Jeszcze kilka lat temu problem braków kadrowych w ochronie zdrowia był traktowany jak ostrzeżenie. Dziś coraz częściej wygląda jak stan permanentnego kryzysu. Szczególnie w zawodzie pielęgniarki i pielęgniarza. Średnia wieku rośnie, młodych chętnych brakuje, a ci, którzy już trafiają do systemu, często po kilku latach rezygnują albo wyjeżdżają za granicę.
W debacie ekspertów, pielęgniarek i przedstawicieli środowiska medycznego coraz częściej pojawia się jedno zdanie: system działa dziś głównie dzięki ludziom, którzy jeszcze nie odeszli.
„Młodzi już nie chcą tak pracować”
Podczas jednej z debat o przyszłości pielęgniarstwa mocno wybrzmiał głos dotyczący zmiany pokoleniowej. Jeden z ekspertów zwracał uwagę, że państwo wciąż próbuje organizować pracę według modelu sprzed dwóch czy trzech dekad.
Reklama

– „To już nie są te czasy, że młode absolwentki pielęgniarstwa będą chciały wykonywać tę pracę, którą wykonywały pielęgniarki 20–30 lat temu” – podkreślano podczas dyskusji.
I trudno się temu dziwić. Dzisiejsze pielęgniarki kończą studia wyższe, zdobywają specjalizacje, pracują z nowoczesnym sprzętem i biorą odpowiedzialność za zdrowie oraz życie pacjentów. Tymczasem wiele z nich nadal funkcjonuje w systemie przeciążenia, chronicznych braków kadrowych i ciągłych nadgodzin.
W debacie pojawił się też apel do decydentów: bez poprawy warunków pracy i realnych perspektyw młodzi ludzie po prostu nie będą chcieli zostawać w zawodzie.
ilustracja artykułu kadry pielęgniarek
System starzeje się razem z personelem
Eksperci alarmują, że problem nie jest już prognozą, ale rzeczywistością. Wskazano, że „realna zastępowalność pokoleniowa” wynosi dziś około 40 proc.
To oznacza, że na miejsce odchodzących pielęgniarek nie pojawia się wystarczająca liczba nowych pracowników.
Jednocześnie zapotrzebowanie rośnie. Społeczeństwo się starzeje, pacjenci są bardziej schorowani i wymagają coraz bardziej skomplikowanej opieki.
– „Dzisiejszy pacjent jest głównie seniorem” – mówiła podczas debaty Dorota Ronek, zwracając uwagę, że zmienia się nie tylko liczba pacjentów, ale również ciężar opieki i odpowiedzialności personelu.
Psychiatria już dziś działa na granicy wydolności
Szczególnie mocno wybrzmiały głosy z psychiatrii. Pielęgniarki pracujące na oddziałach psychiatrycznych mówiły o pacjentach z wielochorobowością, kryzysami psychicznymi, uzależnieniami, bezdomnością i problemami społecznymi.
– „System jest niewydolny. Niewydolne są też oddziały psychiatryczne” – padało podczas debaty.
Z kolei przedstawiciele organizacji pacjenckich podkreślali, że kolejne „normy” i „standardy” nie poprawiają sytuacji, jeśli za nimi nie idą ludzie i pieniądze.
To ważny głos, bo pokazuje coś więcej niż konflikt o płace. Pokazuje zmęczenie systemu, który coraz częściej działa na granicy bezpieczeństwa.
Jedna pielęgniarka więcej potrafi zmienić wszystko
W transkrypcji debaty pojawił się też bardzo prosty, ale mocny obraz codzienności oddziałów.
– „Jedna pielęgniarka dodatkowa na dyżurze rozładowuje czasami całą sytuację” – mówiła jedna z uczestniczek.
To zdanie dobrze pokazuje skalę problemu. Tu często nie chodzi już o luksus czy wygodę pracy. Chodzi o bezpieczeństwo pacjentów, możliwość rozmowy z rodziną chorego, spokojne wykonanie procedur i uniknięcie błędów wynikających z przemęczenia.
Państwo nadal traktuje problem jak koszt
Najbardziej gorzki wydźwięk debaty dotyczył jednak podejścia państwa. Eksperci wskazywali, że tempo działań jest zbyt wolne wobec skali zagrożenia.
Według przedstawionych analiz liczba pielęgniarek do 2035 roku ma wzrosnąć jedynie o około 5 proc., choć potrzeby systemu są wielokrotnie większe.
I właśnie tutaj pojawia się najważniejsze pytanie: czy Polska naprawdę traktuje ochronę zdrowia jako strategiczny priorytet państwa?
Bo jeśli nie, to za kilka lat problemem nie będą już tylko kolejki do specjalistów. Problemem może być zwykły brak ludzi do opieki nad pacjentem.
A tego nie da się naprawić kampanią reklamową ani kolejnym konferencyjnym hasłem.
Konferencja Analizy kadrowe pielęgniarek