Sieć sklepów Dino Polska pokazała, że nawet przy wojnie cenowej i spadających cenach żywności można wypracować wyniki lepsze od oczekiwań rynku. W pierwszym kwartale 2026 roku grupa zarobiła na czysto 316 mln zł, przebijając prognozy analityków o blisko 25 mln zł. To kolejny sygnał, że Dino nadal skutecznie buduje swoją pozycję na polskim rynku handlowym.
Czy Dino wygrywa strategią „taniej i bliżej”?
Choć zysk netto wzrósł jedynie o 1,5 proc. rok do roku, inwestorzy i analitycy zwrócili uwagę przede wszystkim na mocniejsze od oczekiwań wyniki operacyjne. EBITDA wyniosła prawie 565 mln zł, a EBIT przekroczył 419 mln zł. Oba wskaźniki okazały się wyraźnie wyższe od rynkowych prognoz.
To o tyle istotne, że spółka działa dziś w trudniejszym otoczeniu niż jeszcze rok temu. Dino samo przyznaje, że sprzedaż ograniczała deflacja cen żywności. Mówiąc prościej — produkty spożywcze przestawały drożeć, a część zaczęła nawet tanieć. Dla handlu detalicznego to problem, bo trudniej zwiększać przychody wyłącznie podnoszeniem cen.
Firma postawiła więc na zwiększanie wolumenu sprzedaży i utrzymywanie atrakcyjnych cen dla klientów. Efekt? Sprzedaż porównywalna LfL wzrosła o 4,4 proc., podczas gdy rok wcześniej praktycznie stała w miejscu.
ilustracja do artykułu Dino i zyski w 2026
Dlaczego marża spadła?
Nie wszystko jednak wygląda idealnie. Marża EBITDA spadła z 7,2 proc. do 6,7 proc. Dino tłumaczy to agresywną polityką cenową oraz wyższymi kosztami operacyjnymi.
Spółka wskazuje m.in. na:
- wyższe wydatki na energię,
- większe koszty odśnieżania zimą,
- rosnące koszty funkcjonowania sieci.
To pokazuje szerszy problem całego handlu detaliczego w Polsce — sklepy walczą dziś nie tylko o klienta, ale również z kosztami utrzymania ogromnej infrastruktury.
Dino nadal otwiera sklepy w szybkim tempie
Najbardziej imponująca pozostaje jednak skala rozwoju sieci. W pierwszym kwartale 2026 roku Dino otworzyło aż 62 nowe sklepy. To więcej niż rok wcześniej.
Na koniec marca sieć liczyła już 3094 placówki.
Dino nie zamierza zwalniać. Zarząd zapowiada, że w całym 2026 roku liczba nowych otwarć wzrośnie jeszcze o kilkanaście procent. Łączne inwestycje mają sięgnąć około 2,5 miliarda złotych.
Gdzie trafią miliardy?
Pieniądze mają zostać przeznaczone nie tylko na nowe sklepy. Spółka inwestuje również w:
- nowe centra logistyczne,
- rozwój zakładów Agro-Rydzyna,
- system kaucyjny i automaty do odbioru butelek oraz puszek.
Same wydatki związane z automatami kaucyjnymi mają wynieść od 250 do 300 mln zł.
To pokazuje, że handel przygotowuje się już do nowych obowiązków związanych z systemem zwrotu opakowań, który w najbliższych latach całkowicie zmieni wygląd sklepów spożywczych w Polsce.
Czy Dino stało się fenomenem polskiego handlu?
Jeszcze kilkanaście lat temu wielu klientów traktowało sklepy Dino jako lokalną sieć obecna głównie w mniejszych miejscowościach. Dziś spółka coraz częściej jest wskazywana jako jeden z największych sukcesów polskiego handlu detalicznego.
Model oparty na średnich i małych miejscowościach, własnym zapleczu logistycznym oraz mocnym udziale świeżych produktów nadal działa. Mięso, wędliny i drób odpowiadają już za ponad 42 proc. sprzedaży grupy.
Pytanie brzmi jednak, jak długo Dino utrzyma tempo wzrostu przy coraz bardziej nasyconym rynku i rosnących kosztach działalności. Bo choć wyniki są mocne, marże pokazują już pierwsze oznaki presji.
Źródło Biznes PAP
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


