To nie był drobny przekręt z jednym autem i znajomym diagnostą. Śledczy z Krakowa mówią o zorganizowanej grupie, fikcyjnych badaniach technicznych i nawet 5500 pojazdach rejestrowanych na podstawie dokumentów, które nie powinny nigdy powstać. Samochody miały przeglądy, choć – jak ustalili policjanci – część z nich nawet nie pojawiła się w Polsce.
Auta „sprawdzone”, choć nikt ich nie widział
Sprawa, którą prowadzą policjanci z Wydziału do Walki z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Krakowie, pokazuje coś więcej niż zwykłe omijanie przepisów.
Według ustaleń śledczych mieszkaniec Małopolski miał rejestrować w urzędach komunikacji duże liczby aut sprowadzanych z zagranicy. Problem w tym, że procedura badań technicznych tych pojazdów od początku budziła poważne wątpliwości. Policja ustaliła, że część samochodów nigdy nie wjechała do Polski i nigdy nie pojawiła się na żadnej stacji diagnostycznej. Mimo to otrzymywały wymagane potwierdzenia przeglądów.
Brzmi absurdalnie, ale właśnie na tym miał polegać mechanizm. Samochodu nie było, badania nie było, ale pieczątka i dokument już tak.
Materiał policyjne
Diagnosta bez auta, przegląd bez kontroli
Śledczy twierdzą, że pseudohandlarz współpracował z diagnostami, którzy mieli potwierdzać przeprowadzenie przeglądów bez faktycznego badania pojazdów. To właśnie dzięki takim zaświadczeniom możliwa była rejestracja aut w Polsce, a potem także przechodzenie kolejnych corocznych badań technicznych.
W kwietniu 2026 roku policjanci zatrzymali 48-letniego mieszkańca Małopolski. Usłyszał zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej, korumpowania diagnostów oraz rejestrowania około 5500 pojazdów na podstawie fikcyjnych badań technicznych. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany.
To liczba, która robi wrażenie. I nie chodzi tylko o samą skalę. Chodzi też o pytanie, ile z tych aut mogło później poruszać się po drogach bez realnej kontroli stanu technicznego.
Śledczy poszli dalej
Na tym sprawa się nie skończyła. W kolejnych dniach policjanci zatrzymali dwóch diagnostów: 50-latka z województwa podkarpackiego i 53-latka z województwa lubelskiego. Obaj mieli potwierdzać rzekome przeprowadzenie badań technicznych, choć w rzeczywistości do nich nie dochodziło.
Prokuratura przedstawiła im zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przyjmowania korzyści majątkowych za wydawanie zaświadczeń o badaniach technicznych, które – według śledczych – były fikcją.
Policjanci ustalili też, że ten sam mechanizm miał dotyczyć nie tylko aut sprowadzanych z zagranicy, ale również pojazdów już zarejestrowanych w Polsce.
430 dowodów rejestracyjnych zabezpieczonych
Podczas przeszukań funkcjonariusze zabezpieczyli blisko 430 dowodów rejestracyjnych. To pokazuje, że śledztwo nie dotyczy pojedynczych przypadków, lecz procederu o szerokim zasięgu.
Wobec zatrzymanych diagnostów zastosowano dozory policyjne, poręczenia majątkowe oraz zakazy wykonywania zawodu diagnosty.
Wszystkim zatrzymanym grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
To nie tylko sprawa o łapówki
Ta historia ma jeszcze drugi wymiar. Badanie techniczne to nie urzędowa formalność do odhaczenia, tylko jeden z podstawowych filtrów bezpieczeństwa. Jeśli auto przechodzi przegląd wyłącznie na papierze, to na drogę może trafić pojazd, którego realnego stanu nikt nie sprawdził.
I właśnie dlatego ta sprawa jest tak poważna. Tu nie chodzi wyłącznie o korupcję, lewe dokumenty czy zarobek. Tu chodzi też o zaufanie do systemu, który miał chronić kierowców, pasażerów i innych uczestników ruchu.
Śledczy podkreślają, że sprawa ma charakter rozwojowy. A to zwykle oznacza jedno: to może nie być koniec zatrzymań.
Źródło: Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie
Materiały policyjne
Czytaj dalej
Zostań przy sprawie
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


