Po burzy wokół Oddziału Chirurgii Plastycznej i Chirurgii Ręki w Trzebnicy warto zadać pytanie nie tylko o koszt jednego oddziału. Znacznie ważniejsze jest pytanie o cały szpital, jego finanse i odpowiedzialność tych, którzy przez lata mieli nad nim nadzór.
Najłatwiej w polityce znaleźć winnego.
Najtrudniej znaleźć właściciela odpowiedzialności.
Po ostatniej sesji Rady Powiatu Trzebnickiego cała uwaga skupiła się na Oddziale Chirurgii Plastycznej i Chirurgii Ręki Szpitala im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. Padły liczby. Padły ostre słowa. Pojawiło się oświadczenie ordynatora oddziału, potem oświadczenie starosty, a pod nimi fala komentarzy pacjentów, lekarzy i mieszkańców.
I nagle szpital, który jeszcze chwilę wcześniej w oficjalnych dokumentach powiatu był symbolem specjalistycznej medycyny, prestiżu i bezpieczeństwa zdrowotnego, stał się tematem politycznej awantury.
Tylko że jedno pytanie nadal leży na stole.
Kto przez lata odpowiadał za nadzór nad tym szpitalem?
ilustracja artykułu kto kontroluje szpital
Czy jeden oddział mógł stać się wygodnym winowajcą?
W publicznej debacie pojawiła się sugestia, że Oddział Chirurgii Plastycznej i Chirurgii Ręki kosztuje znacznie więcej, niż wynosi przypisany do niego kontrakt. W dyskusji sesji pada wypowiedź o kontrakcie „na poziomie 2 milionów” i kosztach „w granicach siedmiu”.
To są słowa ważne. Trzeba je sprawdzić.
Ale właśnie sprawdzić, a nie zamienić w gotowy wyrok.
Bo jeżeli oddział faktycznie kosztuje więcej, niż wynosi jego bezpośrednie finansowanie z NFZ, należy pokazać pełne dane: kontrakt, wykonanie, nadwykonania, koszty osobowe, koszty sprzętu, koszty pośrednie, rozliczenia z innymi zakresami świadczeń oraz wpływ oddziału na całościowy kontrakt szpitala.
Jeżeli natomiast oddział generuje wartość medyczną, organizacyjną i finansową dla całej placówki, także trzeba to pokazać w dokumentach.
Na razie mamy emocje, oświadczenia i polityczne hasła.
Nie mamy natomiast pełnej tabeli, która rozstrzygałaby spór.
A bez niej łatwo zrobić z jednego oddziału wygodny symbol problemu, który narastał znacznie dłużej.
Co mówi raport powiatu?
W oficjalnym raporcie o stanie Powiatu Trzebnickiego za 2025 rok ochrona zdrowia została przedstawiona jako jeden z istotnych obszarów działania samorządu. Raport wskazuje Szpital im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy jako ważny element systemu bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców.
Nie jest to opis placówki marginalnej.
Nie jest to opis jednostki przypadkowej.
Powiat sam pisze o rozwoju ochrony zdrowia, inwestycjach w szpital i potrzebie utrzymania jego stabilności organizacyjnej oraz finansowej. W raporcie wymieniono również Oddział Chirurgii Plastycznej i Chirurgii Ręki oraz Pracownię Mikrochirurgii jako elementy rozwoju infrastruktury i działalności szpitala.
Co więcej, dokument wskazuje na rozwój chirurgii specjalistycznej oraz rozszerzenie działalności chirurgii ręki i chirurgii plastycznej jako jeden z trendów w działalności placówki.
I tu zaczyna się problem.
Bo jeżeli w raporcie oddział jest elementem rozwoju, to dlaczego na sesji zaczął funkcjonować jako potencjalne źródło finansowego kłopotu?
Może dlatego, że tak bywa wygodniej.
Łatwiej pokazać jeden oddział niż cały system zarządzania szpitalem. Łatwiej zapytać o koszt chirurgii ręki niż o wieloletni nadzór właścicielski. Łatwiej uruchomić emocje wokół lekarza niż spokojnie wyjąć dokumenty z kilku lat i sprawdzić, kto, kiedy i co wiedział o sytuacji finansowej placówki.
Gdzie kończy się prestiż, a zaczyna rachunek?
Nie ma nic złego w pytaniu o pieniądze.
Radni mają prawo pytać o koszty. Mają nawet obowiązek to robić, bo szpital publiczny nie działa w przestrzeni prywatnych zachwytów, lecz w systemie finansowanym ze środków publicznych.
Ale pytanie o koszty wymaga precyzji.
Sprowadzenie działalności oddziału do uproszczeń o zabiegach estetycznych czy „opadających powiekach” nie jest precyzją. Jest politycznym skrótem. I to skrótem ryzykownym, bo dotyczy oddziału, który — według publicznych wypowiedzi jego ordynatora i reakcji pacjentów — zajmuje się również mikrochirurgią, replantacjami, leczeniem ciężkich urazów oraz przywracaniem sprawności ludziom po dramatycznych wypadkach.
Oczywiście emocjonalne historie pacjentów też nie zastępują bilansu finansowego.
Ale bilans finansowy nie może udawać, że za procedurami nie stoją ludzie.
Tu właśnie potrzebna jest uczciwa debata. Nie o tym, czy lekarze są dobrzy, a radni źli. Nie o tym, czy starosta broni szpitala, czy broni własnego wizerunku. Tylko o tym, ile rzeczywiście kosztuje działalność placówki, jak jest finansowana i kto odpowiada za to, że dziś mieszkańcy słyszą o stratach, kontraktach, konsolidacji, lądowisku, SOR-ze i oddziałach wymagających dopłat.
Czy właściciel może być tylko komentatorem?
Powiat nie jest widzem wydarzeń wokół szpitala.
Nie jest publicznością na sali obrad.
Nie jest też komentatorem pod własnym postem.
Powiat jest właścicielem odpowiedzialności za placówkę, której znaczenie sam opisuje w swoich dokumentach. Jeżeli szpital ma problemy finansowe, to pytanie nie brzmi wyłącznie: „który oddział kosztuje najwięcej?”.
Pytanie brzmi również:
Kiedy zarząd powiatu wiedział o pogarszającej się sytuacji szpitala?
Jakie działania naprawcze podjęto?
Czy radni otrzymywali pełne informacje o wyniku finansowym poszczególnych oddziałów?
Czy rada społeczna szpitala analizowała realne ryzyka?
Czy istnieje plan restrukturyzacji?
Czy powiat ma strategię dla szpitala, czy tylko reaguje na kolejne pożary?
Bo szpital nie wpada w kłopoty finansowe z dnia na dzień. Taki stan narasta. Najpierw w tabelach, potem w zobowiązaniach, później w decyzjach odkładanych na później. A na końcu przychodzi sesja, pada kilka zdań i wszyscy nagle odkrywają, że w szpitalu jest problem.
Tyle że to nie jest odkrycie Ameryki.
To raczej spóźniona kontrola ciśnienia u pacjenta, którego od dawna bolało serce.
Co naprawdę pokazała sesja?
Sesja pokazała coś więcej niż spór o jeden oddział.
Pokazała, że wokół szpitala brakuje jednego, wspólnego, twardego obrazu sytuacji. Jedni mówią o prestiżu. Drudzy o kosztach. Jeszcze inni o zagrożeniu dla dorobku lekarzy. Starosta publikuje oświadczenie w obronie oddziału i personelu. Ordynator oddziału odpowiada na zarzuty, przedstawiając medyczny sens działalności jednostki.
Wszystko to jest ważne.
Ale nadal nie odpowiada na pytanie podstawowe: jaki jest pełny obraz finansowy szpitala i konkretnych oddziałów?
Bez tej odpowiedzi każdy może wybrać sobie własną wersję prawdy.
Polityk może mówić o stratach.
Lekarz może mówić o uratowanych rękach.
Starosta może mówić o prestiżu.
Pacjent może mówić o wdzięczności.
A mieszkaniec, który utrzymuje ten system jako podatnik, nadal nie wie, gdzie kończy się fakt, a zaczyna narracja.
Czy NFZ jest wygodnym alibi?
Raport powiatu wskazuje na problemy systemowe: wzrost kosztów działalności, niedobory kadrowe, niedostateczne finansowanie świadczeń i ryzyko ograniczenia dostępności usług. To bardzo istotne, bo pokazuje, że problem szpitala nie zaczyna się i nie kończy na jednym oddziale.
NFZ od lat nie płaci za wiele procedur tyle, ile realnie kosztuje ich wykonanie. Szpitale publiczne w całej Polsce funkcjonują w systemie, w którym rachunek ekonomiczny często rozmija się z rachunkiem medycznym. Procedura może być potrzebna, ratująca zdrowie i społecznie opłacalna, a jednocześnie źle wyceniona.
Ale NFZ nie może być alibi na wszystko.
Jeżeli finansowanie jest złe, właściciel musi wiedzieć, jakie są skutki. Musi mieć dane. Musi mieć plan. Musi wiedzieć, które oddziały generują koszty, które utrzymują kontrakt, które zapewniają prestiż, które są niezbędne społecznie, a które wymagają reorganizacji.
Nie można przez lata mówić o rozwoju, a potem nagle zachowywać się tak, jakby trudna sytuacja spadła z nieba razem z pierwszym zdaniem wypowiedzianym na sesji.
Czy można jednocześnie bronić oddziału i pytać o koszty?
Można.
Nawet trzeba.
Można uznać, że Oddział Chirurgii Plastycznej i Chirurgii Ręki wykonuje ważną pracę. Można szanować dorobek lekarzy. Można rozumieć emocje pacjentów. Można dostrzegać wartość mikrochirurgii, replantacji i leczenia ciężkich urazów.
I jednocześnie można pytać o koszty.
To nie jest sprzeczność.
Sprzecznością jest dopiero sytuacja, w której pytanie o finanse zamienia się w polityczny atak, a odpowiedź na pytanie o finanse zamienia się w emocjonalną obronę bez pokazania pełnych danych.
Jeżeli oddział ma być broniony jako strategiczny element szpitala, trzeba pokazać jego znaczenie w liczbach i efektach.
Ile wykonuje procedur?
Ilu pacjentów pochodzi spoza powiatu?
Ile świadczeń rozliczono z NFZ?
Jaka była wartość wykonania?
Jaka była wartość zapłacona?
Jakie były nadwykonania?
Jakie koszty przypisano bezpośrednio do oddziału, a jakie są kosztami pośrednimi całego szpitala?
Czy oddział wpływa na utrzymanie kontraktu szpitala?
Czy jego działalność zwiększa znaczenie placówki w systemie ochrony zdrowia?
Dopiero wtedy można rozmawiać poważnie.
Bez tego mamy spektakl.
A szpital to nie scena. To miejsce, gdzie ludzie trafiają wtedy, gdy kończą się wszystkie wygodne opowieści.
Kto korzysta na sprowadzeniu sporu do jednego oddziału?
To pytanie warto zadać najciszej.
Bo ono jest najgłośniejsze.
Jeżeli cała debata publiczna skupi się na chirurgii ręki, łatwo znikną inne wątki: ogólna sytuacja finansowa szpitala, sposób nadzoru, decyzje zarządcze, konkurs na dyrektora, rozmowy o konsolidacji, przyszłość SOR-u, lądowisko, interna, koszty energii, diagnostyki, transportu medycznego i wynagrodzeń.
Oddział ma twarz.
Ma ordynatora.
Ma pacjentów.
Ma emocje.
Dlatego łatwo zrobić z niego centrum sporu.
Znacznie trudniej zrobić centrum sporu z wieloletniego nadzoru właścicielskiego, uchwał, protokołów, sprawozdań, planów finansowych i decyzji podejmowanych albo odkładanych przez kolejne miesiące.
A jednak właśnie tam trzeba patrzeć.
Nie tylko na salę operacyjną.
Także na salę obrad.
Czy starosta broni szpitala, czy własnej narracji?
Czytaj dalej
Powiązany temat
Oświadczenie starosty w obronie oddziału jest politycznie zrozumiałe. Po fali komentarzy i po mocnym stanowisku ordynatora oddziału trudno było milczeć. Starosta stanęła po stronie personelu, pacjentów i prestiżu placówki.
Ale obrona szpitala nie może kończyć się na oświadczeniu.
Jeżeli władze powiatu mówią o prawdzie, kompetencji i odpowiedzialności, powinny pokazać dokumenty. Nie tylko hasła. Nie tylko baner. Nie tylko emocjonalny wpis.
Powinny pokazać, jak wygląda finansowanie szpitala, jakie są koszty oddziałów, jakie są zaległości, jakie ryzyka zidentyfikowano i jaki plan przygotowano.
Bo mieszkańcy nie potrzebują kolejnego zapewnienia, że szpital jest ważny.
To już wiedzą.
Potrzebują wiedzieć, czy ktoś naprawdę nad tym szpitalem panuje.
Gdzie w tym wszystkim są mieszkańcy?
Mieszkańcy powiatu nie powinni być widzami spektaklu między radnymi, starostą i lekarzami.
To oni są najważniejszymi interesariuszami tej sprawy.
To oni będą czekać na SOR-ze.
To ich bliscy trafią na internę.
To ich dzieci, rodzice i dziadkowie będą korzystać z diagnostyki, rehabilitacji, chirurgii, porodówki, transportu medycznego i pomocy w nagłych przypadkach.
Dlatego debata o szpitalu nie może być prowadzona jak wymiana ciosów na Facebooku.
Powinna być prowadzona jak rozmowa o jednej z najważniejszych instytucji publicznych w powiecie.
Z liczbami.
Z dokumentami.
Z odpowiedzialnością.
Z jasnym wskazaniem, co jest problemem systemowym, co błędem zarządzania, co niedoszacowaniem NFZ, a co decyzją lokalnego właściciela.
Co powinien teraz zrobić powiat?
Powiat powinien opublikować pełne dane.
Nie ogólne zapewnienia.
Nie wybrane fragmenty.
Nie zdania o prestiżu.
Tylko dane.
Po pierwsze: wynik finansowy szpitala za ostatnie lata.
Po drugie: zobowiązania wymagalne i niewymagalne.
Po trzecie: wykonanie kontraktu NFZ.
Po czwarte: wynik finansowy poszczególnych oddziałów, z metodologią przypisywania kosztów.
Po piąte: dane dotyczące Oddziału Chirurgii Plastycznej i Chirurgii Ręki — kontrakt, wykonanie, koszty, nadwykonania i procedury.
Po szóste: plan naprawczy albo strategię dalszego funkcjonowania placówki.
Po siódme: informację, jaką rolę w tym planie ma chirurgia ręki, SOR, interna, diagnostyka, rehabilitacja i ewentualna konsolidacja.
Dopiero wtedy mieszkańcy będą mogli ocenić, czy mają do czynienia z realną strategią, czy tylko z gaszeniem kolejnego pożaru.
Czy szpital da się uratować postem?
Nie.
Post może uspokoić emocje na kilka godzin.
Może zebrać polubienia.
Może dać poczucie, że ktoś „stanął po stronie ludzi”.
Ale szpitala nie prowadzi się postami.
Szpital prowadzi się decyzjami, pieniędzmi, personelem, kontraktami, organizacją pracy i nadzorem. Czasem także bolesną rozmową o tym, co działa, co nie działa i kto za co odpowiada.
Lekarze mogą bronić dorobku oddziału.
Radni mogą pytać o koszty.
Starosta może publikować oświadczenia.
Ale właściciel powinien zrobić coś więcej.
Powinien pokazać dokumenty.
Bo szpital nie zbankrutował w jeden dzień.
I nie naprawi się go jednym postem.
Co zostaje na stole?
Na stole zostaje pytanie, którego nie da się przykryć ani medycznym prestiżem, ani polityczną emocją.
Jeżeli Oddział Chirurgii Plastycznej i Chirurgii Ręki jest ważny — pokażcie dane.
Jeżeli to jest walka polityczna, kto z elit powiatu robi zabiegi-to daje zastanowienie wymagające dowodów?
Jeżeli generuje stratę — pokażcie dane.
Jeżeli ratuje kontrakt i pozycję szpitala — pokażcie dane.
Jeżeli problem finansowy szpitala jest szerszy — pokażcie, kto, kiedy i jak próbował go rozwiązać.
A jeżeli przez lata nikt nie chciał patrzeć w tabelę, to nie udawajmy dziś, że winny siedzi wyłącznie na jednym oddziale.
Polityka znalazła oddział.
Teraz mieszkańcy mają prawo zapytać:
gdzie był właściciel?
Magazynu Radio DTR 6/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.



