próbuje skręcać, hamować i sprawdzać poziom oleju.
Gdzie są radni?
Najciekawsze w tej historii jest jednak coś innego. Temat samochodów służbowych powiatu nie jest marginalny — dotyczy organizacji pracy starostwa, jednostek powiatowych i wydatków publicznych. A jednak trudno znaleźć szeroką debatę radnych na ten temat.
Rada powiatu jest od kontroli zarządu. Od zadawania pytań. Od sprawdzania, czy pieniądze publiczne są planowane realistycznie.
Jeżeli zapytanie ofertowe kończy się unieważnieniem, bo budżet nie odpowiada realiom rynku, to nie jest problem jednego przetargu. To jest problem planowania.
Chaos czy tylko przypadek?
Można powiedzieć, że to drobiazg — samochód jak samochód. Ale w administracji drobiazgi często pokazują stan całego systemu. Flota samochodowa powiatu staje się symbolem czegoś większego: braku spójnej organizacji, reagowania zamiast planowania i działania „na ostatnią chwilę”.
Samochód z podsłuchem, samochód z awarią, samochód z wynajmu i samochód z unieważnionego przetargu — razem tworzą opowieść o powiecie, który próbuje jechać dalej, choć kontrolki na desce rozdzielczej świecą się coraz mocniej.
I to nie jest jeszcze koniec tej historii.