Oborniki Śląskie: obietnice odjechały, rachunek został

jak propaganda wyborcza ma sie do zycia w obornikach sl
Oceń materiał

Minął rok  lub dwa lata od wyborów. Miały być środki z Unii, rozwój i konkretne działania. Jest coś zupełnie innego – decyzje, które kosztują mieszkańców miliony i cisza tam, gdzie powinna być kontrola.


Miały być miliony. Gdzie one są?

W kampanii wyborczej wszystko brzmiało jasno.
Środki unijne? Mają być.
Relacje z rządem i marszałkiem? Są.
Zespół fachowców? Gotowy do działania.

„Liczę na duże środki z Unii Europejskiej… Mam zapewnione wsparcie przy pozyskiwaniu funduszy zewnętrznych”

Reklama
Reklama

Minął rok.
I co?

Gmina rezygnuje z około 15 milionów złotych na oczyszczalnię ścieków.
Wcześniej odpuszcza środki od Marszałka.
Nie startuje w konkursach unijnych.

To nie jest „inna strategia”.
To jest rezygnacja z rozwoju na własne życzenie.


Ścieki, zapach i rzeczywistość

W międzyczasie mieszkańcy dostają codzienność:

  • problemy ze ściekami
  • opóźnione działania
  • reakcje dopiero po skargach i presji

Gmina nie wyprzedza problemów.
Gmina je… goni.

A przecież miało być inaczej.


„Jesteście super”. To kto odpowiada?

W kampanii pojawia się jeszcze jedno zdanie – pozornie niewinne.

Zespół radnych z komitetu burmistrza ma być „super”.

No dobrze.

To teraz pytanie, którego nikt nie chce zadać głośno:

jeśli wszyscy są „super”… to kto odpowiada za brak efektów?


Rada, która nie patrzy na ręce

Bo to nie jest tylko historia burmistrza.

To jest historia większości w radzie.

To oni:

  • uchwalają budżet
  • decydują o inwestycjach
  • mają obowiązek kontroli

A jednak:

  • miliony przechodzą obok gminy
  • problemy narastają
  • decyzje nie są kwestionowane

To już nie wygląda jak kontrola.
To wygląda jak polityczny komfort.

Reklama

Zrównoważony budżet… bez rozwoju

Na papierze wszystko może się zgadzać.
Budżet „zrównoważony”.
Liczby się spinają.

Tylko że życie to nie Excel.

Bo można mieć:
✔ budżet bez deficytu
❌ i gminę, która stoi w miejscu

Bez inwestycji.
Bez środków z zewnątrz.
Bez realnej poprawy jakości życia.


Najdroższa decyzja: nie robić nic

Największy koszt to nie zawsze wydatek.

Czasem to brak decyzji.

Bo jeśli:

  • nie bierzesz udziału w konkursach
  • rezygnujesz z dofinansowań
  • odkładasz inwestycje

to płacisz inaczej:

👉 stagnacją
👉 problemami środowiskowymi
👉 utraconymi szansami

I to rachunek, który przychodzi później. Z odsetkami.


Co się wydarzyło po wyborach?

To jest pytanie, które dziś powinno wybrzmieć najgłośniej.

Bo coś się tu nie zgadza.

Między:
👉 „mam zapewnione środki”
a
👉 „rezygnujemy z milionów”

Między:
👉 „wiem jak zarządzać gminą”
a
👉 „reagujemy dopiero po skargach”

Między:
👉 „mamy świetny zespół”
a
👉 „brak realnej kontroli”


I to jest moment prawdy

Nie kampanii.
Nie deklaracji.
Nie konferencji.

Tylko codzienności.

Zapachu, który czuć.
Dróg, które widać.
Decyzji, które… albo są, albo ich nie ma.


Na koniec jedno pytanie

Czy to jeszcze zarządzanie gminą…
czy już tylko utrzymywanie pozorów, że wszystko jest pod kontrolą?

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry