Dwa ślubowania, sześciu sędziów i jeden prezydent, który wybiera tylko „niektórych”. W kwietniu 2026 roku Trybunał Konstytucyjny znów stał się polem politycznej gry. Pytanie nie brzmi już: czy jest kryzys. Pytanie brzmi: kto ten kryzys podtrzymuje – i po co.
CZĘŚĆ I. FAKTY: Kto kogo zaprzysiągł – i gdzie
Wszystko zaczęło się 13 marca. Sejm wybiera sześciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Lista nazwisk nie pozostawia złudzeń – to próba odbudowy składu instytucji, która od lat jest w centrum politycznego sporu.
I wtedy wchodzi prezydent.
1 kwietnia – zamiast sześciu ślubowań – są dwa.
Karol Nawrocki przyjmuje przysięgę tylko od Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka.
Reszta? Cisza. Brak zaproszenia.
Oficjalne uzasadnienie z Pałacu Prezydenckiego:
„W trakcie kadencji prezydenta powstały dwa wakaty”.
Brzmi technicznie. Nawet logicznie.
Tyle że tylko na pierwszy rzut oka.
Ślubowanie… bez prezydenta
9 kwietnia sytuacja skręca w stronę absurdu.
Czworo pominiętych sędziów – razem z „zaprzysiężoną” dwójką – składa ślubowanie w Sejmie. W Sali Kolumnowej. W obecności marszałka i notariusza.
Bez prezydenta.
Z formalną formułą: „wobec prezydenta RP”.
Zaproszenie było. Prezydent nie przyszedł.
Efekt?
- dwa równoległe ślubowania,
- dwa porządki prawne,
- jeden Trybunał, który nie wie, kto jest sędzią.
TK na hamulcu ręcznym
Konsekwencje są natychmiastowe:
- groźba blokady orzeczeń,
- brak pewności co do składów,
- ryzyko podważania wyroków.
Prezes TK Bogdan Święczkowski nie uznaje ślubowania w Sejmie. Padają mocne słowa:
„Delikt konstytucyjny”
„Poważne przestępstwo karne”
Z kolei rząd – rękami ministra Adam Żurek – odpowiada wprost:
„To prezydent złamał prawo”.
I zapowiada śledztwo wobec doradców głowy państwa.
CZĘŚĆ II. KOMENTARZ: Chaos nie jest przypadkiem
Tu kończą się fakty.
A zaczyna coś, co w Polsce znamy aż za dobrze.
Selekcja zamiast procedury
Najważniejsze pytanie brzmi: dlaczego dwóch?
Nie ma przepisu, który pozwala prezydentowi „wybrać sobie” sędziów do zaprzysiężenia.
Konstytucja jest prosta: Sejm wybiera – prezydent zaprzysięga.
Bez selekcji. Bez filtrowania.
A jednak selekcja się pojawia.
„Dziel i rządź” w wersji 2.0
Eksperci zwracają uwagę na jeden detal, który nie jest detalem.
Zaprzysiężona dwójka to osoby kojarzone z mniejszymi partiami koalicji.
Reszta – już nie.
Przypadek?
W polityce przypadki zdarzają się rzadko.
To wygląda jak klasyczne divide et impera – podział wewnątrz koalicji, wprowadzenie napięcia, zasianie nieufności.
Nie trzeba wygrywać sporu. Wystarczy go podtrzymywać.
Chaos jako narzędzie władzy
Pojawia się coś jeszcze.
Chaos, który w normalnym państwie byłby problemem – tutaj staje się strategią.
Bo chaos:
- rozmywa odpowiedzialność,
- utrudnia szybkie decyzje,
- blokuje reformy,
- pozwala grać na czas.
I co najważniejsze – utrzymuje wpływy.
„Prezydent strzela sobie w stopę”?
Część prawników mówi wprost:
„Nie ma żadnej podstawy do selekcji”
Inni idą dalej:
„To uzurpacja”
Sędzia Igor Tuleya nazywa decyzję „złamaniem prawa” i „działaniem destrukcyjnym”.
Nawet z prawej strony sceny politycznej pojawiają się głosy krytyczne. Sławomir Mentzen mówi o „cyrku” i wzywa do zaprzysiężenia wszystkich sędziów.
To moment, w którym spór przestaje być tylko polityczny.
Zaczyna być systemowy.
Bezkarność – fundament tej gry
Najbardziej niepokojące jest coś innego.
Prezydent może zrobić ten ruch – i realnie nic mu się nie stanie.
Trybunał Stanu?
Teoretyczny.
Konsekwencje prawne?
Wątpliwe.
Efekt?
Mechanizm znany z poprzednich lat:
- działanie na granicy prawa,
- uzasadnianie „dobrem państwa”,
- brak realnej odpowiedzialności.
To już było – tylko w nowej odsłonie
Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego nie zaczyna się w 2026 roku.
On trwa od 2015.
Zmieniają się tylko aktorzy i scenografia.
Mechanizm pozostaje ten sam.
Kontrola nad TK to nie jest spór o procedury.
To jest spór o władzę.
Na końcu zostaje jedno pytanie
Czy to jeszcze próba rozwiązania kryzysu?
Czy już tylko jego podtrzymywanie?
Bo jeśli instytucja państwa działa w dwóch równoległych rzeczywistościach,
to nie mamy sporu prawnego.
Mamy system, który przestaje być wspólny.
I wtedy pytanie nie brzmi, kto ma rację.
Tylko:
czy to państwo jeszcze działa – czy już tylko udaje, że działa.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


